Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Techniki szybkiej nauki, czytania, etc. - okiem sceptyka

4 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2013-01-10
Odsłony: 4148
Autor: The_Master

Nie będę ukrywał, ze nie lubię różnego rodzaju „poradników”. Może dlatego, że z natury jestem uparty, ale też nie do końca, bo przecież nie mam nic przeciwko książce kucharskiej albo internetowym poradnikom „Jak uruchomić nową grę na starym komputerze”. Chodzi raczej o to, że w obu tych przypadkach, można zaraz stwierdzić, czy porady były pomocne i właściwe.
Nie cierpię natomiast poradników w stylu „Jak napisać interesującą powieść” popełnionych przez osobę, która nigdy żadnej powieści nie napisała. A są takie publikacje, są… niestety. Ale nie o tym. Ten artykuł ma za zadanie przybliżyć Wam trochę technik szybkiej nauki i czytania – na tyle obiektywnie, na ile to tylko możliwe, lecz mimo to w sposób, obawiam się, dość złośliwy. Nie jestem w stanie całkowicie wyzbyć się niechęci do tego typu „złotych środków”. (Zanim zapytacie, poradniki owe dostałem kiedyś w prezencie – w życiu sam nie wydałbym na nie pieniędzy.) A teraz, ad rem.


Czytanie podstawą nauki

Nie wiedzieć czemu, autorka, której poradniki posiadam, popełniła zarówno kurs superczytania, jak i kurs supernauki. Jeszcze dziwniejsze jest to, że pierwszy jest dwa razy dłuższy od drugiego. Ale okej, nieważne. Zobaczmy, co takiego jest tajemnicą szybkiego czytania. „Sztuka szybkiego czytania polega na tym, aby […] nauczyć się wyszukiwania sedna – kwintesencji każdego tekstu”. Odkrywcze, rzeczywiście. Autorka twierdzi, że chodzi o wyszukiwanie w tekście słów-kluczy, przedstawiających zasadniczą myśl autora. Żeby zobrazować tę „prawdę”, na parzystych stronach poradnika umieszczone są właśnie te jego kluczowe hasła. Super! ALE…

Primo, jeśli czytam książkę dla przyjemności, to chcę napawać się bogactwem przedstawionego świata i kontemplować relacje między bohaterami (okej, trochę przesadzam…), więc ani myślę pomijać przydługich dialogów czy opisów. W końcu autor umieścił je specjalnie po to, by zbudować napięcie. Równie dobrze mógł napisać streszczenie, zawierające tylko całą fabułę. Ale czy wtedy chciałoby nam się to przeczytać?

Secundo, jeśli nie czytam dla przyjemności, tylko zakuwam, bo jutro mam sprawdzian ze znajomości lektury, to też nic mi po tym, że w parę godzin ogarnę „zasadniczą myśl autora”, kiedy będą mnie pytać np. o datę urodzenia żony brata siostry głównego bohatera. Ktoś mógłby w tym miejscu powiedzieć mi, że celowo podaję negatywne przykłady, bo np. takie ogólne ogarnięcie tematu przydaje się przy pisaniu wypracowania. Szczerze? Wypracowanie na poziomie ogólnego ogarnięcia można równie dobrze napisać po przeczytaniu spisu treści i obejrzeniu okładki.

Idźmy dalej. Poradnik składa się z 5 rozdziałów-lekcji. Ich tytuły to: „Motywacja, selekcja, koncentracja”, „Wyeliminowanie opóźniaczy”, „Dalszy trening oka”, „Czytanie warstwowe, czyli wyszukiwanie sedna” oraz „Twoja umysłowa biblioteka, czyli porządkowanie i przechowywanie posiadanej wiedzy”. Jest też „Dodatek specjalny – czytanie fotograficzne”. Nie streszczę tu wszystkich zawartych w książeczce porad, chociaż nie trwałoby to długo, bo mimo wszystko byłoby to nie fair wobec autorki. (Jeśli kogoś interesują linki, tytuły etc. – krótki spis umieszczam na końcu tekstu.) Zajmę się jednak fragmencikiem lekcji drugiej.

Trzeci opóźniacz… SUBWOKALIZACJA! Czyli „Wewnętrzna artykulacja, wypowiadanie w myślach czytanego tekstu”. Faktycznie, obserwuję to zjawisko nawet u siebie. I owszem, rzeczywiście obniża to tempo czytania. ALE za to rozwija wyobraźnię i pozwala przy czytaniu powieści jeszcze lepiej wczuć się w charaktery bohaterów. Kosztem czasu, powoduje lepszy odbiór treści. Okej, nie jest potrzebne przy czytaniu podręcznika. Tak, bez tego czyta się szybciej, sprawdziłem na sobie. Szybciej, ale na pewno mniej przyjemnie. Powiedziałbym, że kosztem trzykrotnego zwiększenia tempa czytania, męczyłem się tym dwa razy bardziej. Sami zdecydujcie, czy taki bilans jest zadowalający.

Zamykając sprawę szybkiego czytania, jeszcze taki jeden fakt: „Japońscy studenci wytrenowani w czytaniu fotograficznym są w stanie absorbować milion znaków na minutę” (milion znaków to w przybliżeniu cały Harry Potter i Kamień Filozoficzny). Powodzenia :D

1 2 right

Przeczytaj inne arty

brak książki Tancerze Burzy - recenzja W dzisiejszych czasach znalezienie na półkach księgarni dobrej powieści fantastycznej nie jest trudne. Po prostu...
brak wasze artykuły Chcesz być wyjątkowy? Przeczytaj ten art! Nie uważacie, że fajnie jest być „wyjątkowym”? Lepszym od innych – mało tego – nie...
brak wasze wiersze *** Mowa   Słowa   Gdy czytasz te puste wyrazy Które niezdarnie Składają się na frazy Czy myślisz co ja chcę powiedzieć Czy czytasz...

Komentarze_ 4


brak

Hmm... cieszę się, że się ze mną zgadzacie, nie mam tylko pojęcia, czemu piszecie komentarze, jakbym JA twierdził, że techniki szybkiej nauki są de best. Nie wiem, może zupełnie nie widać tego w tekście i tytule, ale ja też uważam, że to pic na wodę, a w każdym razie, jeśli nawet zadziała - to wad jest więcej niż korzyści. Dzięki za zrozumienie ;) pozdrawiam The_Master

brak

A jaka jest przyjemność z ogarnięcia tysiąca znaków w pół minuty? ŻADNA. Kiedy sięgam po książkę, myślę o kilku godzinach spędzonych na przyjemności czytania i znalezienia się w innym świecie, a nie o kilku minutach! Słyszałam, że jakaś dziewczyna potrafi w kilka minut przeczytać Potop! ma tzw. fotograficzną pamięć, ponieważ dzięki technikom szybkiego czytania coś stało się z jej okiem, rozszerzyła rogówka czy coś innego (nie wiem, co jest za to odpowiedzialne). W gimnazjum byłam świadkiem takiego kursu, miałam na niego chodzić, ale po jednym przedstawieniu uznałam, że to nie dla mnie, że owszem przeczytanie całego podręcznika do historii w kilka minut jest kuszące, ale jednak wolę czytać "w normalnym" tempie i mieć z tego jakąś przyjemność. Takie poradniki to strata czasu i pieniędzy, nigdy nie informują mnie o czymś, czego bym wcześniej nie wiedziała.

brak

Słowa klucze? W nauce niektórych przedmiotów to się w ogóle nie sprawdza. Uczyć się sedna sprawy? To też nie jest sposób. To najwyżej może się przydać przy podsumowaniu w odpowiedzi na pytanie, ale nie przy prawdziwej nauce. Gdzie mam znaleźć słowo klucz ucząc się np. anatomii? Tam każdy wyraz to słowo klucz, więc wolę się tego wykuć, niż uczyć się po łepkach.

brak

Mapy umysłowe? Na to trzeba miec czas. Tak samo te wszystkie fiszki i wgl. Więcej zachodu niż pożytku. Milion znaków na minutę po chińsku? Haha. Jestem zadowolona ze swojego tępa czytania, wyżej wymieniona 5 częśc Harry'ego zajmuje mi ok 4,5 godziny. (Nie przerywając,np.w pociągu czy samochodzie). Te wszystkie cudowne sposoby na niewiele się zdają,jestem zwolenniczką tradycyjnego kucia i czytania podręcznika oraz słuchania na lekcji ;) Jakie wyniki? Średnia paskowa :D

Dodaj komentarz