Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Moja przyjaciółka

0 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2015-02-13
Odsłony: 1782
Autor: darr

Pierwsza klasa technikum. Mnóstwo nowych ludzi, pośród nich ja z moją koleżanką, o rok starsze, pewniejsze siebie i roześmiane. A także ona. Na pozór spokojna, cicha i ułożona dziewczyna o krótkich, brązowych włosach i niebieskich oczach.

Jakoś nie przypadła mi do gustu. Po roku została moją najlepszą przyjaciółką. Choć była tak zamknięta w sobie, niewiele mówiła i nie dzieliła się niczym z nikim, oswoiłam ją i była mi najbliższą osobą w życiu.

Była cholernie religijna. Tak bardzo ufała Bogu. Miała spotkania ze wspólnotą. Zazdrościłam jej tej wiary. Tego, że ma kogoś, na kogo zawsze może liczyć i wie, że wiara jej nie zawiedzie. Ja byłam od niej taka inna. Lubiłam imprezy, chlanie i ćpanie. Pojawiła się w moim życiu, kiedy byłam w trudnym związku ze starszym o dziesięć lat mężczyzną. Emanowałam radością. Zawsze kiedy przynosiłam do szkoły sok pomarańczowy, wiedziała, że spędziłam u niego kolejną noc i że jestem na właściwym torze swojego życia, który tak dobrze na mnie działa.

Po jednej z wielu wspólnych imprez moja idylla się zakończyła. Odszedł facet i moja radość z życia. Dopiero wtedy zauważyłam, że moja przyjaciółka była obok mnie przez cały ten czas, mimo tego, że wielokrotnie nie miałam dla niej czasu ani cierpliwości, by wyciągać z niej wszystkie problemy, bo ona sama niewiele mówiła wprost.

Mijały kolejne tygodnie, a ona była mi tak bliska. Poczułam, że zaczyna mi na niej zależeć. Poczułam, że to nie tylko koleżanka z ławki, a najbliższa mi osoba, moja przyjaciółka. Ufałam jej. Pewnego dnia nie pojawiła się w szkole. To dość niespotykane, bo zawsze informowała mnie, kiedy miała nie przyjść, a wagarowała tylko ze mną. Zadzwoniłam do niej. Była w szpitalu. Błagała, żebym przyjechała z zaprzyjaźnionym nam księdzem. Godzinę później płakała w moich objęciach. Nie wiedziałam, co się dzieje.. Przez łzy wybełkotała, że jeśli się dowiem, to odejdę od niej jak reszta jej pseudoprzyjaciół. Kazałam jej mówić. Nie wiedziałam, jak bardzo nie chciałam tego usłyszeć. Była chora na stwardnienie rozsiane. Płakałam razem z nią. Nie mogłam uwierzyć. Ta poprawna katoliczka ma nieuleczalną chorobę. Możliwe, że czeka ją wózek inwalidzki. Byłam przerażona.

Spędziła w szpitalu miesiąc. Cieszyłam się, że mam nową miłość, której mogłam się spowiedzieć z tego wszystkiego, co spotkało moją przyjaciółkę. Nie musiałam zostawać z tym wszystkim sama. Gdyby nie to, że była chora, byłabym wtedy najszczęśliwszą osobą na świecie. Miłość dawała mi siłę, żeby ją wyciągnąć z dołka psychicznego.

Kiedy wróciła do szkoły i wszystko się uspokoiło, stworzyłyśmy plan naszych marzeń na życie. Zaczynał się od takich prostych rzeczy jak wspólny koncert czy wyjście do klubu, a kończył się na zwiedzaniu świata.

Nigdy nie zapomnę tego dnia. 12 czerwca. Pogoda była piękna. Świeciło słońce, a na niebie nie było ani jednej chmury. Jechałyśmy do szkoły, żeby otrzymać resztę ocen końcowych w trzeciej klasie i zacząć wakacje. Miały być wspaniałe. Miałyśmy wyjechać nad morze do jej mieszkania na jakiś czas, odpocząć od wszystkiego i wrzucić na luz po maratonie walki o dobre oceny. Był niewielki ruch na drodze, więc postanowiła przyśpieszyć. Śmiałyśmy się i śpiewałyśmy, jak to miałyśmy w zwyczaju. Spojrzałam na nią i zobaczyłam tira. Był za blisko. Krzyknęłam. Zamknęłam oczy i poczułam uderzenie.

Ocknęłam się, gdy ktoś nade mną stał i mówił, żebym się nie ruszała, że był wypadek. Pamiętam tylko okropny ból i że zaczęłam płakać. Ktoś w tłumie gapiów trzymał się za głowę, inny chodził w kółko, a jedna z pań płakała. Bałam się. „Gdzie jest Domi?” było jedynym pytaniem, jakie wtedy zadałam. Mężczyzna tylko na mnie popatrzył. Jego wzrok wzbudzał we mnie poczucie lęku o nią. O moją przyjaciółkę. Usłyszałam dźwięk zbliżającej się karetki i trzask drzwi. Nade mną pojawił się ratownik medyczny i lekarz. Wtedy odpłynęłam.

Obudziłam się w szpitalu. Obok łóżka siedziała mama i płakała, a w oddali na krześle siedziała pielęgniarka. Kiedy zobaczyła, że się ocknęłam, wyszła. Mama spojrzała na mnie i powiedziała:

– Kochanie, miałyście wypadek, zepchnął was z drogi tir. Tak mi przykro.

1 2 right

Przeczytaj inne arty

brak wasze artykuły Spowiedź dziewczyny z żyletką Ludzie mają różne problemy. Kiedy sobie już nie radzą z nimi, sięgają po alkoholu czy...
brak wasze artykuły Przyjemność Był piątkowy wieczór. Wybierałam się na kolację do domu Michała. Stałam przed lustrem i patrzyłam...
brak wasze artykuły Przyjacielska nić Czym jest przyjaźń? Przyjaźń to taka niewidzialna nić, która łączy osoby w wyjątkowe pary ludzi,...

Komentarze_ 0


Dodaj komentarz