Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Fighter, szkoła, bojówki i dredy

3 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2013-10-12
Odsłony: 2363
Autor: Hya

Obudził się o wiele za wcześnie. Normalnie pierwszy budzik dzwonił o siódmej. Kolejny o siódmej pięć. Następny siódma dziesięć. I tak dalej aż do siódmej czterdzieści pięć. Inaczej by nie wstał. Zamiłowanie do długiego spania pozostało mu z czasów, kiedy jeszcze mieszkał w domu rodzinnym. Mając szesnaście lat, postanowił go opuścić. Było to w czasie, kiedy musiał wybrać szkołę średnią. Po wielu dyskusjach z rodzicami ustalili, że oni go utrzymują aż do końca szkoły, a on ją skończy i przestaną mieć ze sobą jakikolwiek kontakt. Wynajęli mu kawalerkę w centrum miasta, w jednym ze starych, popeerelowskich bloków. Pokój, kuchnia, kibel. Łóżko, szafka, biurko, dwa krzesła. Nic więcej nie było mu potrzebne, gdyż nigdy nie zapraszał do siebie żadnych znajomych.

– Która to godzina?… O kurwa… Nawet słońce nie wstało…

Próbował usnąć. Ale wróciło stare wspomnienie. Wspomnienie, które ciągle było z nim obecne, nie tylko przez szramę na twarzy. Ciągnęła się od skroni nad lewym okiem aż do początku ust. Pamiątka jego pierwszego razu. Pierwszego razu, kiedy musiał użyć tego, czego nauczyli go ochroniarze ojca. Siedem lat treningu. Dla tego jednego momentu, kiedy podczas powrotu to domu zaczepiło go trzech chłopaków z bramy. Pamiętał ich doskonale. Wszyscy w kapturach, ciemne ciuchy, lekko pijany chód. Takich bał się najbardziej. Wciągnęli go do bramy. Dostał bardzo mocne uderzenie pięścią w twarz. Ochroniarze tak nie bili. Co prawda słyszał czasem zdanie, że teraz biją na serio, ale nigdy się tym nie przejmował, wiedział, że i tak mu się nic nie stanie. Tam było bezpiecznie, nikt nie używał prawdziwych noży, a jedynie gumowych atrap. Tutaj nie było bezpiecznie. Pięść była wycelowana idealnie w podbródek. Na chwilę go zagłuszyło. To im wystarczyło na dociśnięcie go do ściany.

– Co się gapisz, kurwo, wyskakuj z fantów.
– Zostaw mu pamiątkę, niech pamięta, kto go pojechał.

Wyciągnęli nóż. Krótki, z czarnej hartowanej stali, wyglądem przypominał orli szpon. Policja w razie przeszukania byłaby bezsilna, bo nie przekraczał maksymalnej długości. Według ustawodawców jest za mały, żeby dotrzeć do serca. Ale w sam raz, żeby pociąć twarz. Mundurowi o tym nie wiedzieli, chłopaki z bramy – tak.

Wystarczył szybki ruch. Czuł, jak ciepła krew spływa mu po twarzy i brodzie, kapiąc na ubranie. W tamtej chwili obudziła się w nim pierwotna chęć przeżycia. Coś, co czuli jego przodkowie, walcząc z innymi plemionami. Coś, czego doświadczył jego dziadek podczas powstania warszawskiego. To coś siedziało w nim głęboko. I nagle się obudziło.

Kopnięcie w krocze. Łokieć. Drugi. Wystrzelenie ręki w krtań. Mawashi w głowę. „Dziwne – pomyślał. – W takiej chwili przypominać sobie nazwy uderzeń”. Został ostatni. Nóż leżał obok niego. Nie myślał o tym. Ilość adrenaliny uderzającej w tętnice sprawiła, że był bogiem. Już nie czuł bólu. Teraz chciał tylko walczyć. Walczyć i wygrać. Kopnięcie proste. Atak na oczy. Łokieć uciekł mu za daleko. Tutaj w bramie nie liczyła się technika, tylko szybkość i siła. Kolejny łokieć. Złapanie za krtań. Pociągnięcie. Teraz mógł uciekać. Ta trójka już nigdy nikogo nie zaczepi.

Obudził się ponownie. Sen, chociaż krótki i zawsze taki sam, sprawił, że jego oddech stał się bardzo nerwowy. Otworzył paczkę Marlboro, które zawsze leżało obok jego łóżka. Wyjął jednego i odpalił. „Trzeba wstawać” – pomyślał. Zaraz zacznie się orkiestra budzików. Wyłączył wszystkie. Teraz już na pewno nie uśnie.

Dopalając papierosa, zastanowił się, co na siebie dzisiaj założy. To był jego pierwszy dzień w ostatniej klasie. Czteroletnia szkoła średnia, której już miał serdecznie dosyć. Chmary ludzi, którymi gardził. Patrzył na te dzieci, puste i głupie dziewczyny, zaliczane na imprezach przez równie pustych i głupich chłopaczków. Bali się go. Kiedy szedł korytarzem, wszyscy schodzili mu z drogi. Przeszło dwa metry wzrostu, zawsze ubrany na czarno, do tego paskudna szrama na twarzy. W ich idealnym świecie nie było takich ludzi. Była za to rodzicielska miłość i pieniądze. Nikt z nich nie musiał się mierzyć z prawdziwym życiem. Każdy z nich uczył się od poniedziałku do piątku po to, żeby w sobotę iść i się upić. Nienawidził takiego trybu życia.

1 2 right

Przeczytaj inne arty

brak filmy ENEMEF: MARATON GROZY Z PREMIERĄ DZIEDZICTWA ENEMEF: Maraton Grozy to ekscytujące rozpoczęcie wakacji specjalnie dla fanów mocnych wrażeń i kina z...
brak filmy ENEMEF: MINIMARATON DEADPOOLA Z DEADPOOLEM 2 ENEMEF: Minimaraton Deadpoola to spotkanie oko w oko z najbardziej kontrowersyjnym i niepoważnym superbohaterem w...
brak filmy ENEMEF: NOC REŻ. WERSJI WŁADCY PIERŚCIENI ENEMEF: Noc Reżyserskich Wersji Władcy Pierścieni w odpowiedzi na liczne prośby fanów serii powraca na...

Komentarze_ 3


brak

punkmrufka - racja. Taaaaki błąd zostawić! :( Dzięki za czujność.

brak

"Wyciągnęli nóż. Krótki, z czarnej hartowanej stali, wyglądem przypominał orlego szpona." - chyba orli szpon...

brak

Jestem poruszony tym opowiadaniem. Jeżeli było na faktach, koleś miał naprawdę zepsute życie. Jeżeli fikcja to gratuluję autorowi pomysłu, języka i stylu. Tyle emocji, niby tak prosto opisane a przekazuje wiele istotnych faktów.... Chciałbym by było to dłuższe, przeczytałbym całe :]. Pozdrawiam, Lex.

Dodaj komentarz