Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Klasa, czyli grupa

Data dodania: 2006-05-20
Odsłony: 17900

Problemy klasowe biorą się stąd, że jesteście grupą, w dodatku „skazaną” na siebie. Przez kilka lat, niemal w niezmienionym składzie, zamknięci przez kilka godzin dziennie na niewielkiej przestrzeni, czy chcecie czy nie, oddziałujecie na siebie nawzajem i podlegacie prawom, które rządzą grupami. Każda grupa przechodzi pewne etapy rozwoju, w skrócie – proces grupowy.

Te fazy są zbieżne z fazami rozwoju człowieka, więc tak jak w związku (patrz: WIELKA MIŁOŚĆ), tak i w grupie będziecie przeżywać problemy charakterystyczne dla fazy, w której utknęliście w indywidualnym rozwoju. Ten fakt wykorzystuje profesjonalna psychoterapia grupowa. Wychodzi z założenia, że siła procesu grupowego pomaga przezwyciężyć osobisty rozwojowy „zator”, z powodu którego w wielu sytuacjach zachowujemy się nieadekwatnie do naszego wieku. Czyli to, co nie udało się w rodzinie, może udać się w grupie!

Niestety, w szkole nie macie psychoterapeuty, który rozpozna kryzysowy moment i pomoże go przekroczyć, stąd w wielu klasach istnieją nabrzmiałe, wydające się nie do rozwiązania konflikty: między grupkami, między klasą a jakimś nauczycielem, między dziewczętami a chłopcami, między „czarnymi owcami” a resztą klasy. Czasem wybieracie sobie kozła ofiarnego i wypychacie go, odrzucacie, a wraz z nim własne grzeszki. Czasem delegujecie do rozwiązywania klasowego problemu jakichś dwoje, którzy żrą się i nawet nie wiedzą, że robią to w imieniu klasy. Czasem „żrąca się” para, to jakiś uczeń i nauczyciel.

Kiedy zaczynacie naukę w pierwszej klasie, wszystko jedno czy podstawówki, czy gimnazjum, czy kolejnej szkoły, każdy z was próbuje poradzić sobie jak umie z nową sytuacją, z faktem znalezienia się w nowej grupie. Ci, którzy kogoś już znają, przyszli z kimś z poprzedniej szkoły, trzymają się z początku razem. Reszta rozgląda się w poszukiwaniu podobnych sobie, w czym niewątpliwie pomaga strój i inne symbole przynależności subkulturowej. Raczej nikt się nie wychyla, obwąchujecie się na wzajem, sprawdzacie, co w tej grupie jest akceptowane, a co nie, byle się nie narazić i nie zostać na uboczu. Podstawowym celem każdego jest zostać włączonym do grupy – klasy – i poczuć się akceptowanym. Ci z was, którzy mają za sobą doświadczenie odtrącenia przez grupę, mogą zachowywać się odwrotnie – agresywnie, nieprzyjaźnie, tak, żeby im się potwierdziło, że nikt ich nigdzie nie chce. Ale pod tym odpychającym zachowaniem kryje się ogromny lęk przed byciem nieprzyjętym do grupy. Jednak powszechnym zachowaniem jest uległość, dostosowywanie się, rezygnowanie ze swoich chęci na rzecz innych. Uciekacie w ten sposób od konfliktów, które mogłyby narazić zawiązującą się grupę i was – jej nowych członków na odtrącenie. Wychowawca i nauczyciele budzą lęk, ale chcecie ich zadowolić, pokładacie w nich nadzieję, że wyznaczą cel i poprowadzą was do niego. Faza ta w procesie grupowym nazywana jest fazą ZALEŻNOŚCI.

Gdy poczujecie się nieco bezpieczniej, przychodzi kolej na walkę. Nie jest to jednak walka wprost, lecz opowiadanie się po różnych stronach „barykady”. Następują klasowe podziały, w których najczęściej punktem odniesienia jest stosunek do nauki i nauczycieli. Dobrzy uczniowie kontra gorsi, pracowici kontra obiboki, poważni kontra dziecinni. Przychodzi czas na niezadowolenie, krytykowanie, choć nie wprost, lecz między sobą w podgrupach tych z przeciwnych obozów, klasy jako całości, wychowawcy. Przestajecie być tacy zależni od siebie, zaczynacie pokazywać rogi, nie zgadzać się z kolegami, ale głównie walczycie o swoje poprzez bierny opór – nie angażując się, stojąc z boku, olewając to, co się wam nie podoba. Niektórzy lokują się na pozycji wojownika, a nawet sadysty, inni – na pozycji ofiary. Ci ostatni są świetnymi kozłami ofiarnymi, na których skupia się niezadowolenie klasy, a tak naprawdę projekcja tego co niechciane w sobie (patrz: PSYCHIKA...). Ukrytym celem każdego staje się przejęcie kontroli, by nie zostać skontrolowanym, by niczego mu nie narzucono. Tak jakby za wszelką cenę trzeba było bronić swoich praw i wolności osobistej, bo ktoś na nie dybie. Grupa i należenie do niej przestało być najważniejszą wartością, teraz wartością jest „nie dać się” – trzeba pilnować, by grupa, czyli klasa, nie narzuciła swoich zasad. Ta faza to PRZECIWZALEŻNOŚĆ.

I przychodzi kolej na konfrontację z autorytetem. W tej fazie niech drżą nauczyciele, a zwłaszcza wychowawca. Umieściliście w nich siłę i władzę i teraz chcecie ją przejąć. Można to zrobić na dwa sposoby. Jednym jest uwiedzenie. Udaje się z tymi wyjątkowo miłymi nauczycielami, którzy boją się konfrontacji i nie będą obstawać przy szkolnych zasadach, byleby tylko nie narazić się na wasz bunt. Będą przymykać oko na wasze niezgodne z normami pomysły, będą wam iść zawsze na rękę, a może nawet przejdziecie na „Ty”... Taki nauczyciel właściwie bliższy będzie uczniom niż nauczycielskiej kadrze, będzie was rozumiał jak kolega z ławki, na wycieczce będzie pił z wami piwo. No tak... tylko że przestanie być autorytetem. Nie będzie komu was pilnować, zaburzy to poczucie bezpieczeństwa, bo zabraknie silnego „rodzica”, który wytyczy jasne granice postępowania i ochroni przed zagrożeniem. Plan, by w ten sposób przejąć siłę i władzę, prowadzi do zagubienia i przerażenia.

1 2 3 right

Przeczytaj inne arty

brak miłość i seks FAQ Nieśmiałość Wydaje się, że nieśmiałość nie jest taka zła. Nadaje tajemniczości, budzi w innych ciepłe uczucia...
brak miłość i seks FAQ Niesprawiedliwość losu... Czyli braki, wady i okaleczenia ciała Nie wszyscy są równie piękni, tak jak nie wszyscy równie inteligentni. Natura jednym dała więcej,...
brak miłość i seks FAQ Zdrada rodzica Rodzina, jaka jest, taka jest, ale ma być w komplecie. Tata z mamą mają być...

Komentarze_ 15


brak

Sporo tu prawdy. Artykuł podoba mi się. NIe mogę zrozumieć czemu klasa nie moze być zgrana. Czemu wybierają sobie kozła ofiarnego. Sama przez całą podstawówkę i gimnajzum byłam takim kozłem. Dokuczali mi bo byłam niska, miałam dobre ocey a jak przyszło co do czego do sznureczkiem się ustawiali żeby odpisać lekcje. Takie zachowania są potem przyczynadepresjii i samobójstw nastolatków. Ja na szczęście nie podejmowałam takich kroków. Po co ten podział. Przecież każdy jest tak samo wazny. Każdy jest równy.

brak

odwoluje wszystko co pisalem wczesniej!!! W gimanzjum bylo zajeee**** mimo ze nie z kazdym sie mozna bylo dogadac i wogle ale przez 8 lat ich znalem i byli jak rodzina:(( a teraz w noewej szkole są sami chlopcy i nie ma zadnej dziewczyny;/ to jest dopiero masakraaa;/

brak

hehe w mojej klasie jest tylko 6 chłopakow a 25 dziewczyn...chcialbym miec taka klasę jaka mialem w gimnazjum :D:DWtedy było po prostu zajebisci3 a teraz nuda wi3je:/

brak

Ja chyba mam problem. jestem w szkole średniej w pierwszej klasie i troche zle sie w niej czuje wogle klasa nie jest za fajna a ja nie mam jakiegos super poczucia humoru co mógłbym im cos odpowiedzec i mam do was pytanie czy warto sie przepisać do innej szkoły? Mam wielkie wątpliwości bo zawsze moze byc gorzej niż jest. Bardzo proszę o odpowiedź. Czy mam zaryzykować??

brak

ja jeszcze pol roku i zrywam kontakt z wiekszocia klasy, kiektorzy sa tak poje*** ze nie da sie okreslic, tez zrobilem ielki blad, ktorego wiecej nie popelnie... mialem dizewczyne ze swojej klasy.. teraz musze ierpiec bo ja baardz kochalem....

brak

A ja z zachowałam kontakty z niektórymi osobami z mojej byłej klasy

brak

Ja teraz właśnie skończyłam gimnazjum i ide do szkoły średniej. Co mogę na temat naszej klasy powiedzieć to tylko tyle że wcale nie była zgrana, wszyscy patrzeli tylko na siebie żeby dobre oceny zbierać a żeby tak komuś pomóc to nikt do tego nie był chętny i nawet były takie osoby co cieszyły się czyimś niepowodzeniem w nauce poprostu to nie była klasa każdy chodził swoją drogą tylko jak potem jakieś problemy były to wtedy każdy za każdym szedł. Mam nadzieje że w szkole średniej będzie inaczej i przytrafi mi się super klasa na to licze :)

brak

Olu, ja wcale nie twierdze że masz jakieś problemy psychiczne! Chodziło mi o to że być może rozmowa z psychologiem pomogłaby Ci w nawiązywaniu przyjaznych stosunków w klasie. Mówisz że psycholog zajmuje się osobami z poważnymi problemami... a Co wg Ciebie jest tym poważnym problemem? oczywiście zgodze się że bardzej potrzebuje pomocy ktoś kto np. ma za sobą x prób samobójczych ale jeśli czujesz że coś jest nie tak <tak wnioskuje z Twojego 1 komentarza> to może rozmowa z psychologiem pomogłaby Ci zrozumieć dlaczego masz trudności i dalaby podstawy aby to zmienić..

brak

hmm zdaje sobie sprawę (zresztam tak pisałam wcześniej) że to jest pewnie moja wina ...no ale ja nie mam problemów hmm psychologicznych ...a raczej trudny charakter...(a nagle wszyscy na raz przypisują mi wmówić niestabilnośc emocjonalna,albo jeszcze kilka innych "rzeczy" i to odnośnie wielu innych spraw, a teraz pytam tylko o zmiane klasy i znów to samo)NIE MAM ŻADNYCH PSYCHICZNYCH PROBLEMÓW!!!!!!! ale wizyta u psychologa czy inne tym podobne to przecież już ostateczność w skrajnych przypadkach...aż tak źle ze mną nie jest...zresztam jak się dużej nad tym zastanowić to było by to skrajnie egoistyczne...ludzie chodzą do psychologów z naprawde powarznymi problemami a ja co pujde tam bo "z klasą mi się nie układa", albo "jak się denerwuje to "bawi się" ostrymi przedmiotami" czy też bo to teżostatnio słuszałam "popadam z skrajność w skrajność" przecież na miejscu tego kogoiś to bym się wyśmiała...

brak

Stary numer - to inni są winni, klasa, nietolerancyjni ludzie... Szkoda życia na zwalanie na innych i uciekanie od swoich problemów, wszędzie znów Cię dopadną.

brak

kurcze przez ostatni tydzień 5 osób chciało mnie wysłać do psychologa/psychoterapełty . żeby było śmieszniej każdy z innego powodu...Co to jakaś zmowa ??!! nie mam żadnych a już napewno nie psychologicznych problemów...a jedynie "dziowny" sposób bycia...i dość nietypowy sposób rozładowywania emocji...Ja tylko pytałam czy powinnam zmieniać szkołę!!!ale faktycznie to kiepski pomysł...

brak

Witam. W pewnym sęsie zgadzam się z Anną. Grupa terapeutyczna to dobry pomysł. Sama mam za sobą zmianę 3 szkól < nie mówie o normalnym systemie szkolnym z przechodzeniem na wyższy poziom> i twierdze że za każdym razem jest trudniej sie przystosować, coraz bardziej narasta lęk przed odrzuceniem przez co nie dopuszczamy do siebie potencjalnych przyjaciół. Sprubuj się przejść na kilka spotkań i ew wtedy rozważ jeszcze raz z rodzicami pomysł zmiany szkoły. Radze z doświadczenia: nie pdejmuj pochopnych decyzji.

brak

Rodzice chyba mają rację. Lepiej pójdź na jakąś grupę terapeutyczną dla młodzieży i tam przyjrzyj się swoim problemom w grupie.

brak

Chyba jednak trochę przesadziłam z długością tego komentarza...:(

brak

Czy jest jakiś temat na jaki nie został na tej stronie zamieszczony jakiś mądry artykół...jeśli tylko próbuje coś znaleść zawsze tu trafiam :):):)
W takim razie moich dociekliwych pytań ciąg dalszy...
Mam 17 lat i moja obecna klasa jest trzecią w moim życiu ...I znowu się nie udało...minoł cały rok a ja po jakiś 2 miesiącach nauki , po raz trzeci zostałam okrzynięta klasowym debilem...dlaczego znowu ja ??!! . W podstawówce przez pierwszych parę lat było naprawde OK byliśmy dość zgraną klasą ,wszyscy się akceptowali, były małe grupki ale raczej nie rywalizowały ze sobą i każdy z każdym potrafił znaleść wspólny język. Po jakimś czasie rozboczoł się "Casting na klasowego downa"kandydatur było kilka ale po jakimś miesiącu pokonałam wszystkich... I wtedy się zaczeło ...jak teraz o tym myślę to nie było to nic wielkiego infantylne rymowanki czy guma do żucia przylepiona we włosy ...no i miano "pokraki" które towarzyszy mi przecież do tej pory. Wtedy najpierw stanowczo odmówiłam chodzenia do szkółki...ale że mój dziecinny pomysł już z załorzenia był nie wykonalny szybko znalazłam sobie wytłumaczenie - to z powodu mojej niepełnosprawności, moi "niedojrzali" koledzy uprzedzili się do mnie z powodu mojej odmienności , pokracznego, niedbałego chodu. no cóż jakoś trzeba było się pocieszyć Nadszedł czas gimnazium , zupełnie nieświadomie trafiłam do klasy "specjalnej" . , chodziułam do normalnego gim do klasy o profilu ogólnym ale derekcja szkoły utworzyła w moim roczniku "klasę drugoroczną " nie było to co prawda określone rzadnym statutem , ale w skład klasy wchodziło tylko siedem osób z "prawidłowego" rocznika. W tej klasie nie było czasu w którym się poznawaliśmy i każdy pozostał anonimowy.Już w pierwszym tygodniu nauki na nowo zyskałam miano ofiary losu...wtedy wynikneła z tego większa alera bo po wysuchaniu jakiegoś tętniacego dowcipem komentarza na swój temat poprostu wyszłam z klasy , moja "podróż przed siebie" nie trwała zbyt długo bo wychodząc ze szkoły "wpadłam"na wychowawce... od nowa się zaczeło... w oczach klasy byłam kujonowatym lizusem,a w mniemaniu rady pedagogicznej niestabilną emocjonalnie dziewczynką , do której trzeba się zwracać wielkimi literami...Pod koniec miesiąca w klasie mieliśmy pierwszą (lecz nie ostatnia) aferę narkotykową , jakieś drobne epizody alkocholowe, w trzeciej klasie ciąża jednej z kolezanek...wszystkie te wydażenia sprawiły że znowu znalazłam sobie wygodne wytłumaczenie odstawania od grupy - to patologie, przecież ja nie chce być taka jak oni...I tak żyłam sobie z boku, W gimnazjum średnia moich ocen bardzo urosła, , mimo iż na nauke prawie wcale nie poświęcałam czasu (to też troche podejrzana sprawa) skład klasy z roku na rok bardzo się zmieniał ( dużo osób nie zdawało a na ich miejsce przychodzili nowi ) i pomomo że strarałam się znaleść z nimi "wspólny język " też z różnych przyczyn się nie udawało... teraz zaczełam liceum i znowu nic , pomimo iż moje nastawienie do tej szkoły było początkowo naprawde bardzo pozytywne - same nowe osoby możliwość zmiany opini i...i Znowu wszystko jest nie tak...co prawda sposób w jaki to wszystko przebiega jest zupełnie inny nikt nie mówi mi w prost"debilu idź się lecz" ale w ręce wpadła mi ostatnio przez przypadek kartaka z dowcipami na mój temat, do tego ciągle słysze za plecami jakieś szepczące komentarze... W każdym razie ani ja nie czuję się tam dobrze ani nikt z nich nie czuje się dobrze w moim towarzystwie i doskonale zdaje sobie z tego sprawę .(a dla niepowodzenia w kontaktach z moją teraźniejszą klasą nie znajduje żadnych usprawiedliwień . patrząc na to z dystansem to grópa naprawde niesamowitych, pełnych życia ludzi o nietypowych zainteresowaniach i ciekawym pomyśle na życie, bardzo chciałabym być taka jak oni )próbowałam to zmienić, jakoś sie integrować ale nie umiem . Czy powinnam zmienić klasę ?? jeśli tak to w jaki sposób namówić do tego rodziców. oni są do mojej wizj bardzo pesymistycznie nastawieni , jak tylko zaczynam mówić na ten temat odpowiadają "Skąd wiesz że gdzie indziej będziesz się czuła lepiej" i ja też zdaje sobie sprawę . wiem że ewentualna nowa klasa będzie chciała mnie "sprawdzić " i że najprawdopodobniej ja temu nie sprostam. zdaje sobie sprawę z mojego ujemnego wręcz ilorazu inteligęcji , z tego że nie posiadam bogadego słownictwa, refleksu ani niezwykłego poczucia chumoru,aby móc dawać błyskotliwe odpowiedzi na zmyślne pytania ruwioeśników. I wiem że to ze mną jest cioś nie tak. W końcu trzy klasy to około 75 osób a ja nie utrzymywałam poprawnych stosunków nawet z połową . Wiem ze muszę się zmienić ale nie mam pojęcia jak...Czy zmiana równiesz szkoły to dobre rozwiązanie???

Dodaj komentarz