"Gdzie Indziej" autorstwa Gabrielle Zevin niemal od razu zyskało miano światowego bestselleru. Ponadto wydana aż w osiemnastu krajach powieść zdobyła wiele prestiżowych nagród. Sam "The New York Times" pisał o niej: "Żadne streszczenie nie wyrazi głębi uroku i mądrości roztaczanych przez tę książkę". Niesamowicie pozytywne rekomendacje i opinie utwierdziły mnie w przekonaniu, że pozycję tę przeczytać po prostu trzeba.
"Gdzie Indziej" rozpoczyna się nietypowo, bo od śmierci głównej bohaterki, Elizabeth Hall. Lizzie budzi się na statku "Nil" i zupełnie nie pamięta, jak się tu znalazła ani co się stało. W końcu , po dotarciu do brzegu, dziewczyna dowiaduje się, że jest martwa – co jest dla niej niemałym szokiem – i że trafiła do krainy umarłych. "Gdzie Indziej" nie podoba jej się od samego początku – nie ciekawią ją znane osobistości zamieszkujące wyspę, gadające psy ani fakt, że ludzie tutaj nie starzeją się, ale młodnieją. Pragnie jedynie wyrwać się stąd jak najszybciej. Jej babcia Betty martwi się o wnuczkę, ale niewiele może zrobić ze zbuntowaną nastolatką. Do Liz w końcu dociera, że nie będzie miała szesnastych urodzin, że nigdy się nie zakocha, nie wyjdzie za mąż i nie będzie miała dzieci. Całe dnie przesiaduje w Tarasach Widokowych, przyglądając się rodzinie, aż pewnego dnia uświadamia sobie, że podglądanie ich nic nie da. Lizzie musi wyjść z depresji i zacząć normalnie żyć (o ile w "Gdzie Indziej" to możliwe, w końcu jest martwa). Pomagają jej w tym: babcia Betty, która zmarła tuż przed jej narodzinami, Thandi, którą poznała na statku, rybak Curtis Jest (dawniej członek zespołu Machine) i Owen Wells, poznany podczas aresztowania dziewczyny.
Gabrielle Zevin niezwykle delikatnie sięgnęła do tematu śmierci i reinkarnacji, a sposób, w jaki to opisała, był niesamowity! Nietypowa narracja – trzecioosobowa w czasie teraźniejszym – nadawała klimat i dynamikę powieści. Swój urok miały też wprawnie i ciekawie poprowadzone dialogi. Wszystko było takie... prawdziwe. Realne aż do bólu. Autorka pokazała, że śmierć to nie koniec, tylko początek czegoś nowego.
Już sam prolog wywołał u mnie niemały szok. Pomyślałam z początku, że to chyba jakaś pomyłka; jak to, pies ma prowadzić narrację? Na szczęście przeczytanie pierwszego rozdziału rozwiało moje obawy i już po chwili znalazłam się na statku "Nil". Tutaj nie ma wielu zwrotów akcji, przygód czy fantastycznych istot. To zwykła opowieść o zwykłej dziewczynie, która trafia do niezwykłego miejsca.
Zachowania bohaterów były adekwatne do sytuacji, nieprzesadzone i nie było w nich ani krzty sztuczności. Postacie też zasługują na wspomnienie – zarysowane w oryginalny, a zarazem prawdziwy sposób.
Przyznam, że zdarzyło mi się uronić łzę podczas czytania, a niewiele jest książek, przy których płaczę. Ta powieść była wspaniała. I choć gdy zaczynałam poznawać "Gdzie Indziej", szło mi to trochę opornie, ale później nie wiadomo kiedy doszłam do ostatniej strony i podziękowań autorki. Czas, który z początku się dłużył, w pewnym momencie zaczął uciekać z zawrotną prędkością. Nigdy nie zapomnę "Gdzie Indziej" i Lizzie, nie zapomnę tych kilku łez i wspaniałych chwil, które spędziłam, czytając tę pozycję.
Są książki, których nigdy się nie zapomina. Są też takie, które wzbudzają nadmiar emocji, przez co nie można wyrazić o nich opinii. "Gdzie Indziej" z pewnością zalicza się do obu tych kategorii. Długo po przeczytaniu nie mogłam nic napisać, po prostu... nie potrafiłam. Za dużo myśli kołatało mi się w głowie, zbyt wiele emocji kumulowało się we mnie. Polecam wszystkim – fanom powieści fantastycznych, historycznych, obyczajowych, romansów czy horrorów – absolutnie wszystkim. To książka, którą warto przeczytać. Ja z pewnością wrócę do niej jeszcze nie raz :)








Co czytamy? :) 











Komentarze_ 2
Myślę, ze będę prosić o tę książkę pod choinkę. Miałam kiedyś okazję przeczytać fragment i od razu mnie zaciekawił. W ogóle lubię książki obyczajowe, ale najbardziej wtedy gdy zahaczają o fantastykę :)
Na pewno kupię tą książkę :D Fabuła wydaje się być cholernie oryginalna i ciekawa, wreszcie coś innego niż upadłe anioły, wampiry, wilkołaki itp.