Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Smutek wypacza człowieka

5 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2012-10-27
Odsłony: 5026
Autor: circa

Od podstawówki byłam dobrą uczennicą i stan taki utrzymywał się z jednoroczną przerwą aż do liceum. Szkołę średnią rozpoczynałam z zapałem, pełna chęci do nauki. Od pierwszych dni na bieżąco uczyłam się ze wszystkich przedmiotów, zawsze odrabiałam lekcje. Nauka stała się jakby priorytetem w moim życiu. Poświęcałam się jej na tyle, że potrafiłam siedzieć do godziny drugiej w nocy, żeby dobrze przygotować się do kolejnego dnia w szkole. „Jeśli nie będę przygotowana, to po co mam siedzieć na lekcji?” – myślałam wtedy. Dzięki takiej postawie uzyskałam przynajmniej przychylność nauczycieli – niestety wśród rówieśników sytuacja prezentowała się inaczej.

Dokładnie pamiętam, kiedy moje życie zaczęło się zmieniać.

W nowej klasie oprócz dwójki kolegów z gimnazjum, z którymi i tak nie utrzymywałam bliższych kontaktów, nie miałam nikogo znajomego i to była dla mnie nowość. Dotychczas rzadko wchodziłam w jakieś nowe grupy, a tym bardziej zupełnie sama. Początkowo wierzyłam, że jakoś to będzie, niestety bałam się  do kogokolwiek odezwać. Bałam się też podejść do kolegów z klasy.

Z czasem sytuacja jakoś się unormowała i poznałam ludzi, z którymi miałam spędzić kolejne trzy szkolne lata, jednakże nigdy nie znalazłam tam bratniej duszy. W pierwszej klasie byłam wręcz  nielubiana przez niektóre osoby. Bywało, że mi dokuczano.

Z perspektywy czasu właściwie nie dziwię się takiemu stanowi rzeczy – podchodziłam pod typ nieśmiałego kujona, za którym obecnie sama nie przepadam. Na szczęście do równoległych klas uczęszczali moi starzy znajomi, dlatego nie byłam sama i przerwy spędzałam w ich towarzystwie.

Tak wyglądał mój pierwszy rok w liceum. Na początku drugiego zaczęły zachodzić pewne zmiany. Straciłam chęć do nauki, właściwie od początku nic mi się nie chciało. Niezbyt dobrze radziłam sobie z fizyką i gdy siadałam przed podręcznikiem do tego przedmiotu, wręcz ogarniała mnie rozpacz. Jednocześnie wciąż wszystkim się przejmowałam. Dostać słabą ocenę – to nie mieściło mi się w głowie. Przyjść nienauczona na sprawdzian – horror. Te sprawy, przeradzały się w bitwy z samą sobą: pomiędzy tym, jak mi się nie chce, a tym, jak boję się jednak być nieprzygotowana. Wtedy rozpoczęła się u mnie tendencja spadkowa w kwestii nauki i, choć faktycznie mój poziom się obniżał, wciąż miałam przyzwoite oceny.

Taki stan trwał do stycznia 2011 roku. Na początku lutego rozpoczynały się ferie zimowe, których pierwszy tydzień zaplanowała mojej klasie nasza wychowawczyni. Mianowicie, kazała nam w ramach przygotowań maturalnych przychodzić na zajęcia z matematyki. Pierwszego dnia stawiłam się zgodnie z „rozporządzeniem”, jednak po powrocie do domu w przypływie złości postanowiłam, że należy mi się odpoczynek i w najbliższym czasie nikt nie zobaczy mnie na tych lekcjach. Wtedy pierwszy raz stwierdziłam, że mam szkołę gdzieś.

Przez te dwa tygodnie zimowych ferii miałam czas na przemyślenia. Odczuwałam wówczas zarówno złość na wychowawczynię, która kazała nam nawet w czasie tej przerwy zajmować się matematyką, jak i bliskość nadchodzącej matury, a także… niepowstrzymany apetyt na czekoladę. Przez te 14 dni nie mogłam oczywiście zmusić się do nauki czegokolwiek. Coraz bardziej pogrążałam się w rozpaczy, szczególnie na myśl o ustnym egzaminie z polskiego. Nie wiedziałam, jak mam zabrać się za przygotowanie prezentacji, martwiłam się niewielką (jak mi się przynajmniej wówczas wydawało) ilością czasu, wyrzucałam sobie, że powinnam była zabrać się za tę sprawę wcześniej. Ponadto, nie wyobrażałam sobie występu przed komisją egzaminacyjną, jawiło mi się to jako źródło ogromnego stresu (którym było w istocie). Z końcem ferii równia, po której podążałam, stała się jeszcze bardziej pochyła.

Straciłam zupełnie zainteresowanie nauką. Nie mogłam się zmusić choćby do tego, by odrobić prace domowe. Stresowałam się szczególnie językiem polskim – nauczycielka tego przedmiotu zrobiła się na mnie „cięta”, jako że moje oceny się pogorszyły i nie podobało jej się to. Całymi dniami i nocami przesiadywałam przed komputerem. Zaczęłam się również nałogowo objadać, żeby poprawić sobie humor i jakoś zniwelować towarzyszący mi niemal cały czas stres, który często zdarzało mi się wyładowywać na członkach rodziny.

Nadchodząca matura jawiła mi się jako koniec świata. Na szczęście, jakoś udało mi się zdać na dobrym poziomie wszystkie przedmioty – widocznie dwumiesięczna przerwa w nauce wyszła mi w jakiś sposób na dobre.

1 2 right

Przeczytaj inne arty

brak książki Recenzja: Jutro będziemy szczęśliwi – magiczna, zimowa opowieść Choć trwa jeszcze lato, pragnę Was dzisiaj zaprosić od lektury przedpremierowej recenzji zimowej opowieści miłości...
brak książki Recenzja Przy wspólnym stole – lekcja klejenia ryżowych kulek Wspólne posiłki, czy to z rodziną, czy bliskimi osobami stanowią ważny element życia każdego człowieka....
brak książki Recenzja: Pandora Hearts – Twoim grzechem jest twe istnienie! Po zachwycie w jaki wprawiły mnie pierwsze tomy Księgi Vanitasa nie miałam większego wyboru jak...

Komentarze_ 5


brak

Ja natomiast byłam zawsze nieukiem, raz nawet prawie nie zdałam z angielskiego i przez wakacje musialam miec korepetycje. w zeszlym roku prawie nie zdalam z matmy, ale dyrek sie na demną ulitowal, ale w tym roku wzielam się za siebie. Rozumiem cie, mnie tez kiedys szkola stresowala, nie miaalm przyjaciół, mialam zle oceny, teraz sytuacja sie poprawila (jakos) jedyne co ci proponuje bys zrobila, to przemyslala dokladnie czego chcesz, bo wydajesz sie bardzo zagubiona, oprócz tego to wiesz...nie siedz tak caly czas w domu, tylko pogorszysz sytuacje, tylko sie pogrązasz z kazdym dniem, w koncu i z tych studjów zrezygnujesz, nie bój się, zrozum ze idziesz tam po wiedze, nie zwracaj uwagi na ludzi, a moze z kims sie zaprzyjaznisz wlasnie tam? zycze ci powodzenia.

brak

Ja kiedyś przesiadywałam nad książkami bo bałam się rodziców. Teraz to kompletnie olałam i... oceny mi się poprawiły. Wiem,że to prawie nie możliwe,ale umysł mi odpoczął,teraz wystarczy,że tylko przeczytam i większośc zapamiętuję ;) Czasami taka przerwa jest potrzebna :)

brak

nie zrozumiałam . ja też sie duzo ucze ale glownie przedmiotow scislych bo widze sb jako farmaceutke. czy rzeczywiscie krakow jest taki zly? moze jezeli nie porzuci sie nauki, tylko odpusci zeby sie nie zapracowywac to straci sie zapal ?

brak

Circa, wiem jak to jest, bo sama miałam podobnie. To co czujesz, to chyba nie smutek, a strach, przede wszystkich strach, i to on właśnie Cię tak dobija. Nie odkładaj życia na później, kiedy wszystko dzieje się tu i teraz, bo to nie ma sensu. Nie poświęcaj tyle uwagi na rozmyślanie o tym co się dzieje dookoła (i jak bardzo się tego boisz), po prostu bierz w tym udział, będzie Ci łatwiej :) Zamiast myśleć o goniących Cię terminach i zaliczeniach skup się na tym czego się uczysz. Lubisz to w ogóle?

brak

Nie powiem żeby twoje wyznanie to była jakaś nowość. Choć czujesz się samotna i zrozpaczona to uwierz że nie ty jedna przez to przechodzisz. Wiele młodych osób ma tego typu problemy. Co powiedzą inni? Jaka będzie ich reakcja? Dajesz krok w przód i od razu cofasz się o dwa. Jak sobie z tym poradzić? Ciężka sprawa. Na pewno nie możesz się na siłę zmieniać. Pomyśl też o tym czego TY nikt inny naprawdę chcesz. Ludzie są jacy są. Będą obgadywać, plotkować, śmiać się. Ale taka już jest nasza natura. Śmieją się? Niech im wyjdzie na zdrowie. Jeśli ktoś poświęca namiętnie uwagę innej osobie, nawet jeśli jest to uwaga negatywna, to znaczy że jego życie nie jest wcale różowe i poprzez zgnojenie innych próbuje sobie polepszyć samopoczucie i własny system wartości. Ważne żeby nie dać się wpędzić w dołek. Zastanów się po co chcesz się uczyć. Jeśli znajdziesz w tym jakiś własny cel do którego warto dążyć, to nauka przestanie być uciążliwym problemem tylko szansą żeby spełnić swoje marzenia. Kiedyś bardzo nie lubiłam angielskiego. Teraz sama uczę się dużo w domu. Czemu? Bo w pewnym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że chcę przeczytać coś w internecie, a język mnie ogranicza. Chcę się zarejestrować na jakiejś stronie i klapa. Słucham piosenek ale póki nie sprawdzę ich tłumaczenia nic nie rozumiem. A chciałam rozumieć i to jest moja własna ni narzucona przez nikogo motywacja. Znajdź własny cel a na pewno będzie ci łatwiej. Wybaczaj ludziom bo nie jest łatwo ich zmienić. Jeśli będziesz w porządku wobec siebie to na pewno inaczej spojrzysz na wszystko.

Dodaj komentarz