Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Małżeństwo

Data dodania: 2006-10-23
Odsłony: 21707

...i ślubuję, że Cię nie opuszczę aż do śmierci, amen.

Dla tego uspokajającego „amen” niejeden pójdzie na nauki przedmałżeńskie, choć z nich kpi. Dla białej sukni i welonu, które w życiu można założyć tylko raz, bo każdy inny to tylko przebieranka, niejedna się nawróci, bo przecież jeśli ślub, to tylko w kościele. Zgodzą się na czynny udział w ślubnej szopce: przygotowania na rok przed faktem, bo terminy wynajęcia weselnej sali, najdłuższej w mieście limuzyny i wydrukowania złoconych zaproszeń odległe i można się nie wyrobić... To napędzane prawami komercji przedstawienie pomoże zapomnieć, na co się rzeczywiście decydują. Niektórzy mają nadzieję, że im okazalsze, im więcej zawiści wzbudzi w sąsiadach i znajomych, tym małżeństwo będzie bardziej udane. A „amen” po ślubowaniu wierności i miłości małżeńskiej na zawsze przypieczętuje związek i ochroni przed zdradą, opuszczeniem i porażką. Odwieczne, skrywane pragnienie, by ktoś na świecie kochał do śmierci i nigdy nie opuścił, by dobrowolnie z oddania i miłości został naszym niewolnikiem, własnością, by poświęcił nam swoje życie, nareszcie prawomocnie zatwierdzone, bo przecież ślubowane przed Bogiem. Nie tylko dozwolone, ale jeszcze odgórnie nakazane... co za ulga! Nic dziwnego, o ile słowa małżeńskiej przysięgi traktują poważnie, że jedni nie mogą się doczekać, a inni uciekają w popłochu.

I nadmierne dążenie do małżeństwa, i unikanie go, świadczy nie tylko braku gotowości, ale i dojrzałości. O ile w pewnym wieku zarówno jedna, jak i druga tendencja nie dziwi, o tyle im bliżej trzydziestki, tym: „jestem jeszcze niegotowy”, „nie mogę spotkać właściwej osoby” (a każda okazuje się nie „tą”), jak i polowanie na męża (rzadziej żonę), byle wziąć ślub, a co dalej, to już nieważne, z taką osobą nie wróżą udanego związku.

Ci z kolei, którzy fakt zawarcia małżeństwa traktują jak romantyczną kropkę nad „i” ich cudownej miłości, to są zaślepieni w jej pierwszej fazie (patrz: WIELKA MIŁOŚĆ). Wszystkich tych pędzących do ślubu czeka zawód. I nie pomoże idealistyczne myślenie o świętej instytucji małżeństwa ani wiara w dozgonną miłość. Bo małżeństwo to wyższa forma bycia razem niż dwoje wpatrzonych w siebie, a właściwie we własne odbicia w oczach gotowego do takiego gestu, jak ślub, partnera. „Czyż fakt, że zechciał mnie poślubić, nie jest największym dowodem miłości?” Tylko czy dowodem jest, że odpowiedzialnie podjął tę decyzję, czy może że dał się zaciągnąć do ołtarza? Poza tym: miłości czy waszej wartości? „Widać, jestem co najmniej taka jak inne, a może i od nich lepsza, skoro jakiś facet zrobił to dla mnie!” – to częsta motywacja dziewczyn, choć wstydliwie ukrywana nawet przed samą sobą. Wciąż pokutuje w waszych głowach przeświadczenie, że stanąć na ślubnym kobiercu to udowodnić sobie i światu, że jest się tego wartą, że jest się w ogóle COŚ WARTĄ!

Świadomość, czym jest małżeństwo, co ta decyzja oznacza poza naiwnym postanowieniem „na pewno będziemy innym małżeństwem niż moi rodzice”, bez świadomości, że nieuchronnie powielicie prawie wszystko, przyjdzie, o ile w ogóle, po wielu, wielu latach... Bo do tego, czym naprawdę małżeństwo jest, dojrzewa się dopiero... w małżeństwie. A niektórzy nigdy nie dojrzeją, bo to dla nich za trudne „ja” zastąpić „my”, „moje potrzeby” – tym, co najlepsze dla związku, zrozumieć, że partnerstwo nie oznacza, iż partner zrezygnuje z czegoś dla siebie ważnego na naszą rzecz. I to wszystko – nie poświęcając się, lecz pragnąc.

A poza tym, wielu po prostu zapomina, na co się decyduje – nie na Święty Sakrament Małżeństwa, lecz na codzienne życie razem.

Można właściwie powiedzieć, że małżeństwo jest tym samym co para, związek, tyle że po ślubie, dotyczą go więc, zakładając że obecnie ludzie pobierają się z miłości, te same mechanizmy, co wszystkich zakochanych (znowu patrz: WIELKA MIŁOŚĆ). Z tą różnicą, że:

  • Już sam fakt podjęcia decyzji o ślubie (o ile odpowiedzialna decyzja rzeczywiście jest) świadczy o zmianie stosunku do partnera i związku.
  • W małżeństwie ma się za sobą dłuższy staż w byciu razem i mieszka się ze sobą, co szybko sprowadza zakochanych na ziemię, idealizacja nie ma szansy utrzymać się zbyt długo, ważne staje się, jak sobie poradzić z rozczarowaniem sobą i związkiem, z konfliktami i wkradającą się nudą i rutyną.
  • Prędzej czy później pojawią się dzieci, a jak się nie pojawią, to pojawi się problem ich braku.
1 2 3 4 5 6 7 right

Przeczytaj inne arty

brak miłość i seks FAQ Nieśmiałość Wydaje się, że nieśmiałość nie jest taka zła. Nadaje tajemniczości, budzi w innych ciepłe uczucia...
brak miłość i seks FAQ Niesprawiedliwość losu... Czyli braki, wady i okaleczenia ciała Nie wszyscy są równie piękni, tak jak nie wszyscy równie inteligentni. Natura jednym dała więcej,...
brak miłość i seks FAQ Zdrada rodzica Rodzina, jaka jest, taka jest, ale ma być w komplecie. Tata z mamą mają być...

Komentarze_ 15


brak

malzenstwo wiele znaczy dla zwiazku, szkoda tylko ze koszty slubu i wesela sa tak duze...

brak

małżeństwo to zbędny papierek... ile osób żyję na tak zwana ''kocią łapę'' i są szczęśliwi... co prawda żyją w grzechu, ale ja uważam,że tak jest łatwiej... i wiele par tak teraz postępuje.... a ''i ślubuję, że Cię nie opuszczę aż do śmierci'' heh jasne o po roku rozwód... jak dla mnie to są kpiny... przed zawarciem małżeństwa pomyśleć trzeba czy naprawdę się tego chce... ??

brak

mumin...ludzie...o czym Wy mówicie...?? Przecież ludzie sie pobierają z miłości(w większości) ale jak można w taki sposób przedstawiać małżeństwo...mówiąc o małżeństwie z miłości przecież dwoje zakochanych łączy sie na dobre i na złe po to by razem być!! Codziennie budzić sie by patrzeć na ukochaną osobe, żeby razem wychowywać dzieci... razem jedna, wspólną drogą iść przez życie!!

Małżeństwo to nie jest paszport na legalny seks. To nie jest przymus ogladania codziennie tej samej twarzy drugiej osoby..Małżeństwo to niewidzialna więź, która łączy by razem przeżyć to co najpiękniejsze..lata młodości...i by razem se zestarzeć. Nie potraficie na to patrzeć tak jak ja...Mumin, nie wiem jakie masz podstawy do tego żeby tak twierdzić(posty) ale myślę, że nie zastanawiałeś sie zmienisz zdanie gdy już spotkasz tą Właściwą.

Miłość to coś pięknego...oglądnijcie "The Notebook"--->polecam!!!!

P.S. (formularz rejestracyjny):nie ma takiego wyrazu jak "dlaczemu";]

ktoś chce sie wymienić poglądami zapraszam gg5820260

brak

Heh, a ja uwazam, ze do malzensta mozna w jednej chwili dorosnac. Pamietam, jak bylam ze swoim poprzednim chlopakiem. Pojawilaly sie wspolne plany itd, ale rozstalismy sie. I wiem, ze balam sie panicznie, ze poprosi mnie, zebym sie przeprowadzila. Bo w planach mial wybudowanie domu jakies 40km od Krakowa (kolo ktorego mieszkam). Teraz wiem, poprostu tak naprawde nie bylam dojrzala do malzenstwa.
Z obecnym chlopakiem nie mam takich obaw. Gdyby mi sie oswiadczyl i poprosil, zebym sie przeprowadzila do niego (czyli o ok 60km po prostej linii) to zrobilabym to bez namyslu. Bo go kocham i zrobie wszystko, zeby byc z nim.
A ze jeszcze mi sie nie oswiadczyl? Hmmm, malzenstwo to powazna sprawa, lepiej poczekac, az obydwoje bedziemy na 100% ze soba az do smierci. Amen ;)

brak

nigdy nie widziałam dziecinniejszego artykułu na tak poważny temat. małzeństwo tu zostało tak uproszczone, a wartoscie zmienily swoja kolejnosc

brak

Mnie i mojego chłopaka prawie nic nie łaczy. Mamy zupełnie inne fascynacje :( Żadnych wspólnych pasji, w sumie żadne z nas nie ma pasji. Ale my się kochamy. On bardzo o mnie dba i jestem pewna ze bardzo mnie kocha. Czasami sie zastanawiam czy to ma sens. Za wszelką ceną chciałam żeby moje przyszłe małżeństwo było zupełnie inne niż moich rodziców.
Mój chłopak poważnie myśli o nas a ja sie boję że bedzie taki jak mój tata, czego nie chce. Przeraza mnie to bo ja go kocham i on mnie kocha i nie chce aby cierpiał :( i nie chce go zostawiac ale z drugiej strony jak mam powtarzac błędy rodziców. I te nasze zupełnie inne fascynacje. Jesteśmy z zupełnie innych światów i innych warstw społecznych, jesteśmy inaczej wychowani.
I też wiem że nikt nie bedzie o mnie tak dbał jak on i tak mnie kochał i nie wiem co mam robic.

brak

Przeczytałam komentarze innych i postanowiłam sama dopowiedzieć coś od siebie.
Podobnie jak inni nie zgadzam się w pełni z opiniami mumina (czy są wymyślane przez niego, czy nie - nie wiem, ważne jednak, że są). Można powiedzieć, iż przekazuje on ziarno prawdy, ponieważ jest żywym przykładem niedojrzałego nastolatka, który musi dopiero rozwinąć się, by zrozumieć pewne rzeczy. Ja również jestem młoda, może nawet młodsza od niego, ale miałam kilka lat, by poukładać sobie w głowie.
Zaczęło się od tego, że dopadł mnie kilka lat temu paniczny lęk przed ciążą, choć nie współżyłam (ma to jakiś swój odpowiednik w psychologii, ale nie zapamiętałam, o co dokładnie chodzi). Trwał on kilka miesięcy, normalnie rozwijałam się, miałam menstruację, ale pomimo to ciągle trwała we mnie myśl, że jestem w ciąży. W lustrze widziałam jedynie ciągle rosnący brzuch, myślałam o samobójstwie. Nie wiedziałam, jak powiedzieć rodzicom o tym, że będą mieli wnuka. To były straszne miesiące mojego życia, ale nauczyły mnie pewnej bardzo ważnej rzeczy.
Lęk minął. Odkryłam wtedy, że rozwija się we mnie instynkt macierzyński. Wprawdzie nie objawia się on tym, że chciałabym mieć teraz dziecko (nawet, gdybym je miała "przez przypadek", czułabym się w pewien sposób bezradna), ale że istnieje we mnie chęć posiadania dzieci KIEDYŚ. Tak, właśnie dzieci, a nie jednego dziecka. Te przeżycia związane z ciągłym strachem nauczyły mnie spokojnego podejścia do tematu. Jestem tradycjonalistką - nie widzę dla siebie miejsca w biznesie, ani poświęcenia się dla kariery. Chcę mieć męża i dzieci. Do swoich obecnych związków nie podchodzę jednak aż nazbyt poważnie - mam świadomość, że mogą być one jedynie chwilowe i nie oznaczają miłości na całe życie (co nie oznacza, że traktuję je lekko i nie kocham swojego chłopca; po prostu cieszę się, że mogę rozwijać się w sferze uczuć razem z nim). Wiem, że kiedyś spotkam mężczyznę, który będzie chciał, podobnie jak ja, za kilka/kilkanaście lat założyć rodzinę i znaleźć swoją drugą połowę.
Nie uważam również, by rutyna w małżeństwie była czymś złym. Według mnie jest to jedna z najpiękniejszych rzeczy, te skarpetki i nie opuszczona deska w toalecie. To jedynie punkt wyjścia do zmiany swojego życia. Zamiast więc wszczynać awanturę, można załatwić każdą sprawę w przyjemny, zupełnie nowy dla małżonków sposób. Życie w małżeństwie nie zawsze jest różowe, jednak nikt nie powiedział, że życie będzie łatwe.
Ja żyję nadzieją w to, że kiedyś spełnię swoje własne powołanie do założenia rodziny. Teraz nie czuję się jeszcze na to gotowa, ale wiem, że czas ten kiedyś nadejdzie.

brak

Mumin: Chyba nie wierzysz w prawdziwą miłość? No cóż, widocznie jeszcze nie dojrzałeś emocjonalnie do tego żeby z kimkolwiek się związać. Masz zapewne naście lat, a w związku z tym sporo czasu na to, żeby przemyśleć swój obecny punkt widzenia. Nie spotykałeś się jeszcze z kobietą, która została rzucona, uważasz że widocznie czymś sobie zawiniła, skąd wiesz?nie masz przecież aż tak wielu życiowych doświadczeń. Co do wiary w słowa. Jeżeli jest się osobą odpowiedzialną i dojrzałą, nie rzuca się słów na wiatr i jeżeli mówi się drugiej osobie, że się ją kocha, to nie po to by za kilka miesięcy ją rzucić. Niektórzy młodzi ludzie nadużywają niektórych słów, mówią kocham, swoje związki określają mianem prawdziwej miłości, a tak naprawdę jest to tylko chwilowe zauroczenie, które mija z wiekiem.

Napisałeś:"Tylko idiotki domagają się regularnych "dowodów" miłości w postaci regularnych słów. "

To, że pragną dowodów miłości to przecież nic złego. Prawdą jest jednak, że nie zawsze muszą to być słowa. Nie ważne jest co mówisz, ale jak to mówisz. To może być mowa ciała, gest, uśmiech, spojrzenie.

Chyba ktoś musiał Cię, kiedyś mocno zranić, skoro wychodzisz z założenia, że tylko debile myślą że miłość wszystko przetrzyma.
A jednak potrafi przetrzymać. Nie byłoby złotych godów, gdyby komuś się to nie udało. Widok dziadka i babci grających w karty, (nie ważne czy na pieniądze czy nie), zawsze o tej samej porze i zawsze ze sobą niezmiennie od lat, na pewno jest budujący.

brak

Malmi16, zapewniam cię, że wyjdziesz za mąż. Wszyscy dorastamy do pewnych spraw. Jedni dojrzewają psychicznie i społecznie wcześniej inni póżniej, a ci którzy nie dorastają poprostu nie chcą. Wychodząc za mąż stajesz się w pewnym sensie odpowiedzialna za tą drugą osobę, potem za maleństwo, ale sama musisz czuć, że jesteś już na to gotowa i sama tego chcesz. To przychodzi z czasem. A Ty masz go jeszcze pod dostatkiem. Pozdrówki!

brak

Mumin, przepraszam, ale w związku z Twoimi komentarzami widzę w Tobie nieodpowiedzialnego, niedojrzałego dzieciaka...

brak

Mumin, kopiować z Kominka to każdy potrafi.

Ban... Za dużo już namieszałeś na forum pisząc głupoty i to najcześciej nie swojego autorstwa.

brak

szcze rze mówiąc gdy pomyśle o małrzeństwi zaczynam miec powazne watpliwości czy kiedys się orzenie, powinnam do tego dorosnąć bo mam narazie 17 lat.ale co ma zrobic dziewczyna czy chłopak ktorzy rzenią się w tym wieku zwykle z powodu wpadki, zawsze współczułam bardzo takim osobą i mam nadziej że mnie coś takiego nie spotka.

brak

"Małżeństwa, w których partnerzy są dla siebie atrakcyjni seksualnie (co nie jest równoznaczne z atrakcyjnością fizyczną) są dużo trwalsze, bo seksualne przyciąganie i udane współżycie pozwalają w trudnych chwilach odnaleźć bliskość i pomagają przetrwać kryzysy."

Z tego co wiem, to mężczyzna atrakcyjny leci tylko na atrakcyjne kobiety. I na odwrót.
W wieku powiedzmy 35 lat mężczyzna nadal jest atrakcyjny, kobieta jest niestety mniej atrakcyjna niż kiedyś (wg niego), więc szybko się nudzi i działa na kilka frontów.

To co zacytowałem jest prawdą, ale taką na kilka lat.

brak

Powracając do treści artukułu (teksty z własnego życia wzięte?):

"I nadmierne dążenie do małżeństwa i unikanie go, świadczy nie tylko braku gotowości ale i dojrzałości."

Wolę żyć z kobietą bez żadnego ślubu - zrobić dziecko, a gdy będzie na mnie zwalać winę, mogę spokojnie odejść i nie mieć poczucia winy. I allimentów nie będę musiał płacić!

"Prędzej czy później pojawią się dzieci, a jak się nie pojawią, to pojawi się problem ich braku. "

Jak się pojawią - i w dodatku przez przypadek - to dopiero będzie problem!
W przyszłości tatuś zapytany przez swoje dziecko "skąd się wziąłem?" odpowie "Z przypadku. Niechcący, Przepraszam Cię!" Tak przynajmniej powie w duchu.

"Bywa, że problemem w małżeństwie jest brak wspólnych zainteresowań, w ogóle życie obok siebie z braku wspólnych płaszczyzn."

Nie wiem w jakiej gazecie to przeczytałaś. Może z własnego doświadczenia...

Dwoje ludzi spotyka się ze sobą, mają wspólne zainteresowania. Fakt, po ślubie większość rzeczy wygasa, ale chyba nie zainteresowania. Chyba, że o czymś nie wiem.


"Mąż i żona mają oddzielne życia i tylko spotykają się w łóżku (to szczęśliwsza wersja tej historii)."

Jeśli próbowałaś dodać trochę humoru - przykro, nie udało się.
To jest wersja rodem z filmów amerykańskich, gdzie mąż pracuje w firmie cały dzień i wraca o północy, a żona zajmuje się domem i dzieckiem.

W Polsce mąż i żona mają oddzielne życia, bo tak chcą. To się nazywa niechciane małżeństwo, albo małżeństwo z przypadku, gdzie po krótkim czasie oboje małżonkowie dochodzą do wniosku, że popełnili wielki błąd. Ogólnie rzecz biorąc - nie dorośli do bycia w tak ważnym związku.



brak

Anno: Tylko ludzie zapatrzeni tylko i wyłącznie w tą drugą osobę wierzą w prawdziwość słów, o których mowa na początku artykułu.

Skąd w ludziach bierze się tak wielka wiara w słowa?
Powiesz takiej, że ją kochasz, powiesz, że będziecie do końca życia i nigdy przenigdy nie będzie w Twoim życiu innej kobiety. Dodasz jeszcze parę słów o przeznaczeniu, dwóch połówkach jabłek i tym podobnych bzdurach, a ta gotowa jest we wszystko uwierzyć.

I gdy przychodzi taki moment, że pojawia się inna, lepsza kobieta, a Ty jak każdy szanujący się człowiek, odchodzisz do tej fajniejszej, to ta gorsza zaczyna ci robić wyrzuty.
- Mówiłeś, że mnie kochasz! Mieliśmy wielkie plany! Jesteśmy małżeństwem! Czy to nic dla ciebie nie znaczy?

Porzucani nie są w stanie zrozumieć, że słowa są najczęściej wyrazem chwilowych emocji. Mówimy "kocham" mając powód. Bo kochamy. Za coś, za analka, za lodzika, za cokolwiek.

No ... czasami mówi się "kocham" wtedy, gdy ta druga osoba się tego domaga.
- Kochasz mnie? No powiesz, dlaczego tak rzadko mi mówisz, że mnie kochasz?

Głupie idiotki.

Tylko idiotki domagają się regularnych "dowodów" miłości w postaci regularnych słów.

To nie jest tak, że te słowa nie mają znaczenia. Owszem, mają. Są potrzebne i pomijając już fakt, że wymawiane są jak modlitwy (z pamięci i bez zastanowienia) to jednak dają wyraz naszych uczuć. Dlaczego w takim razie głupie kobiety nie mogą zrozumieć, że miłość ma prawo się skończyć i razem z nią kończy się gwarancja na "kocham cię?". Może bierze się to z romantycznego spojrzenia na miłość? Że niby jest wieczna, że niby wszystko przetrzyma, że nigdy się nie kończy. Podobno wielu debili tak myśli, tyle że w takich sytuacjach żaden debil nie puknie się w głowę i nie pojmie, że to, co zawsze nazywał miłością było tylko i wyłącznie zauroczeniem, zakochaniem albo zwykłym bzykaniem.
Głupie porzucane kobiety czują sie oszukane, gdy on odchodzi do innej. Oszukane, bo przecież kiedyś mówił, że kocha...

Skąd u ludzi bierze się przekonanie, że to "kiedyś" powinno oznaczać "zawsze"?

Pewnych rzeczy nie jestem w stanie zrozumieć, być może dlatego, że nigdy nie byłem z kobietą, która została przez kogoś rzucona. A w sumie chciałbym taką poznać, choćby po to, żeby przekonać się, po ilu godzinach rozmowy będę miał ochotę spprzedać jej liścia. Za głupotę, za brzydotę i na zapas.

Dodaj komentarz