Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Wychowanie seksualne w polskich szkołach

Data dodania: 2006-04-18
Odsłony: 27928

Swoją karierę „uświadamiacza” rozpoczęłam tuż po skończeniu studiów, gdy wylądowałam w podwarszawskiej szkole podstawowej jako nauczyciel biologii. Od tamtej pory wraz z przedmiotem, którego nauczałam, dzieliłam los przemian politycznych w Polsce. Polityka niezbyt mnie zajmuje, ale do tej pory tego doświadczam, że lekcje uświadamiające są w ścisłej korelacji z aktualną sytuacją w kraju. Dlatego obecnie, czyli w roku 2006, praktycznie nie istnieją, jeśli tak, to z prywatnej inicjatywy zapaleńców, którzy nie stali się jeszcze ślepi na potrzeby swoich uczniów.

Przed rokiem 1989, kiedy kończyłam kurs przygotowujący mnie do prowadzenia takich zajęć, przedmiot nazywał się „przygotowanie do życia w rodzinie socjalistycznej”. Nazwa ta przetrwała z czasów, gdy sama jako uczennica liceum byłam uświadamiana z urzędu, bo takie było wtedy zarządzenie kuratorium oświaty i wychowania, miałam oddzielną specjalną lekcję, chyba w drugiej klasie raz w tygodniu, prowadzoną przez starszą panią, która głównie czytała nam różne artykuły z gazet, ale bynajmniej nie na tematy seksualne. Gdy ja zaczynałam wykładać ten przedmiot, nazywał się dalej tak samo. Wówczas obowiązkiem każdego wychowawcy było co drugą godzinę wychowawczą poświęcić tematowi przygotowania do życia. Każdy, kto chodzi i chodził do szkoły w Polsce, wie na czym upływają godziny wychowawcze. Kolejka uczniów pokazujących przeważnie lewe zwolnienia z lekcji i odhaczanie ich w dzienniku zajmuje połowę czasu, reszta upływa na informacjach o zebraniach wpisywanych do dzienniczka i, delikatnie mówiąc, na ochrzanianiu za to, co donieśli na uczniów inni nauczyciele. Rzadko który wychowawca w przygotowywaniu do życia posunął się tak daleko, by mówić o sprawach intymnych. Z prostej przyczyny: „przecież ja przez kolejne lata będę wychowawcą tej klasy, jakbym później mógł patrzeć im w oczy?” Lekcje więc odbywały się tylko na papierze – fikcyjne tematy wpisywano co dwa tygodnie do dziennika. Wychowawcy z ulgą przyjmowali pomoc z zewnątrz.

Wraz z nadejściem kapitalizmu, w zależności od składu rządu, były przygotowywane różne ustawy regulujące obowiązek uświadamiania w szkołach, raz likwidujące przedmiot zupełnie jako niepotrzebny, a nawet szkodliwy, raz czyniąc z niego sztandarowy argument wyborczy, ale kadencje rządów są zbyt krótkie, by coś zostało uchwalone i wcielone w życie, a i tak kolejny rząd dla samej zasady obaliłby ustalenia poprzedniego. Tak więc przygotowanie do życia w rodzinie socjalistycznej wraz ze skróceniem nazwy o socjalizm, uległo skróceniu w ogóle. Teraz nie ma nawet nazwy i zeszło do podziemia, z którego wyciągane jest na wyraźne żądanie uczniów lub ich wychowawców, pod warunkiem, że w komitecie rodzicielskim znajdą się na ten cel pieniądze. Klasowa składka, która kiedyś była częstym sposobem na ominięcie przeszkody w postaci szkolnych funduszy, stała się w obecnych czasach kontrowersyjna, no bo „jeszcze płacić z własnej kieszeni za takie świństwa?” Poza tym obecnie udział ucznia w takiej lekcji wymaga zgody rodziców. A nie wszyscy życzą sobie, by ich dzieci były uświadamiane przez specjalistę zaproszonego do szkoły. Być może ich własne doświadczenie z czasów szkolnych i rodziny socjalistycznej, gdy seksuolog z urzędu bez wrażliwości na rzeczywiste potrzeby uczniów walił od razu z grubej rury o pozycjach i punktach erogennych, budzi w nich obawy o swoje dzieci, a może ulegają powszechnemu mitowi, że uświadamianie nakłania do rozpusty. Niewiele szkół skorzystało z mojego pomysłu, by na spotkanie zaprosić też rodziców. Oczywiście na spotkanie zupełnie odrębne, tylko dla nich, na którym mogliby sobie mnie obejrzeć, zadać pytania i zadecydować, czy chcą powierzyć swoje pociechy w moje ręce. Tu specjalne ukłony dla dwóch podstawówek na warszawskim Tarchominie, które takie spotkania swego czasu dla rodziców zorganizowały, rodzice byli zadowoleni, bo pozbyli się obaw co do mnie, a przy okazji mogli dostać parę wskazówek, jak sami mogliby porozmawiać ze swoimi dziećmi na takie tematy. Niestety, był to ewenement i zdarzało się w innych szkołach, że rodzice reagowali uprzedzeniem na moje lekcje, chociaż nie mogli wiedzieć, co się na nich dzieje ani jak odpowiadam na pytania ich dzieci.
Obecnie w większości szkół panuje zasada, jak w szpitalach względem aborcji – lepiej się nie wychylać i nie podejmować samodzielnych decyzji, bo może to się źle skończyć. Panuje jakaś ogólna niemoc, jakiś nie do końca zrozumiały lęk przed tym, by nie narazić się bogobojnym rodzicom, księżom z parafii, rządowi? – Bóg jeden raczy wiedzieć, przed czym dokładnie.

Tak więc brak odgórnego przykazu, powszechne kłopoty finansowe szkół i lęk przed mniej lub bardziej urojoną pruderyjnością rodziców wyeliminował praktycznie lekcje uświadamiające ze szkół. Jeszcze czasem nauczyciele biologii podejmują się takiej roli, ale ich odwaga rzadko przekracza granice przedmiotu ich nauczania. Owszem, zdarzają się wśród nauczycieli nieliczni, którzy się nie wstydzą i mówią o sprawach intymnych. Ale tych było i jest jak na lekarstwo i moim zdaniem całe szczęście, że reszta nie podejmuje się tego zadania, skoro się nie czuje na siłach. Nie ma nic gorszego niż zaczerwieniony nauczyciel dukający o seksie. Jeszcze gorzej, gdy seksu nie lubi, bo jakby się nie starał, nieświadomie przekaże swoje nastawienie do tej przecież jednej z najpiękniejszych, mających budzić radość i rozkosz a nie niechęć, sfer życia. Ten, który przekazuje wiedzę intymną, musi być koherentny, co znaczy, że musi być w zgodzie z samym sobą. Nieświadome sygnały przekazywane ciałem, głosem, w przejęzyczeniach muszą być zgodne z treścią wypowiedzi. Inaczej nic z tego, albo dużo złego z wielką szkodą. To naprawdę trzeba umieć robić. Na szczęście większość nauczycieli unika tych tematów jak ognia lub w najlepszym razie są ostrożni. Nic więc dziwnego, że gdy trafiam do szkoły ze swoim kagankiem, budzę powszechne zaciekawienie, wręcz podniecenie, jak każde kuriozum.

1 2 right

Przeczytaj inne arty

brak miłość i seks FAQ Nieśmiałość Wydaje się, że nieśmiałość nie jest taka zła. Nadaje tajemniczości, budzi w innych ciepłe uczucia...
brak miłość i seks FAQ Niesprawiedliwość losu... Czyli braki, wady i okaleczenia ciała Nie wszyscy są równie piękni, tak jak nie wszyscy równie inteligentni. Natura jednym dała więcej,...
brak miłość i seks FAQ Zdrada rodzica Rodzina, jaka jest, taka jest, ale ma być w komplecie. Tata z mamą mają być...

Komentarze_ 15


brak

większości nastolatków wydaje mi się ze nie potrzebują takich zajęć...i tak robią co chcą,po za tym jest jest internet,gdzie można sobie poczytać o wszystkim,teraz nastolatki są bardziej do przodu niż zawarty materiał na samych zajęciach...Kiedyś młodzież nie dojrzewania ta szybko i może wtedy byłyby potrzebne takie zajęcia ale teraz nie jestem do tego przekonana

brak

Wychowanie seksualne jest bardzo potrzebne! Dlaczego? Ten tekst zawiera dużo danych i faktów: http://familie.pl/profil/ula/404,Wychowanie-seksualne-szansa-czy-zagrozenie.html

brak

u mnie w szkole pani od biologi prowadzi takie lekcje jest nawet fajnie

brak

Wychowanie do życia w rodzinie w polskich szkołach jest karygodne! i powinien ktoś zrobić z tym porządek jakby te lekcje odbywały się tak jak powinny nie byłoby tyle przypadków że dziewczyna w wieku 12 albo 13 lat jest w ciąży? Jeżeli pokazało by się dzieciom jak naprawdę jest dali by sobie spokój z seksem albo przynajmniej byli by świadomi,że konsekwencje zawsze są? liczy się także praktyka zobaczyłam w TV kiedyś pomysł jednego z gimnazjum,który zaowocował pomyślnie mianowicie klasa musiała się dobrać dziewczyny z chłopakami i dostawali na jakiś określony czas lalkę,którą musieli się opiekować funkcjonowała jak prawdziwe dziecko czyli płakała,wołała jeść,wołała gdy narobiła każdej dziewczynie odechciało się tego wstawania w nocy oczywiście to wszystko nie kosztem nauki? można takie eksperymenty prowadzić w weekendy lub ferie zimowe na pewno nauczyło by to nie jednego.
Drugim problemem jest to jak wykwalifikowane panie uczą tego przedmiotu samo ich tłumaczenie robi się nudne przecież każdy wie że musi być mama i tata żeby dziecko powstało śmieszy mnie to najbardziej,że nawet w liceum tak tłumaczą młodzieży wiem po sobie jeżeli by te lekcje były ciekawsze młodzież podchodziłaby do tego z pełną powagą a przychodzą na te lekcje żeby tylko się pośmiać z prowadzącej nigdy nikt nie pokazał młodzieży jak to jest jak wygląda prawdziwy poród,jak wyglądają pierwsze miesiące dziecka ile wymaga ono uwagi?zawsze tylko w streszczeniu przecież jakbyśmy chcieli możemy sobie streszczenie kupić w księgarni? wiem,że może to jest wymądrzanie,ale powinien ktoś coś z tym zrobić?przecież każda nauczycielka tego przedmiotu może opowiedzieć coś młodzieży ze swojego doświadczenia nie koniecznie musi mówić że tak u niej było,ale przybliżyć,że życie nie jest łatwe a nie uczyć o religiach czy o charakterze człowieka jaki musi być wszystko w życiu jest ważne i potrzebne,ale sama nazwa wychowanie do życia w rodzinie? świadczy o tym,że ktoś powinien przekazać nam wiedzę często zdarza się,że TABU bo w domach z rodzicami nie porozmawiamy tak szczerze jak np z obcym ? o seksie,ciąży i innych używkach.Pozostawiam każdemu to do przemyślenia :(

brak

Gdy Matka Teresa osiągnęła „sukces”, pojawiło się mnóstwo jej podróbek, różniących się od oryginału głównie chęcią osiągnięcia sukcesu. Sztuczne Matki Teresy rozdają nie swoje, tak żeby wyglądało na swoje, i pochylają się nad cudzymi dziećmi, tak żeby było fotogenicznie.

Kolejna taka podróbka wzięła się ostatnio za troskę o dzieci na koloniach. Nazywa się Wanda Nowicka i jest szefową Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Domaga się od MEN umożliwienia nastolatkom zażycia odpowiednich pigułek po stosunku seksualnym. No i żeby w każdym ośrodku kolonijnym były zajęcia z edukacji seksualnej (czytaj erotycznej). Bo młodzi u nas wiedzą, że seks jest po to, żeby było fajnie, ale nie wiedzą, jak sprawić, żeby z tego nie było kiły, AIDS lub dzieci. Najgorsze te dzieci, bo jak pozwolić się takim urodzić, to zapaskudzą życie nieletnich matek. A czy z powodu jednego błędu można skazywać te biedne dziewczyny na konsekwencje do końca życia? Chwileczkę. Kto je skazuje? My? Tak już jest, że przyczyna rodzi skutek i głównie tego młodzi muszą się nauczyć. Nie takie konsekwencje ludzie ponoszą z powodu jednego błędu. Wiedzą to saperzy, wiedzą amatorzy skakania na głowę do bajora i ci, co dopuścili dzieci do obsługi maszyn rolniczych.

Dziecko powinno bawić się autkami, a nie prawdziwymi autami. Pani Nowicka i koleżanki domagają się jednak prawa ostrej jazdy dla małolatów, byle tylko miały ubezpieczenie powypadkowe. Panią Nowicką to pewnie śmieszy, bo ma specyficzne poczucie odpowiedzialności. To ono kazało jej zabić część własnego potomstwa, czym nie omieszkała publicznie się pochwalić. Przy takiej moralności nie dziwi plan zrobienia z naszych córek prostytutek, a z synów dziwkarzy. Oferowanie młodym „zabezpieczeń” jest przecież usilną zachętą do przygodnego seksu. Pomysły pani Nowickiej niespecjalnie się ludziom spodobały. Jedna pani powiedziała do kamery, że nie życzy sobie, żeby ktoś dawał córce jakieś tabletki bez jej zgody.

Ale nie o tabletki chodzi! Dzieci muszą być przede wszystkim zabezpieczone przed stręczycielstwem wyznawców tolerancji. Dziś na koloniach myśli się o wszystkim. Żywność musi być zdrowa, żeby się kto nie zatruł. Obsługa musi mieć aktualne badania, żeby dzieci nie zarazić. Wycieczki muszą być obstawione wychowawcami, żeby kolonista pod auto nie wpadł albo się nie zgubił. Ale żeby dziewczynki w ciążę nie zachodziły, to tego jakoś się nie da zrobić. W takim razie dlaczego kiedyś się dało?

Pewnie dlatego, że kiedyś rodzice i wychowawcy nie byli tak zastraszeni przez ideologów deprawacji. Ci zresztą celowo rozdmuchują rozmiary zjawiska, żeby stało się faktem potwierdzającym ich teorie. Chyba czas już najwyższy, żeby trzasnąć pięścią w stół i zamknąć dostęp do dzieci podrobionym matkom miłosierdzia. I jasno powiedzieć dzieciom, gdzie ich miejsce, a szczególnie łóżko. Dzięki temu na koloniach znów zachodzić będzie tylko słońce.

brak

W sprawach wychowania sexualnego czy wychowania do zycia w rodzinie to naprawde u nas w polsce (nie twierdze ze wszedzie) jestesmy troche do tyłu... w niktórych szkołach nie ma wogole prowadzonych takich lekcji a jezeli juz sa to jak tu wspomniano o motylkach czy pszczółkach... w innych krajach np. Niemcy czy USA jest to lepiej prowadzone.... a powtarzanie w kółko to samo "wszystkiego dowiecie sie w swoim czasie" jest bez sensu bo to moze akurat teraz gdy sie kogos o cos pyta jest ten czas by uniknąc np niechcianej ciązy czy inych przykrych zdarzen. Moim zdaniem powinnismy sie rozwijac pod tym punktem stosunkowo wczesnie...

brak

Będe sie piepszył jak pojebany w pupę i robił co mi sie podoba bo to moje życie i moja sprawa z kim sypiam. Jestem wolnym studentem. pyk pyk pyk pyk pyk pyk.

brak

w duszy nie uwarzam to za zły czyn, ba, nawet za grzech. Kiedyś wpadło mi w ręce pismo katolickie dla młodzieży. Pisało tam, że pornografia rujnuje psychikę młodzieży, że masturbacja jest bardzo złą. Kiedyś oglądałem taki film, Pręgi. Główny bohater był w okresie dojrzewania. Potem mama mi powiedziała, że onanizm to nie grzech. Że należy po tym umyć ręce i żyć dalej. Aż mi się lepiej zrobiło. Ale napisała pani, że wiara to nie pani działka. Ale ja wywnioskowałem z tego wszystkiego - jeżeli Bóg stworzył wszystko, dlaczego dał popęd seksualny? Dlaczego dał narządy? :) To tyle. Pozdrawiam.

brak

I jeszcze jedno pytanie co do krwotoku - czy za szybkie ruchy ręką też mogą go spowodować?

brak

Z lekcji wychowania do życia w rodzinie nic nie wynosze bo są one nudne i najczęściej dotyczą wspomnianych już motylków ! Więc moim zdaniem należy usprawnić nauczanie o dojżewaniu !

Pozdo ;-)

brak

wychowanie do zycia w rodzinie bo tak to sie nazywało w mojej szkole.tragedia babka nawijała przez 45 min o motylkach i ziarenkach;]szkoda czasu system nie jest dobrze przygotowany do takich zajęc.natomiast nasz nauczycielko uwazała ze jestesmy niepoważni bo sie z niej śmiejemy;Djak macie jakies pytania o motylkoch i pszczółkach to z checia rozwieje wasze wątpliwości;D,,POZDRAWIAM..

brak

Ja za wiele z mojej szkoły o seksie nie wyniosłam. Dlatego dobrze, że istnieją jeszcze takie strony.

brak

Wielu osobom naszczęście pomaga internet w uświadamianiu, a także ,często krytykowane, kolorowe pisemka dla nastolatek.
Mnie wkurzało że na takich lekcjach przygotowujących do życia w rodzinie lub biologii było oczernianie płci męskiej że im tylko zależy na seksie i że jak niczego nie świadoma dziewczynka zajdzie w ciążę to oni znikają. Owszem tak bywa ale nie wszyscy są tacy nieodpowiedzialni! nastek.pl ma tez duży udział w uświadamianiu młodzierzy, ja dużo ludzi tu nasłałem, a oni następnych.
Dobrze że jest taka strona,to może ci zakłopotani wychowawcy i katechetki podawaliby adres strony hehe. Dzięki i pozdrawiam!

brak

ciesze sie, ze pisze Pani artykuly. wychowanie seksualne u mnie w szkole jest na poziome powiedzmy ze podstawowym , chociaz to i tak za duzo.my wogle nie mamy wychowania seksualnego.u mnie w klasie, tylko 4 osoby na 35 rozmawiaja ze swoimi rodzicami na temat seksu i milosci.a w szkole nam mowia: dowiecie sie tego w swoim czasie.dlatego ciesze sie, ze pisze tu Pani to, czego nie dowiem sie w szkole.wiele tematow przydalo mi sie, zeby cos zrozumiec.ciesze sie, ze jest Pani razem z nami, nastolatkami.

Dodaj komentarz