Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Wstydzę się swojego ciała

9 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2008-03-10
Odsłony: 55929

„Wstydzę się”, a czasem nawet „brzydzę się swojego ciała”, „nienawidzę go”, „nie byłabym w stanie rozebrać się przed żadnym mężczyzną”, „nie współżyłam do tej pory, bo nie wyobrażam sobie, abym przed kimś mogła się rozebrać”, „nie wierzę, że mogę się podobać, być atrakcyjną kobietą, mając figurę typowej gruszki w mega rozmiarach”…

Widzieliście kiedyś psa niezadowolonego ze swojego wyglądu? W ogóle zwierzę, które ma problem z powodu rozdźwięku między tym, kim jest, a tym, kim chciałoby być? Rzeczywiście, to domena człowieka – oglądanie się na innych, porównywanie, nie przyjmowanie siebie takim, jakim się jest, dokonywanie podziału na Ja i Ja idealne. To drugie to takie Ja, do którego aspirujemy, ideał, na ogół nieistniejący w rzeczywistości (np. idealny wygląd topmodelek, który jest zasługą komputerowego retuszu), będący zbiorem naszych wyobrażeń, przypisywanych mu super cech. Im dalej nam do niego, tym bardziej się biczujemy. Krytyczny, karcący głos w nas samych, że nie spełniamy wymogów koniecznych do bycia idealnym sprawia, że czujemy się mniej ważni i gorsi. Pamiętacie, gdy pisałam w Psychika, czyli odkrywanie zaginionego lądu o Superego? Takiej instancji w naszej psychice, która odpowiedzialna jest za system ideałów i wartości, zakazów i nakazów w naszej głowie, która obserwuje i ocenia, porównuje z ideałem i jeśli porównanie nie wypada dobrze – krytykuje, czyni wyrzuty i karze (wtedy czujemy się podle, mało warci), a jeśli ma za co – chwali i nagradza (wtedy samoocena się podnosi). Tak, to po części sprawka Superego, ale także normalnego w procesie rozwoju oglądania się na to, co na nasz temat myślą rodzice (zwłaszcza ojciec) i w ogóle otoczenie, ciągłego przyglądania się innym i badania, na ile jesteśmy podobni najpierw do rodziców i rodzeństwa, potem do rówieśników oraz przyswajania krążących wokół nas opinii (a te lansowane na temat wyglądu i urody wiadomo, jakie są). Nasze Ja z początku rozwija się przez upodabnianie się do ludzi wokół nas. W dużej mierze polega na powtarzaniu i naśladowaniu, spełnianiu oczekiwań i jak nietrudno się domyśleć, natrafia na przeszkody. Choćby dlatego, że każdy z nas jest inny, czasem na tyle, że dopasować się do wszystkich się nie da, a także dlatego, że wiele naszych potrzeb i impulsów (zwłaszcza tych płynących z ciała) jest sprzecznych z tymi, które „wypadałoby mieć”. To może być jeden z powodów nieakceptacji własnego ciała. Skoro jest ono siedliskiem „zła”, skoro stoi na drodze sięgnięcia ideału, a więc w przekonaniu dziecka – i miłości, należy je odrzucić. Sposoby są dwa – można katować swoje ciało w imię kontroli nad nim, np. głodzić je, upiększać na siłę, modelować przy pomocy morderczych ćwiczeń, albo w ogóle odciąć się od niego, udawać, że nie istnieje, nie dbać o nie. A gdy się nie dba, wiadomo, czym się to kończy – niechęcią do niego i wstydem. Czasem rzeczywiście ciało staje się przyczyną przykrych, traumatycznych doświadczeń i dlatego zostaje skazane „na wygnanie”. Doświadczenie kar cielesnych, molestowania, gwałtu, kazirodztwa, zwłaszcza wówczas, gdy psychika jest jeszcze niedojrzała i nie jest w stanie poradzić sobie z takim wydarzeniem, sprawia że ciało jest znienawidzone jako powód dramatycznych przeżyć, obwiniane za to, co się stało i w wyniku tego staje się czymś obcym, wrogim, nie należącym do naszego Ja. Niestety taki podział na Ja i moje ciało, jest częsty. A przecież ciało to my, jest ono naszą integralną częścią. Istnienie takiego podziału wskazuje na to, że doszło już do zanegowania cielesności jako niewygodnej, kłopotliwej, niechcianej. A że cielesność często utożsamiana jest ze zmysłowością, seksualnością, powinno to skłonić do refleksji.

Brak akceptacji rodziców, uszczypliwe uwagi dotyczące ciała (wyglądu, zachowania…) lub w ogóle brak poświęcanej mu uwagi to inne z możliwych scenariuszy. Także nieprzytomne omiatanie lub omijanie wzrokiem postaci dziecka, zwłaszcza gdy jednocześnie towarzyszy temu wyraźne zainteresowanie partnerem seksualnym, boleśnie na każdym kroku konfrontujące dziecko z faktem, że nie ma ono szans przy rodzicu tej samej płci, nie dające ani przez moment złudzeń koniecznych, by mogło wejść w naturalną sytuację rywalizacji o rodzica płci przeciwnej i w zdrowy sposób przeżyć kompleks Edypa*. Po to, by stać się w pełni kobietą i nie mieć problemów w relacji z mężczyznami, dziewczynka musi przeżyć i wrogość do matki za to, że jest jej rywalką w dążeniu o względy ojca i zderzyć się z zamkniętymi drzwiami sypialni rodziców, a więc w pełni uświadomić sobie i przeboleć fakt, że to nie ona, lecz mama jest partnerką taty i wreszcie dzięki temu przekształcić niechęć do matki w podziw do niej jako kobiety, naśladować ją i w ten sposób zbudować swoją kobiecą tożsamość, a na koniec tego procesu zwrócić się z uczuciami, które miała do ojca, do rówieśników. Utknięcie na którymś z tych etapów rozwoju, zakłócenie (dotyczy to oczywiście również chłopców) ma swoje oczywiste konsekwencje, różne w zależności od tego, w którym momencie nie wydarzyło się to, co powinno. Jeśli dziewczynka w ogóle nie widzi szans na podjęcie rywalizacji z mamą, a później jej zgody na to, by stała się równie atrakcyjna, zawsze będzie się czuła gorsza od innych kobiet, niewarta tego, by jakiś mężczyzna na nią spojrzał, a jak spojrzy na nią nagą, wyśmieje. Jako kobieta wciąż będzie się czuła jak mała dziewczynka na tle dojrzałej kobiety, będzie przekonana, że dorosły mężczyzna nie może się nią zainteresować.

1 2 3 right

Przeczytaj inne arty

brak miłość i seks FAQ Nieśmiałość Wydaje się, że nieśmiałość nie jest taka zła. Nadaje tajemniczości, budzi w innych ciepłe uczucia...
brak miłość i seks FAQ Niesprawiedliwość losu... Czyli braki, wady i okaleczenia ciała Nie wszyscy są równie piękni, tak jak nie wszyscy równie inteligentni. Natura jednym dała więcej,...
brak miłość i seks FAQ Zdrada rodzica Rodzina, jaka jest, taka jest, ale ma być w komplecie. Tata z mamą mają być...

Komentarze_ 9


brak

ja jestem facetem ... ale też mnie napotykają problemy dotyczące wyglądu mojego ciała... jestem... dośc chudy.... waże 85 kg ale mam za to 197 wzrostu.... przy pracy fizycznej jest mi strasznie ciężko... garbie sie przechodząc przez każdy próg :( i mi tak zostaje... jest mi źle że tak urosłem ... zaczełem palic by to ograniczyc ale nic nie dało.... ludzie czepiają sie.... walą głupie komentarze " wysoki jak brzoza a głupi jak koza" niby nic ale mnie to boli .... bo nawet mnie nie znają....

brak

ja mam 170 cm wzrostu i waze 50 kg.. chcialabym przytyc.. ale nie moge.. probowalam juz chyba wszystkiego i nie dziala.. masakra.. do tego mam za male piersi (miseczka B)... moze nie jest tak najgorzej, ale jakos nie moge sama siebie zaakceptowac...

brak

mi rodzice ciągle mówią,że jestem za chuda i,że to mam niełądne to.. drażni mnie to

brak

Meggie moim zdaniem powinnas se poruchac bo to pomaga na wszystko ale uwazaj zeby dydol sie nie zaplatal w twoj busz

brak

Ja też nie cierpię swojego ciała. Mam sporą nadwagę. Ale ja nie czuję sie aż tak gruba. Akceptuje je, ale nienawidze go wtedy, gdy chcę kupić sobie fajny ciuszek. Mama na każdym kroku mi mówi żebym schudła.

brak

Meggie moim zdaniem powinnaś udać się do lekarza bo to prawdopodobnie moze być choroba...gdzieś już o niej czytałam...ale nie zwlekaj z wizytą u doktora...

brak

a ja mam dosc nietypowy problem, jestem dziewczyna w wieku 16 lat ktorej rosna wlosy. nie martwilabym sie tym gdyby to byly male milimetrowe wloski ale one sa geste i czarne majace po 3 - 6 centymetrow rosna mi prawie wszedzie na brzuchu na piersiach a na rekach to moge warkoczyki zaplatac nie bede golic bo jeszcze bardziej odrosna i co mam zrobic? powie mi ktos???

brak

Czytałem i czytałem i trafiłem. Na samym końcu dopiero o facecie , a dokładniej o takim jak ja :P Homoseksualnym. Mam nie raz dość swojego ciała, bo jestem zbyt chudy (172cm, a 50kg...) Pozatym czytając do końca akurat 3 cechy, których w sobie nie lubię były wymienione XD Jednak pomimo wszystko mówię sobię, że nie obchodzi mnie to co o mnie mówią inni, nie ważne jak wyglądam (no oczywiście trochę dbam o siebie. Raz czy 2 razy na tydzień postoję przed lustrem trochę dłużej by zrobić to, czy tamto).
Ważniejsze niż "opakowanie" jest mi wnętrze człowieka. Bo uroda przeminie z wiekiem, a osoba, którą się lubi i będzie lubiło pozostanie nam do końca życia.

brak

Kiedyś sie ogromnie wstydziłam swojego ciała z dość spora nadwagą. Dzisiaj kocham je i musze powiedzieć, że przez samą akceptacje tego jak wyglądam dużo lepiej idzie mi dieta, czuje sie bardziej seksowna, namiętna co oczywiście przekłada się równiez na kontakty intymne, większą pewnośc siebie. Ach, cudownie jest kochac swoje wszystkie kilogramy, ach ile to miłości :)!

Jesteśmy seksowni i ponętni TYLKO WTEDY kiedy sami tak o sobie myślimy. Nie jesteśmy w stanie pokazać naszego seksapilu, kobiecości jeśli samo nie wiemy, nie wierzymy w to, że on tam jest.

Dodaj komentarz