Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Zamów kawę dla nieznajomego

Data dodania: 2013-04-14
Odsłony: 3370
Autor: Darja_

Ponoć dobra kawa jest dowodem na to, że Bóg istnieje. Natomiast zjawisko zwane „zawieszoną kawą” dla mnie dowodzi, że są na tym świecie jeszcze ludzie, którzy potrafią zrobić coś bezinteresownie tylko po to, aby sprawić komuś obcemu przyjemność.

Mój dzień zaczyna się po pierwszej kawie

Każdego roku produkuje się około siedem milionów ton kawy. Jej wytwarzaniem zajmuje się ponad 25 milionów firm na całym świecie. Na czele światowych producentów tego napoju stoi Brazylia, gdzie aż pięć milionów osób znajduje zatrudnienie przy uprawie tej rośliny.

Pasjonat kawy pije dziennie przeciętnie od dwóch do czterech filiżanek. Zaczyna w ten sposób dzień, gdyż wszystko ma o wiele lepszy smak, większy sens i bardziej ciekawy wymiar właśnie po kawie. W ciągu dnia poprawia ona humor, dodaje energii i pozwala odetchnąć, bo spożywanie kawy jest jak rytuał podczas którego nikt nie powinien nam przeszkadzać. Natomiast wieczorem kawa to idealny towarzysz do rozmyślań o życiu, o tym, co się wydarzyło i co jeszcze się zdarzy.

I nieważne, czy pijesz ją, siedząc na fotelu w rozwleczonym dresie, oglądając kolejny odcinek ulubionego serialu, czy może w modnej kawiarni. Liczy się kawa. Jej smak i aromat.

Pięć kaw, dwie wypijemy teraz, a trzy proszę zawiesić

A teraz wyobraź sobie, że dzięki kawie możesz sprawić przyjemność także obcej osobie, która być może w danej chwili potrzebuje tego, by się jej napić. Właśnie taki cel ma akcja „zawieszona kawa”, która szturmem podbija polskie kawiarnie i zdobywa uznanie gości, którzy chętnie korzystają z takiej możliwości, zarówno ofiarowując anonimowo filiżankę gorącego napoju, jak i przyjmując ten miniprezent. A wszystko to odbywa się w zupełnie nieskomplikowany sposób. Przychodząc do danej kawiarni bądź restauracji, zamawiasz dwie kawy – jedną dla siebie, a drugą „zawieszasz”. Kelner, który zajmuje się w danym czasie obsługą klientów, notuje np. na tablicy o tym, co obecnie znajduje się w stanie „zawieszenia”. Bowiem pomysł tak spodobał się społeczeństwu, że postanowiono go rozwinąć, tzn. można „zawieszać” także herbatę, a nawet dania. Wszystko to zależy od kawiarni i inwencji właścicieli. A gdy do kawiarni, która dołączyła do akcji, zawita ktoś, kto podobnie jak ty kocha kawę, może ją za darmo skonsumować, nie ponosząc żadnych opłat. I choć w Internecie pisze się, że gest ten kierowany jest głównie do osób bezdomnych bądź biednych, to tak naprawdę nie ma znaczenia, kto wypija kawę. Jednego dnia to ty częstujesz nią kogoś, kogo nigdy nie poznasz, a możliwe, że nazajutrz ktoś nieznajomy ci się odwdzięczy.

1 2 right

Przeczytaj inne arty

brak felietony O świętach, Robercie Downey Jr., szczęściu bez zbędnego narzekania Trudno napisać tekst o świętach osobie, która ich tak naprawdę nie lubi od kilku lat,...
brak felietony Gdzie ci mężczyźni, prawdziwy tacy? W lesie?! Prawdopodobnie przyzwyczailiśmy się, że ktoś mówi nam, jak powinna wyglądać prawdziwa kobieta. Aczkolwiek niektórzy wciąż...
brak felietony Pokarm polskich Internautów Anna Przybylska i Mateusz Maga. Dwie zupełnie różne postacie. A jednak jest coś, co je...

Komentarze_ 15


brak

Osobiście sądzę, że powinno się pomagać innym: czy to kumplowi, kiedy ma problem, bo zawalił egzamin, czy to bezdomnemu. Myślę, że warto pomagać nawet wtedy, kiedy robimy to dla podbudowania własnego "ego", ale oczywiście lepiej jeśli robimy to z odruchu serca :). Do zawieszonej kawy jednak nie nie jestem przekonany. Dlaczego? Otóż, wyobraźmy sobie sytuację: chłopak z dziewczyną mają się ku sobie, spędzają właśnie romantyczny wieczór w kawiarni, jest miło sympatycznie i nagle tę sielankową atmosferę przerywa "menel", który przyszedł wypić zawieszoną kawę, a Ty i Twoja dziewczyna czujecie woń siedzącego obok Jegomościa. Czy nie lepiej byłoby, gdyby ktoś po prostu wziął tę kawę na wynos i dał na ulicy potrzebującemu? Wtedy i Ty będziesz zadowolony, bo nic nie zmąci Twego cudownego wieczoru i bezdomny będzie zadowolony, gdyż napije się kawy. Trochę stylistycznie zakręciłem, ale nie bardzo chce mi się poprawiać. Chodzi mi po prostu o to, że zawieszanie kawy nie jest ani pierwszym, ani jedynym, ani najlepszym sposobem na pomaganie innym :). Być może tym wpisem wywołam burzę, ale takie mam poglądy :).

brak

No to na początek wyjasnienie - jeśli zawieszona kawa bardziej pomoże zawieszającemu niż odbiorcy, to jakim cudem ta akcja przemawia do Ciebie, że jesteś tu dla innych? Już jaśniej naprawdę nie mogę... I wydaje mi się, że osiągnięliśmy swoistego pata w dyskusji. Przynajmniej ja nie mam już nowych argumentów, mogę jedynie mnożyć stare i dodawać lepsze przykłady. Ale jak Stronnictwo Idealistów ma coś jeszcze, to bardzo chętnie poczytam. Ze swojej strony pozwolę sobie na małe podsumowanie. Charytatywność jest zawsze kwestią podejścia do życia, a prawdziwi charytatywiści (czyli nie aktorzy, którzy robią to, żeby pokazać się mediom z dobrej strony, np.) są zawsze idealistami. Ja idealistą nie jestem, pomagam, mając pełną świadomośc, że moja pomoc niewiele znaczy. Wiec po co to robię? Taka filozofia. Jeśli to nie działa na moją niekorzyśc, to zawsze życzę wszystkim jak najlepiej i nie mam oporów, żeby im pomóc. Co innego, gdyby to działało przeciwko mnie. Dlatego 5 kliknięć - jak najbardziej. Zawieszanie kawki - już mniej. Powiecie, że takie akcje mogą skłonić nie-idealistów do ideałów. Być może. Ale mnie np. od ideałów oddala, bo dostrzegam w tym bezsens. Taka karma, jak się wnika zbyt głęboko, co nie? TM

brak

Na początku - Master , tam nie było nielogiczności. Nie wiem , gdzie ją znalazłeś.Jedni ,,uspokoją sumienie" i pomoże im to , a innym samo w sobie przypomni że warto być człowiekiem. Zaczynajmy od małych rzeczy , jak kawa , coby skończyć na fundowaniu drugiej zmiany opiekunów i rehabilitantów dla dzieci z porażeniem mózgowym w Kluczborku . Dom stawia się od fundamentów , nie od dachu .Najpierw w nas musi coś pęknąć. Może pęknie jeśli tylko przez tę ,,zawieszoną kawę" sami uświadomimy sobie , że możemy innym pomagać :) . Tak , o ludzi trzeba walczyć. Też tak twierdze. Sam Jan Paweł 2 walczył o dusze człowieka , który miał go zabić i jest to dla mnie nauka na całe życie. Ale nie można niczego bezkarnie niszczyć , bo wszystko co oddajesz w końcu wraca . Jeśli zniszczymy planete , to się kiedyś odbije na ludzkości. Ale tu też trzeba uważać - bez przesadyzmu . Mam na myśli doline rospudy w Augustowie. Przez miasto codziennie przejeżdża 8 tysięcy tirów , a obwodnicy nie można zbudować , ponieważ w rzece istnieją ze dwa czy trzy gatunki wodorostów , które mogłoby to zabić. I to , jest kurwa popierdolone , wybaczcie wulgaryzmy ale niektóre rzeczy po prostu trzeba nazwać po imieniu . I poznacie, że imię me Pan, gdy uczynię pomstę moją nad wami , Daimon Frey , Tańczący na Zgliszczach.

brak

@ Caroola - zwracam honor, chyba to ja czegoś nie doczytałem ;) @ Daimon - Piszesz "Taka zawieszona kawa , wydaje mi się może bardziej służyć temu , kto ją ufunduje niż temu , co ma ją wypić !" - prawda to. Ale potem piszesz: "Tylko czasami coś , jak ta akcja przypomina mi że jestem tu bardziej dla innych niż dla siebie" - wybacz, nielogiczności wyłapuje "zawodowo". Jesteśmy odpowiedzialni za "tych braci naszych najmniejszych"? Tak, jesteśmy. Ale jak marni my jesteśmy (trzeba to zauważyć), że nie potrafimy zatroszczyć się nawet o siebie, a co dopiero o zwierzęta. Ja wszystkim zyczę jak najlepiej - żyjcie jak królowie i bądźcie szczęśliwi. Ale mając do wyboru uratowanie cżłowieka - choćby najgorszego przestępcy - i zwierzęcia, wybieram cżłowieka. Dlaczego? Np. dlatego, że cżłowiek ma dusze, więc jest o co walczyc. Też nie twierdze, że jestem cudotwórca (chociaż może jestem trochę popierdolony xD) i również zgadzam się, że powinniśmy się bać przyszłości. Teoretycznie. Ale w praktyce, czy z tego strachu nam coś przyjdzie? Ja po prostu staram się być w porządku. Staram się mieć nadzieję, nie przejmowac porazkami, pomagać, kiedy mogę. Po prostu dostrzegam pewien bezsens tego wszystkiego - dostrzegam, ale nie zwracam na niego uwagi, bo to by utrudniło życie. A Życie nie musi byc trudne - nie o to chodzi. Życie powinno byc owocne. I tutaj stawiam pytanie: Czy to, że ktoś zawiesi kawę i uspokoi swoje sumienie, sprawi, że będzie "krok bliżej do Zbawienia"? Czy też odkryje tylko jego hipokryzję, bo on własnie chciał uspokoic sumienie, a nie naprawdę pomóc. "Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane". Czy więc chodzi o to, żeby faktycznie, realnie POMÓC komuś? Czy o to, żeby móc powiedzieć sam sobie: "zrobiłem coś dobrego"? Kłania się The_Master Lord Kovir, prince of Faerie albo po prostu Wojtq xD

brak

Niektóre wypowiedzi były tak zawiłe , że musiałem wytężać mózg , coby je zrozumieć :D . Przechodząc do sedna - Master , chcesz rozpętać burzę ? Dobra. Po pierwsze - sama inicjatywa zawieszonej kawy jest , według mnie trafna i nadaje człowiekowi możliwość pewnego spełnienia. Nie wszyscy są na tyle śmiali i odważni , aby tak po prostu pomagać innym :) . Taka zawieszona kawa , wydaje mi się może bardziej służyć temu , kto ją ufunduje niż temu , co ma ją wypić ! . Pewne twoje spostrzeżenia są trafne ale... po co oddawać pieniądze na psy , koty , inne zwierzęta . A owszem , i to ma cel ! W pewnym sensie oswoiliśmy ziemie , więc teraz czas brać za nią odpowiedzialność. Podobno miarą cywilizacji jest to , jak traktujemy najsłabszych w społeczeństwie. A jak się traktuje słabych ? Obraża , poniża , często prześladuje . I czy ja mam być dumny dlatego , że się nazywam człowiekiem ? Właściwie to jestem tańczącym na zgliszczach , nie żadnym pierdolonym cudotwórcą ! Być może właśnie dzięki takiej akcji ktoś w końcu ruszy zimne serca - nie wiem jak ty , ale ja już nie raz włóczyłem się po mieście zmarznięty , bez grosza , a taka kawa której nie lubię i nie pije była by dla mnie bardzo wiele warta. Widzę ludzi głodnych brudnych , co miłości mają więcej , niż my w czasach owszem trudnych , srebra chcemy coraz prędzej . Żyjemy w kraju w którym emerytura starcza na leki , a żeby emeryt żył godnie muszą mu pomagać dzieci. Wiesz , master - ja się boje przyszłości. Kiedy patrze na około siebie , na ten świat ciągłego niepokoju i nas , obarczonych pozornym słowem wolność - boje się . Nie chce tutaj żyć . Wiem to. Tylko czasami coś , jak ta akcja przypomina mi że jestem tu bardziej dla innych niż dla siebie , dlatego decyduje się zostać. Wszyscy jesteśmy aniołami pana , Prochem rzuconym na wiatr ... Daimon Frey , Tańczący na Zgliszczach.

brak

BTW, 'Chłopie, napij się kawy, smutno wyglądasz' - hahaha, uśmiałam się :D

brak

The_Master, akurat przeczytałam wszystko dokładnie, a jak autorka zasugerowała w swoim artykule takie sytuacje, o których napisałam mogą się zdarzyć: 'Ale zawsze masz wybór – możesz zakupić ją dla kogoś, kto stoi za Tobą w kolejce, podejść do tej osoby i nawiązać z nią znajomość. Wtedy oboje będziecie zadowoleni i spędzicie miło czas.' A więc nie do końca musi to być takie anonimowe, choć oczywiście takie jest przyjęte założenie :)

brak

@ caroola - noooo, o takim spojrzeniu na sprawę nawet nie pomyślałem xD.Ale chyba nie doczytałaś, że zamawiający nie wie, dla kogo kawa zostanie zawieszone. Niemniej... tak podejść do kogoś i "Chłopie, smutno wyglądasz, napij się.. kawy" XD Interesujące

brak

Hej, ale przecież nikt nie jest zmuszany do zamawiania 'zawieszonej' kawy czy herbaty. To jest tylko sugestia, ale równie dobrze możesz zamówić tylko jedną kawę, dla siebie. Dlatego właśnie uważam, że ta możliwość wyboru i możliwość zapłacenia za kogoś to świetna sprawa! Gdyby na przykład chłopakowi spodobała się jakaś dziewczyna, zawsze mógłby zamówić jej zawieszoną kawę, co więcej, miałby już jakiś pretekst, by do niej podejść. Dzięki takiej akcji mogą się poszerzyć nasze znajomości, można poznać kogoś ciekawego, albo przynajmniej sprezentować herbatę osobie, której oczy w chwili patrzenia na nią zalewają się smutkiem - może jednak, dzięki takiemu małemu podarunkowi, chociaż na chwilę by się uśmiechnęła. :)

brak

No dobrze. To ja bedę bronił swojego stanowiska. Ile kosztuje kawa w normalnej kawiarni? Powiedzmy... 5 zł. Załóżmy, tak średnio. Ile osób w ciągu dnia przewinie się przez jedną kawiarnię? Zakładamy duże miasto, galerię handlową. 100 osób (dane oczywiście wymyślam, bo dokłądnych nie znajdę. Raczej staram się zaniżać). Ile z nich zawiesi kawę? Może... 10? To chyba i tak będzie dużo, przynajmniej na początek akcji. Więc jedna kawiarnia w jeden dzień jest w stanie dzięki zawieszaniu zarobić (dla kawiarni to zarobek) 50 zł. 50 zł ludzie wydadzą "charytatywnie" i 10 osób wypije darmową kawkę. Niekoniecznie osób potrzebujących. Dużo kawiarni jest własnie w centrach handlowych, a tam bezdomnych się raczej nie spotyka. Tak czy siak, mamy 50 zł na jeden dzien w jednej kawiarni. Jedna osoba nie bedzie zawieszała codziennie - powiedzmy raz na tydzien. Załóżmy więc, że w jedenj kawiarni ludzie zostawią charytatywnie... 150 zł na tydzień, lekko licząc. Oczywiście w jednej mniej, w drugiej więcej. W jednym mieście zbierzemy w miesiąc ładne kilka tysięcy. Teraz weżmy tych miast ileś. Za taką sume można uratowac życie. A kawa, wybacz, nawet w zimie życia nie uratuje. Mówisz, że nie wiemy, co z dziecka wyrośnie w przyszłosci. W przyrodzie by zginęło, drogą selekcji naturalnej. Mozna więc uznac, że jest słabsze i nieczego i tak nie osiągnie. Ale nie popadajmy w skrajności. W istocie nie chodzi tu konkretnie o tę konkretną akcję, ale o etykę, moralnośc i pomaganie w ogóle. Co więc z tym zrobić? Czy chodzi tu o zaspokojenie SWOJEJ potrzeby pomocy, tak jak piszesz, że ktoś zawiesi kawę, zrobi coś dobrego i jego sumienie moralne będzie spokojne? Czy chodzi o rzeczywistą pomoc, która komuś uratuje zdrowie/życie? Jak mówić o prawie do życia, gdy nie ma na to pieniędzy? I co z fundacjami, które zbierają pieniądze na wakacje dla dzieci z biednych rodzin? W wywiadach mówią, że uśmiech tych dzieci jest wart pracy. Temat charytatywności to temat-rzeka i złotego środka nikt nie znalazł. Ktos uzna, że robi coś dobrego, bo pomodli się za biednych. Inni mówią, że dla bezdomnych często ważniejsza niż te grosze wrzucone do czapki jest chwila rozmowy. Celebryci chwalą się, jacy to nie są charytatywni - i jak na to patrzeć? Że używają tego jako taniego chwytu reklamowego, a te tysiące które dali, to jak dla nas grosz? Ale jednak dzięki temu komuś uratowano życie. Troche zamotałem ostatecznie, więc postaram się wyrazić to, co ja myślę, krótko: Ideałem byłoby, gdyby była jedna jedyna fundacja, mądrze rozdzielająca środki ze zbiórek. Ale ideały nie istnieja. Moze więc dobrze, że tyle jest róznych akcji charytatywnych. Przesłanie jednej trafi do osoby A, przesłanie drugiej do osoby B. A ci, którzy nie chcą pomagac i tak pomagac nie będą. Poza tym, Polak to Polak - zawsze będzie narzekał, nawet jesli sam pomaga, kiedy inni nie widzą ;) Mam nadzieję, że coś z tego zrozumiałes, bo ja już się pogubiłem :D (nie no, żartuję)

brak

Piszesz komentarz, żeby dyskutować, a w istocie dyskusji nie podejmujesz. Jest przecież czymś jasnym, że był to tylko przykład, a więc coś figuratywnego. Myślę, że doskonale zrozumiałeś, o czym piszę i przeciw jakiemu podejściu przestrzegam. Jeśli chcesz dyskutować, to dyskutujmy.

brak

Skoro to mają być pielgrzymi, to na pewno chętnie się poświęcą - jak to wierzący :D (no sorry, taki przykład...). I na miejscu kierowcy bym tak zrobił - tym bardziej, że jednocześnie ratowałbym swoje życie (instynkt...). Wiem, że mój komentarz można uznać za prowokatorski i taki tez był jego cel: żeby wreszcie jakaś dyskusja się zaczęłą. Bo jak na razie na nastku najwięcej komentów jest pod wierszami (bo krótkie), pod reckami (bo fajne i łatwe) i pod tekstami o aborcji (zielonego pojęcia, czemu ;/).

brak

Jeszcze coś pozwolę sobie dodać. Zaletą Twojego rozumowania, jeśli ilustrować je podanymi przez Ciebie przykładami, jest pewna zdroworozsądkowa jasność, słuszność sugestywnych rozwiązań. Stanowisko takie jest bardzo trudne do utrzymania, jeśli próbować trzymać się go konsekwentnie. Wyobraźmy sobie bowiem, że mamy autobus szkolny, którym dzieci jadą na wycieczkę - powiedzmy, że trzydzieścioro dzieci. Z naprzeciwka jedzie tir z naczepą - kierowca zasnął za kółkiem, wjechał na przeciwny pas i zaraz dojdzie do wielkiej tragedii. Kierowca autobusu szkolnego może jednak jej zapobiec, zjeżdżając na pobocze. Poboczem idą pielgrzymi, akurat głównie starsi ludzie, jest ich np. sześćdziesięcioro. Co zrobić? Czy w "rachunku życia" dwie poświęcone osoby starsze to wystarczająca cena za jedno dziecko? A gdyby pielgrzymów było 120? Czy cztery życia osób starszych należy poświęcić, by ocalić jedno dziecko? A jeśli nie, to jaka "cena" będzie dobra? Jakie konkretne liczby?

brak

Nie wiem, czy jest o co rozpętywać burzę. Kwestie, o których piszesz, od dawna tak stawiano, mówię o reprezentantach etyki utylitarystycznej. Ja to nawet rozumiem, bo to jest mimo wszystko dość łatwe. Trudność egzystencji ludzkiej to między innymi mierzenie się z ogromnie skomplikowanym życiem moralnym. Rodzi się więc naturalna potrzeba okiełznania tego skomplikowania, a obliczanie i rachowanie skutków wyborów zdaje się czynić zadość tej potrzebie - w końcu posiłkujemy się dziedziną szczycącą się jasnymi i jednoznacznymi rozwiązaniami problemów. Ale to nie wszystko. Dokonujesz rozróżnienia, biorąc pod uwagę korzyści społeczne, między człowiekiem, który ma przed sobą całe życie, a kimś, kto znajduje się być może u jego kresu. Nie jesteśmy jednak w stanie przewidzieć owoców, które dane, jednostkowe życie zrodzi (i jego pozostająca do kresu długość nie ma tu znaczenia), mówienie więc o dziecku, które kiedyś przysłuży się światu, można włożyć między bajki. Nie mamy bowiem gwarancji, że to samo dziecko, któremu pomożemy, nie będzie sprawcą rozmaitych okropieństw, nie sprawi, że rzesze ludzi będą cierpieć. Samo zaś społeczeństwo, jeśli otrzymało coś od kogoś, otrzymywało przez wiele lat, musi się teraz za to odwdzięczyć, oprócz czerpania korzyści są tu jeszcze obowiązki, z których należy się wywiązać. Wielu z nas będzie kiedyś starych - i po co mamy się teraz szarpać, by przynosić korzyści światu, skoro mamy świadomość, że nasze wysiłki zostaną "nagrodzone" w taki sposób, że gdy dożyjemy pewnego wieku, nikt nami nie będzie się interesował, będziemy marginesem, który nie będzie już tak użyteczny i korzystny, a za parę lat zemrze. Być może to, co piszę, jest fantastyką, ale uważam, że nie bardziej niż rozważania na temat utylitarystycznego potencjału poszczególnych jednostek ludzkich. Zgadzam się, że nie pomożemy wszystkim. Nie znaczy to jednak, że nie należy dążyć do pomagania i pomagać, gdy tylko można. Tak samo to, że nie ogarniemy umysłem całości dostępnej wiedzy, nie może powodować zaniechania dążenia do wiedzy w ogóle. A jeszcze lepiej: to, że zapewne nigdy nie będziemy dokonywać wyłącznie moralnie słusznych wyborów, nie oznacza, że rozpatrując daną sytuację, nie należy dążyć do jej jak najlepszego rozwiązania. Myślę, że każdy z nas jest w stanie jakoś pomóc, ogarniając swą pomocą choćby wycinek tego świata, fragment rzeczywistości ludzkiej, jeśli tak można powiedzieć. I tak trzeba robić, jeśli komuś radość moralną przyniesie "zawieszenie kawy", poczuje się lepiej z sobą, poczuje się kimś moralnie lepszym, to niech tak robi. Drobne gesty, a może taką drobnostką zmieni się coś większego. I choć sama akcja mnie jakoś nie przekonuje, nie umiem nawet w tej chwili tego wyjaśnić, to jednak doceniam, że ktoś próbuje, ma jakiś pomysł, który się realizuje.

brak

Biorąc pod uwagę, że kawa jest narkotykiem, to mniej więcej tak, jakbym komuś wódę albo szluga zawiesił. Co więcej, na dłuższą metę kawa szkodzi, więc ja tak jakby robię komuś na złość. A na serio - jestem uczulony na tego typu inicjatywy. Tyle się gada o charytatywności, ale nikt nad tym kurde nie pomyśli. Ile mamy fundacji i inicjatyw? Setki pewnie. A prawda jest taka, że wszystkim NIE pomożemy. Ja uważam, że można np. przeznaczyć określoną kwotę na cele charytatywne - extra. A teraz zastanówmy się na co to wydamy? Na kawę dla bezdomnego czy nie wiadomo kogo. Czy na ratowanie życia dziecka? Możemy uratować życie staruszce, która pociągnie jeszcze kilka lat, łyknie emerytury i umrze. A możemy uratować życie dziecku, które dorośnie, zacznie zarabiać i może przysłuży się światu. To brutalne, owszem, ale niestety prawdziwe. NIe pomożem y wszystkim, więc pomóżmy tym, którzy bedą kontynuowac dzieło. Po co płacić na psy? Zasługują na zycie, owszem, ale życie cżłowieka zawsze jest ważniejsze niż życie zwierzęcia. Tym bardziej życie dziecka, które jak dorośnie dowie się, że żyje dzięki pomocy innych ludzi i jakiejś fundacji i samo będzie wspierac tą fundację, która będzie ratować kolejne dzieci itd. itd. Że to kalkulacja? A tak. Ze odbiera charytatywności element spontaniczności? A tak. Ale przynosi więcej korzyści. Nawet pomagając innym myślmy nad konsekwencjami swoich działan. Ps. tak, ten komentarz ma rozpętać burzę. Podyskutujmy, wreszcie!

Dodaj komentarz