Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

To, co dzieje się wokół nas, a nie zwracamy na to uwagi - czyli o szkolnictwie

8 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2012-09-10
Odsłony: 2959
Autor: The_Master

No i stało się. Kolejny rok szkolny czas zacząć. Z tej okazji warto też przyjrzeć się bliżej systemowi edukacji w naszym kraju. Systemowi, który podlega nieustannym zmianom, niestety z roku na rok na gorsze. Jak to wygląda, pewnie każdy uczeń mniej więcej wie. Przy czym „mniej więcej” znaczy zazwyczaj tyle, ile powiedzą w szkole. Bo niby po co szukać na ten temat więcej informacji? Ano przynajmniej po to, żeby mieć jaką taką świadomość tego, co dzieje się wokół nas. A bynajmniej nie dzieje się dobrze.


Dura lex, sed lex

Zaczynając od samego początku (bo jak wiadomo, szkolny „szał” wybucha często jeszcze przed pierwszym września), trzeba powiedzieć co nieco o wielkich przed-szkolnych zakupach. Uczniowie muszą wyposażyć się w podręczniki, zeszyty i całą resztę, zwaną potocznie „wyprawką”. Ta zaś kosztuje, i to wcale niemało. O ile jednak w poprzednich latach istniała możliwość odkupienia od starszych kolegów używanych książek lub wypożyczenia najpotrzebniejszych podręczników ze szkolnej biblioteki, o tyle od czasu wejścia w życie reformy programowej wielu uczniów zostało tej możliwości pozbawionych. Szkolne biblioteki nie mają wystarczających funduszy na zakup tego całego pakietu w wystarczającej liczbie egzemplarzy, jak również obrót używanymi książkami przestał być wykonalny ze względu na wprowadzenie podręczników przeznaczonych do „Nowej Podstawy Programowej”.

Ten problem dotknął najmocniej rocznik ’96, który wszystkie książki musi kupować nowe, za ciężkie pieniądze, oraz ’97, który, choć ma możliwość odkupienia podręczników od roczników starszych, to nie może ich jednak odsprzedać. To już właściwie tylko makulatura, z którą nic nie można zrobić. Te książki nagle straciły właściwe całą swoją wartość.

A nowe podręczniki? Średnia ich cena to 30 zł za sztukę. Nie licząc języków obcych – tu za pakiet książka + ćwiczenia przy dobrym układzie trzeba zapłacić 80 zł. Dodajmy do tego jeszcze zakup zeszytów, wyposażenia piórnika itp., ubezpieczenie, składkę na tzw. „klasowe” i summa summarum otrzymujemy zatrważającą kwotę prawie 600 zł! To połowa miesięcznej pensji niejednego polaka. I co mają powiedzieć wielodzietne rodziny, w których na przykład tylko jedno z rodziców zarabia pieniądze? W dodatku wydawnictwa edukacyjne kpią sobie z nas w żywe oczy. Ćwiczenia GRATIS do podręcznika. Wspaniale, teraz nawet nie będziemy mogli go odsprzedać, skoro będzie zapisany. A co najlepsze, nawet gdyby nauczyciel wyraził dobrą wolę i postanowił mimo wszystko prowadzić lekcje, używając starej książki – nie może tego zrobić, gdyż jest to wbrew prawu! Tak, właśnie, MEN nie zostawiło tym razem żadnej luki w przepisach. Chcesz się uczyć? Płać!

I co z tym fantem zrobić?

Obecnie obowiązujący system edukacji obfituje w jeszcze więcej paradoksów. Przerzucenie kosztów utrzymania szkół na gminy spowodowało zlikwidowanie wielu małych wiejskich placówek. Dzieci muszą uczęszczać do szkół oddalonych nierzadko o kilka-kilkanaście kilometrów od domu. Nie zawsze też kursuje autobus we właściwych godzinach. Co więcej, z powodu niżu demograficznego spadła drastycznie liczba uczniów, a co za tym idzie – zmniejszyła się też liczba miejsc pracy dla nauczycieli. I właśnie teraz, gdy etaty są obcinane, na jedno miejsce nauczyciela języka angielskiego jest blisko stu chętnych.

W takiej oto sytuacji prawicowy polityk Jarosław Kaczyński wygłasza expose (niedziela, 2 września), w którym między innymi proponuje zlikwidowanie gimnazjów. Pomysł nie jest może zły – w czasach ośmioklasowych podstawówek polska edukacja była jedną z najlepiej notowanych w Europie. Ale trzeba też przyjrzeć się sprawie logicznie: Co by się stało, gdyby nagle instytucja gimnazjum przestała istnieć? Zwolnienia nauczycieli, duże zmiany w infrastrukturze, kolejna „Podstawa Programowa”… Niestety, takie posunięcie przyniosłoby najpewniej więcej problemów niż korzyści.

A co na to MEN?

Obecnie Ministerstwo Edukacji Narodowej wymyśla wzór nowej matury dla objętych reformą programową pierwszych klas liceum. Oczywiście uczniom nie wiadomo na razie nic pewnego na ten temat. Oby tylko było tak, jak z egzaminem gimnazjalnym – który, zapowiadany na bardzo trudny, okazał się wcale nie taki straszny – a nie na odwrót. Pozostaje jeszcze tylko mieć nadzieję, że te wszystkie pomysły na zmiany w systemie pozostaną w samym MENie i nie przedostaną się do MNiSW. Wtedy może przynajmniej uczelnie wyższe pozostaną normalne. Oby, bo w praktyce przyszli licealiści już teraz muszą zdecydować, jakie studia wybiorą w przyszłości. Niech więc przynajmniej nie zostaną kolejny raz zaskoczeni nagłą zmianą sytuacji, gdy będą już myśleli, że wychodzą na prostą.            


Przeczytaj inne arty

brak książki Tancerze Burzy - recenzja W dzisiejszych czasach znalezienie na półkach księgarni dobrej powieści fantastycznej nie jest trudne. Po prostu...
brak wasze artykuły Chcesz być wyjątkowy? Przeczytaj ten art! Nie uważacie, że fajnie jest być „wyjątkowym”? Lepszym od innych – mało tego – nie...
brak wasze wiersze *** Mowa   Słowa   Gdy czytasz te puste wyrazy Które niezdarnie Składają się na frazy Czy myślisz co ja chcę powiedzieć Czy czytasz...

Komentarze_ 8


brak

W zeszłym roku zmieniono podręczniki od informatyki dla gimnazjum. Na dwa razy grubsze, a co za tym idzie - cięższe, pełne bezużytecznych suchych faktów i oczywiście droższe. Dużo droższe. W tym roku kupuję podręczniki do języka angielskiego i niemieckiego nowe. Takie w których się wypełnia i nie nadają się do sprzedaży. Koszt: 150zł. Za dwa podręczniki i ćwiczenie!!! A reszta książek?!

brak

Tak się trafiło, że jestem rocznikiem '96. :P I wiecie co? Już się przyzwyczaiłam do tego, że jestem jednym z wielu 'króliczków doświadczalnych'. Nie przeszkadza mi to, że miałam nowy test gimnazjalny ani to, że w drugiej klasie liceum, z racji tego, że jestem na profilu ekonomicznym, w drugiej klasie będę miała 8 lekcji matematyki w tygodniu, a chemi i biologii nie będę miała wcale. To akurat jest jak dla mnie plusem. Nareszcie Polska nastawia się na kształcenie młodzieży w jednym kierunku, a nie w kilku jednocześnie po trochę z każdego. Taki typ szkolnictwa występuje w Ameryce. Jedynym minusem są ceny. Rodzice nie mają łatwo zwłaszca wtedy, gdy mają 2, 3 czy 4 dzieci. Także ludzie - nie mówcie, że rodzice was nie wspierają. W końcu wydają prawie połowę pensji na wyprawienie was do szkoły! Kiedy będziecie mieli własne dzieci, zrozumiecie.

brak

Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Jak to jest, że nauka w szkole jest obowiązkowa, a trzeba za to płacić? Wniosek jest taki, że skoro nasi rodzice nie mieliby pieniędzy, żeby posłać nas do szkoł ze wszystkimi potrzebnymi rzeczami itp., złamali by prawo. No i gdzie tu sens?

brak

Problem z książkami w polskich szkołach brzmi jakby monopol księgarny dyktuje MEN jakie ustawy ma wprowadzić w sprawie sprzedaży książek. Pod tym względem, w Stanach Zjednoczonych nie ma problemu, ponieważ każda szkoła jest odpowiedzialna za zaopatrzenie ucznia w książkę, a uczeń jest współodpowiedzialny za książkę kiedy podejmuje dany przedmiot. Jednak w przypadku uniwersytetów jest komplete odwrotnie. Jakolwiek, MEN poszło na ręke polskim wydawcom podręczników i w ten sposób autor książki jak i wydawca i rząd zyskuje ze sprzedaży książek, czyli tylko kupujący na tym traci, bo jest zmuszony do kupna dziecku podręczniki do szkoły.

brak

Ja myślę, że największym problemem polskiej edukacji jest to, że liczy się ocena a nie wiedza. Dzieciom od najmłodszych lat wpaja się, że mają mieć piątki i potem są tego skutki. Dziecko dorasta nadal pozostając w tym chorym przekonaniu i gdy nie jest wstanie opanować materiału sięga po ściągi z czasem coraz częściej bo pozwalają zdobyć przyzwoite oceny dużo mniejszym wysiłkiem. A mało kto powie, że warto się uczyć dla wiedzy, że warto poznawać otaczający nas świat, przyrodę, kulturę, historię, języki... Że warto rozwijać zainteresowania i pasje, uczyć się tego co nas ciekawi i co może się przydać w przyszłości. Ale nie, lepiej nakazać uczniowi zaliczenie określonego i często po prostu nudnego materiału, którego albo w ogóle się nie nauczy, albo wykuje, zda i zapomni. A potem mamy magistrów, którzy nie znają wielu podstaw bo ledwo ukończyli studia. System oceniania jest po prostu tak denny... Zmiany w podstawie programowej wcale nie wychodzą nam na lepsze. System edukacji dąży do maksymalnego uproszczenia, aż strach pomyśleć co będzie dalej. Uczą wielu bezużytecznych rzeczy, a to co istotne jest często po prostu pomijane. No i te podręczniki, które zmieniają się co kilka lat.

brak

Przyznam szczerze, że w tym roku problem zmiany podręczników dotknął i mnie, choć jestem w czwartej klasie technikum. Ponadto, każdy z nauczycieli, czy to przedmiotowych czy prowadzących fakultety, zarządał na zajęcia dodatkowe repetytoria, które mają dość... nieciekawą cenę. Zwyczajnie nie stać mnie na tak drogie pomoce naukowe, a większość kadry pedagogicznej ma to głęboko w poważaniu. Dodatkowo, jak na złość, moja mama ostatnio strasznie choruje i większość oszczędności idzie dla niej na leki. Staram się teraz o stypendium socjalne, ale czy je dostanę nie wiem...

brak

Bardzo mądry artykuł Wojtek! Brawo, naprawdę. Też kiedyś o tym pisałam, bodajże nawet rok temu (tekst "Jesteśmy oświatowymi królikami doświadczalnymi". Fajnie, że podjąłeś ten temat, bo jest on wart uwagi i woła o pomstę do nieba! Co do likwidacji gimnazjów - niech zostanie, jak jest. Kolejne zmiany nie przyniosą niczego dobrego, z pewnością. Pozdrawiam ;)

brak

Moim zdaniem zgadzam się z każdym słowem tutaj to, co dzieje się obecnie jest bardziej niż śmieszne cały czas zmiany zmiany i zmiany na gorsze według nas, a dla Ministerstwa Edukacji Narodowej wydaje się wręcz normalne. Pensja rodziców nie jednego ucznia wynosi tyle co cały pakiet podręczników i dodatków do szkoły, a żyć za coś trzeba. Jedno co dobre jest obecnie, to to, że jeden podręcznik z klasy 1 zawodówki jest na dwa, a nawet trzy lata nauki i można nawet korzystać z nich w Technikum, jeśli byśmy się chcieli przenieść w trakcie roku do innej szkoły.

Dodaj komentarz