Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Kapuś - część III

0 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2013-12-17
Odsłony: 3334
Autor: ARCZINI

Minął tydzień. Robert zmierzał lasem w kierunku pewnej niewielkiej polanki. Było to miejsce, w którym niegdyś spotykał się z niektórymi kolegami, kiedy nie miał ochoty na towarzystwo całej kompanii z boiska. Teraz umówił się tam z Jarosławem, który zadzwonił doń z przeprosinami i poinformował, że ma dla niego część długu. Robert wkroczył w końcu na polankę i zobaczył trzech chłopaków siedzących na wywróconym pniu. Nieco się zaniepokoił, czy Jarosław nie wziął przypadkiem kolegów po to, by pomogli mu zemścić się na nim. Kiedy jednak zbliżył się do nich, zdał sobie sprawę, że żaden z tej trójki nie byłby w stanie nic mu zrobić – wyglądali jak wraki ludzi, cali byli podrapani i posiniaczeni, a ich ciała szpeciły liczne plastry. Jarosław miał rękę na temblaku, a jeden z jego kompanów – nogę w gipsie.

– Hahaha – roześmiał się Robert. – Wyglądacie gorzej niż własne gówno!
– I co się cieszysz, frajerze? – rzekł jeden z towarzyszy Jarosława. – To przez ciebie!
– Trzeba było płacić.
– Trzeba było nie sypać – zripostował Jarosław. – Musiałeś od razu nasyłać na nas gangsterów? Przez ciebie wszyscy trafiliśmy do szpitala!
– Tak czy tak ja jestem teraz na górze. – Robert uśmiechnął się drwiąco.
– Dobra, siadaj, nie chcę już z tobą konfliktu. – Jarosław spuścił z tonu. – Chciałem się pogodzić.

Robert usiadł koło Jarosława. Ten zaciągnął się skrętem, którego trzymał w zdrowym ręku, a następnie podał go Robertowi. Chłopak wziął jointa i pociągnął parę razy, po czym wyrzucił ustnik.

– No, wypaliliśmy blanta na zgodę, to możemy przejść do interesów – powiedział Jarosław. – Mamy dla ciebie kasę.

Robert wyciągnął rękę, a Jarosław wyjął z kieszeni plik banknotów i podał mu go.

– To jeszcze nie wszystko – rzekł, nim Robert zaczął liczyć pieniądze. – Resztę oddam, jak zdobędę. Na pewno. Jak będę miał, to zadzwonię.
– No mam nadzieję – odparł Robert, siląc się na groźny ton. – Przecież nie chcesz chyba znowu trafić do szpitala.
– Idziemy na boisko. Idziesz z nami? – Jarosław zmienił temat. – Dawno cię nie było.
– Heh, raczej nikt mnie tam nie chce widzieć. Zresztą mam już inne plany – odparł Robert.

Młodzieńcy wstali i ruszyli przed siebie. Na skraju lasu Robert odłączył się od trójki kolegów i poszedł w swoją stronę.

* * *

Było wczesne popołudnie. Na ławce w parku siedziało dwóch młodych mężczyzn. Palili skręta, podając go sobie na zmianę. Kiedy dopalili do końca, jeden z młodzieńców rzekł:

– Wiesz co, Robert? Spiłbym sobie jeszcze browca.
– Ja w sumie też – odpowiedział Robert. – Nawet ze dwa bym jeszcze jebnął. U tego twojego kolesia mamy być dopiero za godzinę, a co tu robić tyle czasu?
– To dawaj, idziemy do sklepu. – Chłopak wstał.
– A gdzie tu masz sklep? – spytał Robert, również wstając.
– Z piętnaście minut stąd. Ale nie będziemy już wracać, spijemy gdzieś na klatce i stamtąd od razu pójdziemy do mojego ziomka.
– No dobra.

Dwaj młodzieńcy dotarli do sklepu i zakupili piwa, po czym udali się pod pobliski blok. Zadzwonili do jednej z klatek.

– Kto tam? – spytał głos w domofonie.
– Ulotki – odpowiedział kolega Roberta.

Drzwi zabzyczały i chłopcy weszli do środka. Usiedli na schodach i wypili po jednym piwie, opowiadając sobie głośno różne zdarzenia i zanosząc się przy tym donośnym śmiechem. Po kilkunastu minutach Robert otworzył drugie piwo i kontynuował swą opowieść:

– Skurwysyny mi nie zapłacili, rozumiesz, i ja przez to nie mogłem spłacić tego gościa od Borkiego. No to powiedziałem mu, czemu nie mam dla niego kasy, i czaisz, za parę dni dostali taki wpierdol, że trafili do szpitala… – przerwał, gdyż jego kolega zaniósł się serdecznym śmiechem, lecz po chwili Robert kontynuował: – A potem dzwonią do mnie, że oddadzą mi cały hajs i przepraszają, rozumiesz, a ja: dobra, jak chcą płacić, to proszę bardzo…

Nagle drzwi otwarły się i do klatki weszło dwóch policjantów.

– A co panowie tu robią? – spytał jeden z nich.
– Nic… – odpowiedział Robert, nieudolnie chowając piwo za swoimi nogami. – Tak se siedzimy i gadamy.
– To chyba za głośno „se gadacie” – pouczył policjant. – Było zgłoszenie od mieszkańców, że zakłócacie tu spokój krzykami i śmiechami. Mieszkacie tu w ogóle?
– Nie – bąknął kolega Roberta, rozlewając niechcąco swoje piwo.
– Nie chowa pan tego piwa, i tak widzę, że spożywacie tu alkohol. I będzie za to mandat. A także za zakłócanie spokoju i za zaśmiecanie. – Policjant wskazał palcem na kałużę rozlanego piwa.
– Dawać dokumenty! – powiedział ostro drugi policjant, po czym zwrócił się do kolegi: – Ja bym ich jeszcze przeszukał, mogą coś przy sobie mieć.

1 2 3 4 5 right

Przeczytaj inne arty

brak wasze opowiadania Kapuś - część II * * * Niecałe trzy miesiące później Robert szedł wolno miejską ulicą. Ręce trzymał głęboko w...
brak wasze opowiadania Kapuś - część I Pewnego ciepłego i słonecznego popołudnia dwóch rozleniwionych policjantów przechadzało się po dobrze sobie znanym rewirze....
brak filmy ENEMEF: MARATON GROZY Z PREMIERĄ DZIEDZICTWA ENEMEF: Maraton Grozy to ekscytujące rozpoczęcie wakacji specjalnie dla fanów mocnych wrażeń i kina z...

Komentarze_ 0


Dodaj komentarz