Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Rozwód dla niebieskich oczu

0 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2018-03-11
Odsłony: 92
Autor: mloda14-14

Wioska. Ze 100 domów, kościół, dwa sklepy spożywcze, remiza. Autobusy PKS-u odjeżdżające dwa razy dziennie do większego miasta i jedna szkoła podstawowa na trzy wioski. Wstawałam codziennie rano o 5, aby dojechać do liceum oddalonego o 20 km. Jedna z lepszych szkół w regionie, rodzice dumni, choć nie do końca rozumieli moją potrzebę kształcenia się. Dla nich wystarczająca była podstawówka, a potem ewentualnie jakaś szkoła „użyteczna społecznie” i wykształcenie przydatne na wiosce – lekarz w ośrodku zdrowia, fryzjerka albo sklepowa. Czasem miałam wrażenie, że bardziej cieszyli się z weekendów, które spędzałam na wiosce niż z moich szkolnych osiągnięć. Z mentalnością moich rodziców było kiepsko, jak zapewne możecie się domyślić. Kobieta ma siedzieć w domu i gotować obiady, facet przynosić pieniądze i wychodzić popołudniami na piwo pod sklep. Rzadko kiedy udawało mi się z nimi rozmawiać o czymś poważniejszym. Czułam się bardzo samotna, mama nigdy nie była moją najlepszą przyjaciółką, a znajomi na wiosce skupieni byli bardziej na dłubaniu słonecznika na gminnym boisku niż na rozmowach o planach na przyszłość.

To był zwykły dzień. Kończyłam właśnie lekcje w szkole, zbliżał się weekend, a w piątek miała się odbyć szkolna dyskoteka. Wszystko brzmiało idealnie. Miałam wtedy 17 lat, a życie i świat stały przede mną otworem. Wróciłam do domu, odrobiłam lekcje, zjadłam obiad. A potem zaczęłam przygotowywać się do imprezy. Obiecałam rodzicom, że nie będę pić alkoholu, a do domu odwiezie mnie koleżanka z klasy, mieszkająca w sąsiedniej miejscowości. Czasem na planach tylko się kończy... Przyjechałam do klubu, w którym miała odbyć się dyskoteka. Odstawiona jak na wiejski odpust poszłam po piwo, aby dodać sobie trochę odwagi. Chwilę później spotkałam znajomych z klasy, którzy zaproponowali wyjście do sklepu po wódkę. Nigdy nie byłam wielką fanką alkoholu, ale nie chciałam wyjść na mięczaka – to był dopiero początek szkoły. Kto nie pije jest traktowany jak potencjalny kapuś, dlatego raz za razem przytulałam się do butelki wódki. Jeszcze przed wejściem do klubu miałam baaardzo dobry humor, a kilka piw w dyskotece dopełniło sytuacji. W pewnym momencie podszedł do mnie klasowy przystojniak, Adrian. Pogadaliśmy, wypiliśmy po piwie i Adi zaproponował spacer. Zgodziłam się, bo chłopak mi się podobał, a chłodny wieczór wydawał się idealnym na zwiedzenie okolicy. Poszliśmy do parku, który znajdował się obok dyskoteki. Tam mnie zgwałcił. Nie do końca ogarniałam co się dzieje. To był mój pierwszy raz, byłam pijana. Po wszystkim wróciliśmy do klubu jak gdyby nigdy nic.

Tylko zakrwawione majtki miały mi przypominać o tym, co wydarzyło się tamtego wieczoru. No i jak się okazało, nie tylko one. Kilkanaście tygodni później okazało się, że jestem w ciąży. Na początku w ogóle nie zorientowałam się, że bije we mnie drugie serce. Moja miesiączka nigdy nie była zbyt regularna, a zimowe zapasy sadełka skutecznie ukryły wzrost wagi. Dopiero wizyta w ośrodku zdrowia przed szczepieniem i podstawowe badania sprawiły, że dowiedziałam się o dziecku. Musiałam powiedzieć o tym rodzicom. Bardzo się denerwowałam, oczyma wyobraźni widziałam ojca z pasem i płaczącą w kącie matkę. Zdecydowałam się, że powiem im o tym przy kolacji. Mama zaczęła płakać. Ze wzruszenia. Powiedziała, że bała się, że gdy będę siedzieć tylko w książkach to nigdy żadnego faceta nie poznam i będę starą panną. Ojciec tylko mruknął pod nosem, że ma nadzieję, że będzie wnuk – skoro z synem mu się nie udało (jestem jedynaczką) to chciałby mieć innego chłopaka w domu, aby przekazać komuś ziemię. Rodzice zażądali tylko jednego – ślubu z Adrianem. Szybko zorganizowali spotkanie z jego rodzicami. Po dwóch butelkach wódki nasi ojcowie „dobili targu” i ustalili datę ślubu. Zależało im na szybkim terminie, aby nikt nie zorientował się, że jestem w ciąży, bo dzięki temu wszystko mogło być „po Bożemu”. I tak też było. Ślub kościelny, a potem wesele w lokalnej remizie. 

Zamieszkaliśmy z Adrianem u rodziców w domu. Do szkoły dalej chodziliśmy i udało nam się skończyć pierwszą klasę. Kilka dni po zakończeniu roku szkolnego urodziłam ślicznego chłopca – Jakuba. Adrian poszedł do pracy, a ja zostałam w domu, aby zająć się synkiem. Mój mąż był moim gwałcicielem. Chwilami nie mogłam na niego patrzeć. Dni mijały, życie dalej się toczyło. We wrześniu wróciliśmy do szkoły, a moja mama opiekowała się wnukiem. Nie czułam się najszczęśliwsza w związku, brakowało mi bliskości i zrozumienia. Po wspólnym zamieszkaniu razem okazało się, że jedną i chyba jedyną z zalet Adriana jest jego wygląd. Nie łączyło nas praktycznie nic oprócz Kubusia i obrączki na palcu. Rodzice uważali, że żaden związek nie jest idealny, więc nie mam na co narzekać. Adrian zarabiał, nie pił, nie bił, więc dla mojego ojca był idealnym mężem dla jego córeczki. Wieczory spędzaliśmy przed telewizorem, czasem wychodziliśmy na spacer do pobliskiej wioski. Wiedziałam, że czegoś brakuje w moim życiu, a mój mąż nie jest moją prawdziwą miłością, ale w naszej społeczności nikt nigdy się nie rozwodził, więc nawet przez myśl mi nie przeszedł taki pomysł. Minął rok, potem drugi, synek rósł, a my z Adrianem zaczynaliśmy klasę maturalną.

Zbliżała się jesień. Taka prawdziwa, polska jesień. Żółte i pomarańczowe liście opadały z drzew, na dworze robiło się chłodniej. Na mojej rodzinnej wiosce było już dawno po żniwach, szkolne autobusy częściej pojawiały się na drogach, a słońce ustępowało deszczowej pogodzie. W jeden z październikowych weekendów mój kuzyn wyprawiał wesele. Poszłam na nie z przyjemnością, bo już od dawna nie miałam okazji do wyjścia z domu i ubrania się w coś innego niż spodnie dresowe i bluza, która pamięta jeszcze czasy ciąży. Wesele było świetne, bardzo dobrze się bawiłam. W pewnym momencie, podczas zabawy, zauważyłam wpatrzone we mnie śliczne niebieskie oczy. I nie były to oczy mojego męża. Poczułam coś jak uderzenie pioruna, albo coś podobnego do stada krów, które właśnie po mnie przebiegło. Właścicielka tych oczu była blondynką, miała idealną figurę i prześliczny uśmiech. Gdy się śmiała, to śmiały się też jej oczy. Nigdy wcześniej jej nie widziałam, nie miałam pojęcia kim jest i dlaczego pojawiła się na weselu mojego kuzyna. Po kilku minutach wzajemnego szukania się wzrokiem wśród gości weselnych podeszła do mnie i się przedstawiła. Gdy uścisnęła mi dłoń to miałam wrażenie, że zaraz moje serce wyskoczy z klatki piersiowej i pójdzie na spacer. Ania, bo tak miała na imię tajemnicza nieznajoma, była dalszą kuzynką panny młodej. Wyszłyśmy na ławkę przed remizę, aby spokojnie porozmawiać. Po kilkunastu minutach rozmowy byłam zaskoczona ilością podobieństw między nami i tematami, które w tak krótkim czasie udało nam się poruszyć. Wreszcie poznałam kogoś, kto myśli podobnie jak ja! To było niesamowite, jak obca osoba stała mi się bliska przed kilka godzin. 

Przesiedziałyśmy na ławce do rana. Wymieniłyśmy się numerami telefonów i każda z nas wróciła do swojego życia. Nie mogłam o niej zapomnieć. Nie miałam pojęcia, co to za dziwne uczucie, ale chciałam spędzić z nią każdą kolejną minutę na rozmowie i nie wyobrażałam sobie, że miałybyśmy się już nigdy nie spotkać ponownie. Po kilkunastu minutach od wyjścia z wesela dostałam od niej wiadomość. Też o mnie myślała. Postanowiłyśmy przejść się na spacer jeszcze tego samego dnia. Syn w wózek, wygodne buty i ruszyłyśmy na spacer. Rozmawiało nam się cudownie, a czas upływał bardzo szybko. Zbliżał się wieczór, Ania musiała wracać do swojego miasta. Z nieukrywanym smutkiem odprowadziłam ją do kolegi, który miał ją odwieźć do domu. Liczyłam, że Ania jeszcze kiedyś zawita do naszej wioski, albo uda mi się z nią spotkać gdziekolwiek indziej. Zależało mi na tej znajomości, bo choć trwała dopiero dobę, to dawno z nikim tak dobrze mi się nie rozmawiało jak z nią. Rozumiałyśmy się bez słów, a jej myśli były moimi myślami.

Dni mijały, a moje myśli o Ani stawały się coraz bardziej intensywne. Rozmawiałyśmy codziennie, gdy tylko miałam chwilę między zabawą z synkiem, a przygotowaniami do matury. Po kilku tygodniach postanowiłyśmy znów się spotkać. Ania przyjechała do miasta, w którym znajdowało się moje liceum. Urwałam się z kilku lekcji. Poszłyśmy na kawę, a potem na spacer. Rozmowy nie miały końca. Trudno było nam się rozstać, gdy musiałam iść na autobus. Nie mogłam oderwać od niej wzroku, była śliczna, a przy tym cholernie inteligentna. Nigdy nie myślałam w ten sposób o żadnej kobiecie.

Trochę mnie to przerażało, ale jednocześnie to uczucie mnie fascynowało.Po kolejnych tygodniach rozmów uświadomiłam sobie, że Ania przestała być dla mnie tylko bratnią duszą, a stała się kimś więcej. Moje myśli o niej zbaczały w różnych kierunkach. Wtedy też zrozumiałam, że jestem biseksualna. Byłam przerażona. Wiedziałam, że nie mogę nikomu o tym powiedzieć. Rodzice wyrzuciliby mnie z domu, a ksiądz odprawiłby mszę w mojej intencji.  A Ania... Jak miałabym jej o tym powiedzieć? Co w ogóle można zrobić z takim uczuciem w sytuacji, gdy mam męża, dziecko?

Rozwiązanie przyszło kilka tygodni później. Kolejne wesele w rodzinie, na które zostałyśmy obydwie zaproszone. Cały wieczór spędziłyśmy rozmawiając. Zdecydowałam, że czas postawić wszystko na jedną kartę. Nie chciałam ukrywać moich uczuć w stosunku do Ani. Miałam świadomość, że po moim wyznaniu nasza znajomość może się zakończyć, jeśli Ania będzie mieć do mnie inny stosunek niż ja do niej. Lub jeśli dojdzie do wniosku, że moja sytuacja życiowa jest wystarczająco skomplikowana, aby się w to wplątać. Rozmawiałyśmy, a ja w pewnym momencie po prostu ją pocałowałam. Miała cudownie miękkie usta. I odwzajemniła mój pocałunek. Wtedy pojawiła się we mnie iskierka nadziei. Ania powiedziała, że marzyła o tej chwili od momentu, gdy mnie zobaczyła. Moje serce biło jak oszalałe i choć nie miałam żadnego pomysłu na to, jak wszystko dalej się potoczy, to cieszyłam się chwilą. Przyszedł czas na rozmowę o nas. Chciałam z nią być, chciałam spróbować zmienić swoje życie i wierzyłam, że idę w dobrym kierunku. Postanowiłyśmy zaryzykować. I tak nie byłam szczęśliwa w małżeństwie, a jedyne co mnie w nim trzymało, to zależność od rodziców i strach przed wykluczeniem z lokalnej społeczności po rozwodzie. Nie mogłam nikomu powiedzieć, że zakochałam się w kobiecie. Ze względu na moją szkołę i wiek Kuby zdecydowałyśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie, jeśli pozostanę w wiosce do końca szkoły, zdam maturę, a syn będzie miał wtedy prawie 3 latka. Po maturze przeprowadzę się do Ani, Jakub pójdzie do przedszkola, a my zaczniemy normalne życie. 

Nie mogłam pozwolić, aby ktoś z mojej miejscowości dowiedział się o mojej orientacji. Wiedziałam, że rodzice mnie wydziedziczą, a sąsiedzi nie dadzą im żyć. To chyba jedna z trudniejszych decyzji, gdy trzeba ukrywać swoje uczucie i nie można codziennie cieszyć się szczęściem i miłością oraz obecnością ukochanej osoby.  Gdy każde spotkanie opiera się na wynajmowanych w hotelu pokojach, na ukradkowych pocałunkach, na trzymaniu się za rękę tak, aby nikt nie zorientował się co nas łączy. Na kłamstwach, aby móc wyskoczyć z domu na „randkę”. I na nocnych sms-ach przepełnionych zrozumieniem, wsparciem i uczuciem.

Od mojej matury minęło 5 lat. Mieszkam z Anią. Rodzice zerwali ze mną kontakt, rozwiodłam się z mężem. Jakub doczekał się siostry. Sąsiedzi z wioski myślą, że uciekłam za granicę zostawiając męża dla kochanka. Dla rodziców ta wersja była dużo wygodniejsza niż „Nasza córka jest szczęśliwa z kobietą”.

I wiecie co? Niczego nie żałuję :)


Przeczytaj inne arty

brak wasze artykuły Ona Siedziałam przy biurku, dzień jak co dzień. Minuty w pracy dłużyły się niemiłosiernie, a do...
brak wasze artykuły Społeczeństwo głupiejące? Socjologowie od lat mówią o społeczeństwie starzejącym się, społeczeństwie chorującym, ale chyba nikt nigdy nie...
brak książki Z bagna do szczęścia, czyli recenzja Wolę być… „Wolę być… to opowieść o dorastaniu, odkrywaniu siebie, sprawdzaniu własnych możliwości i ograniczeń, o miłości,...

Nowe artykuły_

RSS RSS
ENEMEF: NOC REŻ. WERSJI WŁADCY PIERŚCIENIfilmy
Rozwód dla niebieskich oczuwasze opowiadania
ENEMEF: MARATON PITBULLA Z OSTATNIM PSEMfilmy
ENEMEF: NOC GROZY Z TRZEMA PREMIERAMIfilmy
ENEMEF: NOC HORRORÓW – ANTYWALENTYNKIfilmy
NOC Z GREYEM Z PREMIERĄ NOWEGO OBLICZA GREYAfilmy
ENEMEF: MARATON Z WIĘŹNIEM LABIRYNTUfilmy
ENEMEF: GWIEZDNYCH WOJEN MINIMARATONfilmy
Anna Lissewska Masz pytanie, ale boisz się zapytać? Sprawdź moje odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania dotyczące miłości i seksu! Anna Lissewska



Ostatnie komentarze_

2018-03-05 14:30:22
title Jak już zostało powiedziane, to
2018-02-28 17:17:57
title Witaj Metalhead. Wszystko co sie
2018-02-27 20:56:02
title Witam serdecznie. Mam 11 lat.
2017-11-16 14:26:45
title Mi sie wydaje ze ten

Komentarze_ 0


Dodaj komentarz