Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Rozstrzygnięcie: Magisterium - Twoja magiczna przygoda

0 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2016-08-01
Odsłony: 397
Autor: Rociel

Serdecznie dziękujemy za udział w naszym ostatnim konkursie i gratulujemy zwyciężczyni! Weronika Lichtarska wędruje do Ciebie paczka z wybranym tomem Magisterium oraz książką-niespodzianką od wydawnictwa Albatros. Życzymy miłej lektury, a pozostałe osoby zapraszamy do udziały w kolejnym konkursie, który jeszcze dzisiaj wystarttuje na naszym fanpage na FB.

Poniżej prezentujemy zwycięską pracę:


"Próba żelaza"


              Magiczna przygoda
 
 Podniosłam się. Ogarnęła mnie ciemność. Podniosłam do góry swoją lewą dłoń. Z jakiegoś powodu było to pierwsze o czym pomyślałam.  Nawet gdy nie widziałam jej zarysu, czułam, że tego nie ma. Tego pierścienia. Pierścienia zakupionego od tej starej kobieciny w chustce, która niemal za darmo mi go sprzedała. 
Po moim ciele przebiegły dreszcze. Zły omen.
Coś tu nie grało...
Po zakupieniu wracałam do domu i założyłam po drodze ten pierścień.  Ale co się wtedy stało? Wytężyłam bardziej swoją pamięć... i zamarłam. 
Nie. Nie, nie, nie, nie! Coś całkiem tu nie grało... pierścienie przecież nie przenoszą ludzi. To nie jest przecież jeden z tych tandetnych filmów, które oglądałam razem z moją młodszą siostrą.
Moje serce coraz szybciej biło...
Więc co to było za drżenie? I to uczucie jakbyś spadała w otchłań? Trzęsienie ziemi? U nas przecież one nie występują!
Zastanowiłam się chwilę. Chociaż to się wydaje bardziej logiczne niż transportowanie się... skąd mi to w ogóle wpadło do głowy? Ale co to za miejsce?
-Gdzie ja jestem?!- krzyknęłam z frustracji. Nagle z tyłu usłyszałam jakieś dziwne odgłosy. Odwróciłam się. Zobaczyłam korytarz. A po jego stronach  w tym samym momencie zapalały się pochodnie, które "zbliżały się" w moją stronę. Minęły mnie i zapalały się dalej, wgłąb korytarza, który wydawał się nie kończyć. 
 Zaczęłam iść w stronę zapalających się pochodni. W końcu mogłam zobaczyć gdzie jestem. Korytarz co jaki czas przecinały węższe przejścia, w których również paliły się pochodnie. Czasami spotykałam drzwi. Jedne z nich próbowałam otworzyć, ale były zamknięte. Korytarz był z kamienia. Wyglądał, jakby został wyrzeźbiony w jaskini. Na myśl również przyszło mi słowo "labirynt", a to z powodu tych wszystkich korytarzy. Łatwo można było by się w nim zgubić.  W pewnym momencie zobaczyłam lekko uchylone drzwi. Zajrzałam do środka. Lecz wnętrze w ogóle nie pasowało do korytarzy. Wyglądało tak... normalnie. Stół po środku, kilka krzeseł, fotel, meble, kominek, i kilka okien. 
Coś się poruszyło koło mebli.
-Przepraszam...
Za stołem wyszedł kot. Dość duży, biało czarny. W okularach.
To dziwne....
Bez wahania podeszłam do niego, żeby go pogłaskać.
-Jesteś tutaj sam? Gdzieś w pobliżu powinien być twój pan..- stwierdziłam zamyślona.
Kot podskoczył jak poparzony i stanął dalej na tylnych łapach.
-Czy ja wyglądam na głupka? Myślisz że jestem jednym z tych nieumiejętnych kotów?! Sam dla siebie jestem panem!- krzyknął obrażony
Zatoczyłam się do tyłu.
-O boże! Ty mówisz!
Zwierzę spojrzało na mnie tak, jakbym co najmniej ośmiornice miała na głowie.
-Oczywiście! Czemu miałbym nie mówić?- oburzył się kot- Wszystko z tobą w porządku dziewczyno? Poza tym nazywam się- zrobił ukłon- nazywam się Gord. Nie myl więcej mojego imienia. I go nie zapominaj! Jestem bardzo znanym uczonym kotem w kraju- wypiął dumnie pierś. A niedawno zaszczyciłem w Magisterium.
-Ale...  aale koty nie mówią...- wyszeptałam zaszokowana a zarazem zafascynowana.
- Co tam mówisz? Ach ta dzisiejsza młodzież! W ogóle nie ma szacunku do starszych. Może byś mnie tak przeprosiła? Moja duma została naruszona przez ciebie!- wskazał palcem na mnie
-Nno dobra... przepraszam
-Zero skruchy!- kot złapał się za głowę- Ale co tam! Mam przecież łowy. Nie mam zamiaru się tobą przejmować. 
Podszedł do ściany w której była dziura.
-Będziesz łowił myszy?
-Oczywiście! Ktoś musi zawieść mnie na tej karocy!- głową pokazał mini-karocę leżącą w kącie. 
Wytrzeszczyłam oczy ze zdumienia. Już nic mnie nie może zdziwić.
-Ale...- mysz wyleciała z dziury- Ale jak?- zapytałam powoli. Słowo "wyleciała" dobrze to opisuje. Ona wyfrunęła. Szybowała w powietrzu.
-Normalnie...
Kot złapał mysz łapą , podszedł do karocy i przywiązał ją do jednego sznurka. 
-Jeszcze tylko dziewięć...- wyszeptał. Odchrząknął- Swoją drogą chyba nie jesteś uczennicą Magisterium?  Wyglądasz tak jakoś inaczej...- spojrzał na mnie podejrzanie-
- Magi co? Ja chcę tylko wrócić do domu!
-Naprawdę nie wiesz, gdzie jesteś? Pokręciłam głową.- To szkoła dla czarodziei. Uczniowie uczą się w niej panować nad żywiołami: powietrzem ogniem, wodą, powietrzem i chaosem. Ponownie podszedł do dziury
-To jak mam wrócić do domu?
-Tak jak przyszłaś.
-Ale ja nie mam tego pierścienia!- Wydawało mi się że kot zamarł
- Jaki pierścień?- odwrócił się powoli i... szybko pojawił się przede mną. Cofnęłam się - O jakim pierścieniu ty mówisz?- zadarł do góry głowę
- No.. o tym który mnie tu przeniósł, gdy tylko założyłam go na palec. Chyba że... to jest tylko sen i...
-ZTo nie jest sen- przerwał mi w pół zdania.-Hmm... interesujące... naprawdę interesujące!- kot kręcił łapą swoje wąsy- Jak on wyglądał?- Znowu spojrzał na mnie.
- No więc... był złoty... i miał taki znak..
-Taki? (załącznik) podłożył mi pod nos książkę z różnymi symbolami. Przyjrzałam się jej. Skinęłam głową
-Ogień chce płonąć, Woda chce płynąć, Powietrze chce się unosić, Ziemia chce wiązać, Chaos chce pożerać. Spojrzał na moje zdezorientowane spojrzenie- znalazłaś się w złym miejscu o złym czasie. Wiesz... magia kieruje się swoimi prawami
- To co mam teraz zrobić?
- Zaprowadzę cię do Sali Przejść. Tam będziesz mogła przejść do swojego domu...
-Magia! Czarodzieje! Żywioły! Więc one na prawdę istnieją?- zapytałam się
-Oczywiście! Pokaże ci po drodze parę rzeczy- zrobił tajemniczą minę- Szkoła ta została wybudowana pod ziemią w jaskini, lepiej idź cały czas przy mnie, bo łatwo możesz się zgubić.
- Co? Ale tutaj są okna!
-Jesteś tego pewna? Podejdź bliżej i się im przyjrzyj. 
Tak też zrobiłam. Na początku niczym się nie różniły. Potem okno jakby zanikało. Położyłam na nim rękę. Ściana. Co jest?
-Tak, to iluzja. Chodźmy dalej!
Poszliśmy dalej korytarzem
-Szkoła liczy sobie parę wieków. Jest bardzo stara. Wychowało się w niej dużo pokoleń. Byli tu uczeni naprawdę potężni magowie, bardzo znani i doceniani. Chociaż zdarzali się... i zdarzają... źli magowie...- kot dalej zaczął mówić. Słuchałam wszystko z ciekawością. Weszliśmy do innego korytarza i zeszliśmy schodami w dół.  Zamarłam. Korytarz wyglądał, jakby nie miał podłogi. W powietrzu "wisiały" pojedyncze kamienne bloki, na ścianach były przymocowane pochodnie a na suficie była jakaś mozaika przedstawiająca pojedynek dwóch magów. 
-To też iluzja?- zapytałam
-Nie. Musimy przez nie przejść. Uczniowie raczej po niej nie chodzą. Tylko może w ramach ćwiczeń. Chociaż nie wiem, czy wiedzą o istnieniu tej części szkoły. A lepiej, żeby nie wiedzieli. Chodź.
Kot raz po raz skakał po tych kamieniach, aż w końcu był po drugiej stronie. Teraz moja kolej. Zrobiłam pierwszy krok. Kamień nie ruszał się. Wzięłam głęboki oddech. Teraz następny krok...
-Co ty tam robisz?! Szybko skacz! Chyba, że chcesz spaść! Jeśli będziesz długo stała na jednym, ten się złamie i wszystkie po kolei zlecą!
-Co...?!
Poczułam drżenie pod stopami , skoczyłam na następny kamień i potem na następny... i prawie wpadłam w otchłań, szybko machałam rękoma aby nie spaść. Poczułam drżenie pod stopami.
-Szybciej!
Szybko przeskoczyłam na następne stopnie wciąż czując pod nogami nasilające się drżenia z każdym oddechem. Skakałam już na ostatni, szybko się odbiłam... i w tym momencie rozpadł się na kawałki, a ja wylądowałam już w bezpiecznym miejscu. Czułam, że drżą mi kolana. 
-Blisko było- rzekł kot- świetne miejsce treningowe dla uczniów. Chodźmy szybciej. W tej chwili mają lekcje, więc nikt nas nie zobaczy- odwrócił się
- nie powinno cię tu być. Nie powinni cię zobaczyć. A teraz wejdź przez te drzwi- wskazał łapą na ścianę.
-Ale tu niczego...- ściana rozsunęła się- nie ma.... 
- Lochy.- powiedział lakonicznie- Nam jest stąd potrzebne coś, aby przejść do Sali Przejść.
- C0 takiego?
- Klucze- wskazał łapą na posąg jakiegoś maga. Miał on na szyi przywieszone klucze.- Normalnie każdy czarodziej mógłby wypowiedzieć zaklęcie, ale ani ja, ani ty nie możemy tego zrobić- rzekł tonem nauczyciela. Jeśli chcesz wrócić do domu, zdejmij te klucze.
Ruszyłam do przodu.
- Czekaj! - krzyknął-  Myślisz, że to takie łatwe? One tylko czekają, kiedy ty podejdziesz, wtedy zrobią z ciebie posiłek!
-Kto?!
-Harpie!
-CO?! Więc co mam zrobić?!
-Weś pochodnie. Boją się ognia.
-Pomyśleć, że takie miejsca istnieją w szkołach...
Podeszłam bliżej do posągu. W dłoni miałam pochodnie. Zza posągu wyszły dwa stworzenia podobne do ptaków. Tylko były bardzo duże. I straszne. I miały zęby i duże szpony.
-Myślisz że ten mały ogień na nas zadziała? - zaśmiał się pierwszy
-A tylko kotku gdzie idziesz?- zobaczył jak Gord ucieka. Odwróciłam się... i zobaczyłam jak pierwszy z ich zmierza w moją stronę...
-Stój!- wysunęłam rękę z pochodnią, a tamten staną i wyszczerzył zęby, po czym znowu ruszył. Wzięłam z ziemi kamień i rzuciłam w głowę temu. Zatoczył się. Wyglądał, jakby się wkurzył... Niedobrze. Wzięłam drugi kamień i z całej siły cisnęłam w harpię, lecz ta się uchyliła i kamień poleciał w ciemność. Usłyszałam jakiś głos. I zobaczyłam... ogromne ślepia...
-Obudziłaś go...! Głupia!!!- zaskrzeczał drugi- szybko, Uciekać!
Było już za późno. On wyleciał. Był ogromny...
Smok
Cały złoty. Był przywiązany do łańcucha.
Splunął ogniem w stronę uciekających harpii, a ja korzystając z okazji skoczyłam ku posągowi i zabrałam klucze. Odwróciłam się. Cisza. Ani śladu harpi, za to wszędzie ogień... Smok spojrzał na mnie... już wiedziałam że mam uciekać. Miałam niedaleko do wyjścia. Szybko pobiegłam. Usłyszałam z tyłu świst i poczułam ciepło. Przejście powoli się zamykało
-Szybciej biegnij!- to kot
Już została tylko szpara. Szybko skoczyłam... udało mi się. Przejście się zamknęło. Żadnego śladu smoka.
-Całe szczęście...
- Chodź, już niedaleko!
Poszłam za kotem. Ktoś dalej stał. Kot szybko zaciągnął mnie dalej.
- Uczniowie urządzają pojedynek! W szkole są zabronione. Lepiej się do tego nie mieszać.
Spojrzałam ukradkiem na dwóch chłopaków, którzy stali sami na przeciwko siebie. Jeden z nich miał rękę .... w ogniu, a drugi... w wodzie. Ten z ogniem podniósł rękę... a ogień wyleciał na tego drugiego...- patrzyłam na to oniemiała. Jak to się zakończy? Drugi również podniósł rękę... i wokół niego powstała brama z wody, przez którą nie przeszedł ogień. Przez następne chwile cały czas siebie atakowali.
-Chodź, bo zaraz zejdą się ludzie.
Pobiegłam za kotem.
- To ten korytarz- rzekł- Daj klucz.-podałam mu. Otworzył drzwi... oślepiło nas światło. Poczułam wiatr. Czułam się... tak dobrze. Wkroczyłam do środka. W porównaniu do poprzednich korytarzy ten był bardzo ładny, olśniewający. Wszystko na biało 
- Nie daj się omamić! Pamiętaj, że chcesz wrócić do domu!- krzyknął kot... a jego głos robił się coraz odleglejszy
- Tak mi tu dobrze... chyba to zostanę- rzekłam, chociaż nie wiedziałam, czy to prawda
-To iluzja!- To słowo ciągle mi huczało w uszach- spójrz tam! Odwróciłam się... a na środku korytarza... rosła duża piękna róża. Podeszłam do niej. Chciałam ją powąchać... ale niczego nie poczułam. Oderwałam z ziemi... a ona w tej chwili sczerniała i obróciła się w  proch. Wszystko powoli nabrało swojego prawdziwego kształtu. Odwróciłam się. Korytarz wyglądał już normalnie. Tak szaro, ale magiczne.
-Dalej powinnaś sama iść. Wejdź w ostatnie drzwi po prawej stronie. Dalej będziesz wiedziała, co trzeba zrobić. Na tym się kończy moja rola przewodnika. Tu się rozstaniemy. Miło mi było ciebie spotkać. Do zobaczenia!
-Czekaj!- krzyknęłam, lecz jego już nie było. Postanowiłam się udać tam, gdzie mi tłumaczyć. To miejsce mimo tylu zagrożeń naprawdę mi się spodobało. Chciałabym tu jeszcze kiedyś wrócić. Ostatni raz spojrzałam na korytarz i otworzyłam drzwi.
Weszłam... do swojej kuchni. Szybko się odwróciłam. Chciałam zawrócić, lecz wyszłam na podwórko.
-Angela? Coś się stało?- moja mama- Widzę że wróciłaś z rynku. Spojrzała na moją dłoń. Błyszczał na nim pierścionek. Co jest? Długo cię coś nie było. Coś się działo ciekawego przez ten czas?
- O mamo, nawet nie wiesz jak...

K
oniec

Przeczytaj inne arty

brak książki Komornik 2. Rewers – premiera 10 maja! Drugi tom opowieści o Komornikach, którzy zstąpili na ziemię wciąga nas jeszcze głębiej w otchłań...
brak książki Nowości od wydawnictwa Jaguar Przedstawiamy trzy nowości od wydawnictwa Jaguar. Znajdziecie wśród nich Króla węży – jeden z 3...
brak książki KRÓL WĘŻY – wydarzenie literackie 2016 roku Przedstawiamy powieść Jeffa Zentnera uznaną za jeden z trzech najlepszych literackich powieści młodzieżowych 2016 roku!...

Komentarze_ 0


Dodaj komentarz