Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Fight Club - część I

7 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2013-09-12
Odsłony: 5022
Autor: Vicky

Późna jesień była kapryśna. Jednego dnia świeciło słońce, drugiego wiał już porywisty wiatr, a z nieba woda lała się jak z wiader. Tego dnia było pogodnie. Emily osłoniła dłonią oczy przed rażącym światłem słońca. Budynek, przed którym stała, trzymając w ręce powycieraną walizkę, nie wyglądał przyjaźnie, a jednak to miał być jej nowy dom, surowy i błagający o remont. Po śmierci ojca została jej tylko ciotka – bogata, ekscentryczna i samotna. Wychowanie bratanicy uznała za swój święty obowiązek, ale nie zamierzała jej wcale widzieć. Zaraz po pogrzebie zatrudniła pełnomocnika i wysłała ją tutaj – do szkoły, z internatem, o bardzo surowej dyscyplinie i ku ogromnemu zaskoczeniu Emily, również koedukacyjnej. Drzwi otworzyła pulchna służąca, która natychmiast zaprowadziła ich przed oblicze dyrektorki – smukłej kobiety o haczykowatym nosie i w szarej sukni, która wyglądała, jakby połknęła kij od szczotki. Przedstawiła się jako panna Snow i zaczęła wykład na temat przyjmowania uczniów w trakcie semestru, informując, jak wielkie to dla niej poświęcenie i kłopot. Pełnomocnik, dżentelmen w garniturze i o znudzonej minie, który milcząco towarzyszył Emily, jedynie przytakiwał co jakiś czas. Dziewczyna dowiedziała się również, że w szkole wraz z nią jest sześćdziesięciu czterech innych uczniów w wieku od czterech do osiemnastu lat, że nie wolno jej samej wychodzić, a za brak posłuszeństwa grożą kary. Poczuła się jak w więzieniu. To nie było dobre miejsce. W ślad za panną Snow wspięła się najpierw po szerokich, a potem po węższych schodach, aż na samo poddasze. Kobieta z dumą otworzyła pomalowane na biało drzwi. Pełnomocnik pokiwał głową.

– Tak, to idealne warunki dla młodej damy – stwierdził, nawet nie rzuciwszy okiem w głąb pokoju.

Emily była innego zdania. W pokoju na poddaszu stały cztery wąskie łóżka o metalowych ramach. Trzy z nich, pod ukośnymi ścianami, wyglądały na zajęte. Czwarte, najwyraźniej przygotowane dla niej, stało tuż pod nieszczelnym oknem, przez szpary w którym było słychać donośny wiatr. Poza tym w pokoju przy drzwiach znajdowała się duża, biała szafa, a koło każdego łóżka stała niewielka nocna szafeczka. To wszystko, co tutaj było. Niepewnie weszła do środka.

– Panienka się rozpakuje – odezwała się panna Snow – a my dopełnimy formalności.

Mężczyzna pokiwał głową tak energicznie, jakby właśnie zrzucił ze swoich barków jakiś straszliwy ciężar. I tak właśnie czuła się Emily po śmierci ojca. Jak ciężar. Dla wszystkich. Niepotrzebny balast. Nie rozpakowując walizki, rzuciła się na metalowe łóżko. Był piątek, więc w pokoju była sama. Jej współlokatorki zapewne powyjeżdżały do domu na weekend i wrócą dopiero w niedzielę. One miały rodziny, ludzi, którzy chcieli je widzieć. Emily nie. Tego dnia nie zeszła na kolację, tłumacząc się trudami podróży. Leżała, wpatrując się w sufit tak długo, aż w końcu usnęła, starając się nie myśleć o tym, jak przykre będzie od tej pory jej życie.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Była sobota. Emily wstała z myślą, że cokolwiek by się nie działo, ona będzie się uśmiechała. Nic jednak nie było po jej stronie. Nawet pogoda. Na zewnątrz wiał porywisty wiatr, a słońce skryło się za chmurami. Dziewczyna, mimo grubej kołdry, obudziła się przemarznięta. Dopiero następnego dnia miała poznać swoje współlokatorki. Jednocześnie bała się nadejścia tej chwili, a z drugiej strony przerażała ją kolejna noc, którą miała spędzić samotnie, w niewielkim pokoju na poddaszu. Szary mundurek, który miała na sobie, był bezkształtny i nieprzyjemny w dotyku. Jasne włosy splotła na karku w luźny warkocz, a potem przewiązała go czarną aksamitką. Jedyny znak żałoby, którego nikt jej nie zabroni. Zamyślona schodziła po schodach. Nagle pod jej nogami, niczym spod ziemi, wyrósł kot. Olbrzymi, rudy, z płaskim nosem i oczami rozkapryszonego zbójnika. Potknęła się o niego i upadła na podłogę, przewracając stojący tuż przy schodach ruchomy stolik z czystymi naczyniami. Porcelana rozsypała się po podłodze, tłukąc na setki kawałków. Emily jęknęła, próbując wstać. Ujrzała nad sobą wiosennie zielone oczy. Ktoś stał przy schodach. Wysoki chłopak. Pierwszym, co przyszło jej na myśl, była zazdrość. Nie miała pojęcia, jakim cudem to szare paskudztwo, które miała na sobie, w męskiej wersji na nim wygląda tak dobrze. Patrzył na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Usłyszała w korytarzu kroki. Nieznajomy zaklął brzydko, wcale nie przejmując się manierami.

1 2 3 4 5 6 7 right

Przeczytaj inne arty

brak książki Larista - recenzja Larista to historia o miłości, która może przezwyciężyć wszystko. Powieść jest lekką i przyjemną, momentami również...
brak książki Hyperversum 2. Sokół i lew - recenzja Cecilia Randall urodziła się w Modenie i, jak sama mówi o sobie, wyrosła na „chlebie,...
brak książki Play - recenzja Który nastolatek nie marzyłby o sławie – by świat legł u jego stóp? Czasami marzenia...

Komentarze_ 7


brak

"Mała księżniczka" to moim skromnym zdaniem najlepszy obraz dla angielskiej pensji, aczkolwiek moja nie mieści się w standardach - choćby dlatego, że jest koedukacyjna. Co do publikacji, to ja nie przestałam pisać, po prostu coraz rzadziej wrzucam opowiadania na nastka. Jakoś tak zrobiło się tu cichutko ostatnimi czasy. Może będzie lepiej... (oby). Za to w dalszym ciągu mam je u siebie na stronie http://miye.eu/

brak

Już od dłuższego czasu, jako anonimowy użytkownik, wchodziłam na nastka i większość czasu spędzałam na czytaniu Twoich opowiadań. ''Błękitny płomień'', ''Róże w kolorze krwi'', ''Żółte kwiaty'' (jeśli pomyliłam się w tytułach to przepraszam) byłam zachwycona! Podobała mi się nie tylko fabuła, bo oczywiście jest wspaniała, nieprzewidywalna, intrygująca, nigdy nie wiadomo jak skończy się historia, ale także Twój styl pisania. W końcu postanowiłam założyć konto. Przeczytałam wszystkie opowiadania Twojego autorstwa i wszystkimi byłam zachwycona. Piszesz prosto, a jednocześnie wyrafinowanie. Po prostu wytrawny pisarz. Czekałam na kolejną historię i nareszcie jest! Spodobało mi się już od pierwszych zdań. Na pozór, można by pomyśleć, że przewidywalne, ale ja wiem, że to zdecydowanie nie w Twoim stylu :). Czuję, że będę wielką fanką Lucasa, a sympatią zapałam do Lissy no i oczywiście Emily. Postacie są bardzo intrygujące, a koniec fantastyczny. Od razu mam ochotę na więcej i więcej. No więc czekam z niecierpliwością :). Pozdrawiam.

brak

Bardzo mi się podobało. Nie mogę doczekać się następnej części. Uwielbiam wszystkie twoje opowiadania, a to bez wątpienia będzie tak samo świetne. Postać Lucasa mnie zaintrygowała, a Emily to, według mnie, mała, porcelanowa, ale odważna laleczka, również interesująca. Czekam na więcej ;).

brak

No, nareście nowe opowiadanie :) twoje zawsze czyta mi się najlepiej. "Fight Club" łudząco przypomina mi lekture z dzieciństwa "Mała księżniczka", nawet imiona bohaterek są podobne. Czy to z tego czerpałaś inspiracje?

brak

Nie mam nic przeciwko młodzieżowym romansom - sam się zabrałem za pisanie takowego. Chodzi mi tylko o to, żeby nadac bohaterom realistyczne, rozbudowane charaktery. A takie u Ciebie mają jak na razie (i to tylko zarysowane) tylko Eric i Lucas. Zobaczymy, czy się zdziwię. ;)

brak

W takim razie mogę Cię zawieść już teraz ^^ wszystkie moje opowiadania są romansami młodzieżowymi - z założenia i koncepcji. Na nastku jest już ich kilkanaście. Wyjątek stanowi jedynie "Świt Zmierzchu". Aczkolwiek co do przewidywalności, myślę, że mógłbyś się tutaj poważnie zdziwić.

brak

Okej, może to nie jest kolejna typowa młodzieżówka, ale jest niebezpiecznie blisko. O ile przez większość czasu czyta się dobrze, o tyle te fragmenty, że "przy nim nagle czuła się bezpieczna"... No jakbym widział Edzia ze Zmierzchu. Tło historii jest w porządku, ale jeśli chodzi a charaktery bohaterów to hmm... Jedynymi nie czarno-białymi postaciami są jak na razie tylko Eric i Lucas, zaś po tytule można się spodziewać, dlaczego tak jest. Zwyczajnie nie lubię, gdy zaczyna się od tego, że patrzy mu w oczy, przy nim czuje się bezpiecznie, a on jest mhroczny i ma tajemnicę , którą ona musi odkryć. To ograny schemat w dodatku zupełnie bez sensu. Jest jeszcze nadzieja że w kolejnej części ten schemat przełamiesz, ale na razie się na to nie zapowiada. Ot kolejny romans, tylko tym razem nieco mniej paranormal. Poczekam na kolejną część, zobaczymy co będzie. Kłania się The_Master(of disaster)

Dodaj komentarz