Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Rozstanie

Data dodania: 2006-01-15
Odsłony: 45387

Pożegnanie, rozstanie to najtrudniejsze momenty w życiu. Bez względu na to, czy jest to śmierć najbliższej osoby, czy odejście jednego z rodziców, czy bycie porzuconym przez chłopaka/dziewczynę, czy śmierć ukochanego zwierzaka... Utrata domu w powodzi czy pożarze a nawet „tylko” koniec wakacyjnej miłości, jakiegoś etapu w życiu, utrata pracy, pieniędzy w wyniku bycia okradzionym... – każda strata, mała czy duża, budzi ten sam zestaw uczuć, raz silniejszych, raz słabszych, ale tych samych dla danej osoby. Jaki to zestaw i jak w sytuacji rozstania się zachowujemy, wiele o nas mówi.

Umiejętność rozstania się jest najlepszą miarą dojrzałości psychicznej. Jeśli komuś przychodzi to łatwo, ma z tym problem tak samo jak ten, kto się rozstawać nie umie.

Jeśli unikasz pożegnań, zrywasz, by nie zostać porzuconym, wyjeżdżasz przed wyznaczonym terminem, uciekasz przed końcem, przeciągasz kończenie, zostawiasz niedokończone, nie mówisz ani „żegnaj”, ani „bądź”, niszczysz, dewaluujesz to, z czym przychodzi czas się pożegnać, czas rozstania spędzasz, gorączkowo uciekając w aktywność, w niemyślenie, w manię... masz problem z przeżyciem tzw. żałoby, depresyjnych uczuć towarzyszących każdemu rozstaniu, niezbędnych, by uwolnić się i móc żyć dalej, z kimś innym.

Jeśli nie pozwalasz odejść, poniżasz się, byleby zatrzymać kogoś przy sobie, gonisz za nim, śledzisz, wydzwaniasz albo ślesz jeden mail czy sms za drugim, choć pozostają bez odpowiedzi, popadasz w obsesję lub przeciwnie – w depresję: nic ci się nie chce, nic nie ma sensu, gdy jego/jej nie ma, masz myśli a nawet próby samobójcze lub zdarzają ci się wtedy niebezpieczne wypadki, a może przeżywasz ból nie do wytrzymania, z tęsknoty nie śpisz, nie jesz albo rzucasz się na oślep w kolejny związek lub zaczynasz nowy „na zakładkę” z tym starym... masz problem z tzw. separacją, czyli z byciem samemu, odejściem i pozwoleniem, by ktoś odszedł (w swoje życie, w swój świat), był kimś oddzielnym, niezależnym.

Może chodzić o tę osobę, która odeszła, porzuciła, opuściła, bez której wydaje się, że nie można żyć, ale może chodzić o coś zupełnie innego – o poczucie przegranej, porażki, przeświadczenie, że skoro ktoś mnie porzucił, znaczy nie jestem nic wart/a, jestem beznadziejny/a, a jeśli wybrał kogoś innego, znaczy, że jestem gorszy/a. Pragnienie i gorączkowe próby odzyskania „ukochanej osoby” nie mają wtedy z nią samą nic wspólnego. Chodzi tylko o to, by ukoić lęk, że nie jest się przegranym zerem i by udowodnić sobie swoją wartość, by wygrać, pokonać rywala i poczuć się znowu lepiej. A gdy się to uda, ukochany przestaje być taki ważny. Jego powrót miał tylko uspokoić wątpliwości porzuconego na temat własnej wartości!

Każdy z nas ma doświadczenie rozstania we wszystkich przełomowych momentach rozwoju (patrz: PSYCHIKA...) i dla każdego było to trudne przeżycie, dlatego pewnie zaliczycie się do więcej niż jednej z opisanych grup, a może i do wszystkich. Ale jakiś schemat radzenia sobie z rozstaniem będzie przeważał, co znaczy, że właśnie ten moment w rozwoju przysporzył wam najwięcej trudności i domaga się szczęśliwego zakończenia.

Ponieważ głównie pytacie o to, jak poradzić sobie z rozstaniem z ukochanym/ą, skupię się na tym. Pamiętajcie jednak, że to, jak radzicie sobie z utratą dziewczyny/chłopaka, pokazuje, czy jesteście sobie w stanie poradzić z bardziej dramatycznymi rozstaniami (owszem, są jeszcze bardziej dramatyczne!) – w końcu czekają każdego z nas, każdego dotyka śmierć i strata, od tego nie można uciec, są nieodłącznym elementem życia.

W momencie, gdy ktoś od was odchodzi, wydaje się, że nic gorszego nie może was spotkać. Im bardziej wtedy wariujecie z bólu i tęsknoty, im większa depresja czy obsesja was dopada, im bardziej osobom z zewnątrz wasze zachowanie wydaje się nieadekwatne do rzeczywistej straty, tym bardziej oznacza to, że obecna sytuacja uruchomiła całą lawinę uczuć dotyczącą zupełnie innych zdarzeń, jakiejś innej straty, w dzieciństwie a nawet w niemowlęctwie, których możecie nie pamiętać. W waszych emocjach fakt porzucenia was teraz łączy się z innym, dużo bardziej dramatycznym wydarzeniem, choćby dlatego tak dramatycznym, że przeżyliście je, nie będąc jako małe dziecko psychicznie na nie gotowym – wasza psychika nie umiała sobie wtedy z tym poradzić. Osoby, które straciły jednego z rodziców czy choćby zostały za wcześnie odstawione od piersi, oddane na wychowanie babci, opiekunce, do żłobka, trafiły na długo do szpitala czy były „tylko” emocjonalnie opuszczone, bo mama miała depresję albo jakieś wydarzenia w jej życiu skupiły jej uwagę na czymś innym niż na dziecku... dramatycznie przeżywają rozstania.

1 2 3 4 right

Przeczytaj inne arty

brak miłość i seks FAQ Nieśmiałość Wydaje się, że nieśmiałość nie jest taka zła. Nadaje tajemniczości, budzi w innych ciepłe uczucia...
brak miłość i seks FAQ Niesprawiedliwość losu... Czyli braki, wady i okaleczenia ciała Nie wszyscy są równie piękni, tak jak nie wszyscy równie inteligentni. Natura jednym dała więcej,...
brak miłość i seks FAQ Zdrada rodzica Rodzina, jaka jest, taka jest, ale ma być w komplecie. Tata z mamą mają być...

Komentarze_ 28


brak

monika18 powiem ci cos ... narzekasz na chlopaka ze zerwal z toba przez gadu czy tam tlen (no komunikator) a moze nie mial odwagi.. albo zrobilas cos ze on cie juz nie chcial widziec? wiesz ja tez kiedys tak zrobilem a to dlatego ze 2 razy mnie zdradzila ;/ za pierwszym razem wybaczylem ale tym razem juz nie mam ochoty na nia patrzec... wiec wiesz sprobuj zrozumiec i pomysl dlaczego to tak zrobil a nie przyszedl powiedziec ci to prosto w oczy.

brak

Kto z was jeszcze uważa że po komentarzach, i artykulach pani Lissewskiej czlowiek sie jeszcze gorzej czuje?

brak

fowewer zgadzam się z tobą w 100% :)

brak

"Nie oszukuj się, że teraz zostaniecie przyjaciółmi - może kiedyś, ale na pewno nie teraz, wszystko jest zbyt świeże." - nie zgadzam sie z tym. jakiś miesiąc temu rozstałem sie ze swoją dziewczyną, którą pokochałem całym soba. i kocham nadal. każdą jej najmniejszą cząstkę. bylismy tylko rok ale ja jestem chlopakiem, który nie zakochuje sie i nie odkochuje od tak. i jak czemuś sie poświecam to całym soba. a wracając do cytatu. rozstaliśmy sie bo tego chciała moja dziewczyna. stwierdziła, że jednak kocha mnie jak przyjaciela a nie jak chłopaka i chciałaby żebyśmy zostali przyjaciółmi. i zostaliśmy. ciąśko mi jest widywać ją i rozmawaić, nie mogąc pocałować czy złapać za rękę lub powiedzieć coś namiętnego. jest to dla mnie nawet bardzo bolesne, ale gdyby nie to ze jesteśmy przyjaciółmi to nie wiem jakbym bez niej wytrzymał. nie dałbym rady...a tak przynajmniej moge sie z nią spotykać i swobodnie rozmawiać.przynajmniej tyle dobrze jak nie mozemy być razem...chce żeby była szczęsliwa. tylko to sie dla mnie liczy. jeśli kogoś sie naprawde kocha to można poświęcić swoje szczęście dla TEJ innej osoby.a samemu cierpieć w milczeniu...

brak

monika18 ze mną też nie miał odwagi zerwwać. A dzień wcześniej jak się kłóciliśmy i próbowaliśmy o nas porozmawiać zapytałam czy chce ze mną być powiedział, że tak bo mnie kocha. A nie minęły 24h i koniec. Ale teraz po 7 miesiącach umiem cieszyć się życiem na nowo, a mój były jest wspaniałym kumplem.
evrael też się z Tobą zgadzam. Najlepiej po prostu mieć do siebie jakiś dystans i szacunek, ale przyjaźń jest nie możliwa, bo żyjesz ciągłą nadzieją, że może znów będziecie razem.
Krzysiek347 myśle, że czas nie leczy ran. On nas przyzwyczaja do bólu, ale potem po jakimś czasie, dzień, miesiąc, pół roku, może rok pojawia się nagle w Twoim życiu ktoś kto koi rany. Tak całkiem niespodziewanie. I znów świeci słońce. ;)

brak

Z wami mieli przynajmniej odwage rozstac sie patrząc wam prosto w oczy. ZE mna to przez komunikator zerwał :(.Dobrze,że mam internet bo pewnie sms-a bym dostała:(

brak

a ja popieram krzyska347. Jezeli zwiazek sie zakonczyl mimo wielkiej milosci to nie ma sensu robienie sobie nadzieji na przyjazn z ta osoba. Najlepiej pozegnac sie bez gniewu, zlosci i klotni zeby nie niszczyc pieknych wspomnien i zyc wlasnym zyciem. Przyjazn z kims kogo sie kocha jest niemozliwa...

brak

a jak poradzić sobie z zazdroscią? gdy chłopak odchodzi do innej...

brak

Jesteś taka obojętna. Na pewno nie byłoby ci łatwo gdybyś go bardzo kochała.

brak

Jak trzeba to trzeba ...

brak

Rozstac się z ukochanym chłopakiem... ja sobie tego nie wyobrażam;( To chyba najgorsze co może spotkac w życiu.

brak

Ja rozstałam się z moim chłopakiem z własnej woli.On chyba się nawet nie spodziewał że zdecyduję się od niego odejść.Ale czasem lepiej odejść i cierpieć po rozstaniu niż zostać i nadal być zabawką prawda ?

I potrzeba dużo czasu żeby się pogodzić z tym że mimo iż my cierpimy ziemia nadal się kręci a słońce wstaje każdego dnia..

brak

Zerwalam z chlopakiem,w ktorym bylam zakochana..Nie wiem dlaczego to zrobilam,ale najwidoczniej balam sie ze bede przez niego cierpiec..ale to ja cierpialam sama przez siebie.nie raz zastanawiam sie jak by to bylo gdybym nadal z nim byla,i to jest bolesne.bo znam go, i zostalismy przyjaciolmi,ale nie tak odrazu..na poacztku nie moglam zniesc tego rostania,plakalam,zalilam sie do kolezeanke,ale to nic nie pomoglo,nawet z nim rozmaialam ale on powiedziel,ze moze kiedys jeszcze bedzie cos miedzy nami. po tych slowach cos ze mnie sie obudzilo,myslalam ze on napewno juz jest z ta jego wielka przyjaciolka,ktora zawsze jest kolo niego...wogole co to za przyjazn jest? nie za bardzo mi to sie podobalo,ze ona mu wszystko dyktowala,miala nad nim poprostu wladze..on byl na jej skinieniem palca...teraz jestemy juz przyjaciolmi,ale kiedy widze ze jest z ta swoja przyjaciolka na spacerze,to az sie cos we mnie pali...i on dobrze o tym wie ze do niego nadal czuje to co czulam.ale nadal mi to robi. czy mu to sprawia przyjemnosc? a moze on naprawde kocha ta przyjaciolke,i co powinnam zrobic? bo nie chce o nim zapomniec,probowalam,ale nie moge..byl on moja taka prawdziwa miloscia i nie chce zeby to sie zmarnowalo..nie chce do konca zycia miecwyrzutow sumienia i nie chce juz cierpiec i udawac ze wszystko jest ok

brak

Uważam że lepiej jest nie spotykać się i nie widzieć więcej osoby z którą się było, zawsze, gdy utrzymuje się kontakt, to jedna z dwócxh osós z byłęgo związku cos nadla czuje, co nie poprawia kontaktów, a jest wręcz krępujące, , prawdą jest, ze nie chodzi o to zeby zakońcxzyc związek w kółótni, ale jeśli to zgoda, to i tak lepiej na oczy nie widzieć juz tej osoby, wtedy łatwiej zapomnieć, i przeżyć smutek samemu, niż, pisząc, i spotykająć osobę z którą się było. Jak to napisane zostało w pewnym rozdziale..., ze w końcu przejdzie..., czas leczy rany, , smutne jest rozstanie, ale jest częscią życia i tak juz jest, , nawet jeśli bardzo boli,,,, wydajhe mi się, też że można kochac kogoś, kto nas juz niekocha, ale związku z tą sosobą nie będzie dobrego...., bo skoro nic do nas nie czuje, to raptem nie zacznie, , jeśli to juz za nami:).. Smutne są rozstania, i nie zawsze dadzą się przy okazji zakończyc zgodą, no jeśli wynikają ze zdrady, czy wtedy dojrzałym rozstaniem jets pożegnanie się?, , myśle, że nie.....

brak

Jestem tu od przekazywania Wam wiedzy a nie przedstawiania swojego osobistego zdania.
Uczucia nie podlegają dyskusji, choć czasem warto się im przyjrzeć, z czego wynikają.

brak

to mam ostatnie pytanie : czy można kochać kogoś kto już przestał nas kochać (pani zdaniem oczywiście)

brak

Innej sugestii nie mam, bezpośrednia rozmowa z dobrym terapeutą na pewno by Ci pomogła spojrzeć na to inaczej. Ale chyba nie chcesz widzieć tego inaczej. Gdybyś zmienił zdanie, może będę mogła podpowiedzieć, gdzie szukać dobrego psychoterapeuty.

brak

właściwie to opowiedziałem Tobie wszystko, ponieważ w artykule w ostatnich słowach zauważyłem że jest mi potrzebna psychoterapia oczywiście wg Ciebie, ja sam miałem dużo do czynienia z psychologią i pedagogiką(mgr nie mam niestety) i tak nie uważam. To że tęsknię za nią to chyba nie jest tkwienie w nieistniejącym związku. Artykuły może przeczytam , bo każdy Twój artykuł nasuwa mi tylko kolejne wątpliwośi (ale są bardzo dobre) To nie moja wina że nie pdoba mi sie żadna inna dziewczyna tylko akurat ta, cieszę się z jej szczęści i nie nachodzę jej i nie burze jej życia a wręcz przeciwnie unikam jej w niektórych sytuacjach. Jeśli uważasz że to czysta zazdrość albo moje ego i poczucie braku wartości to powiedz i jakoś to skomentuj. Chociaż minęły 2 lata to chyba nie powinienem szukać jakieś dziewczyny na siłę do "pocieszenia" co nie , więc co mam zrobić (oczywiście bez sugestii że mam iść do psychoterapeuty)

brak

i nie obrażam się tylko jeśli zobligowałaś się do udzielania odpowiedzi internautom to odpowiedz jeśli możesz, a nie odpisujesz coś w stylu poszukaj w tekści. Tekst jest ogólny a przypadki konkretne.

brak

Sorry, w komentarzach i w mailach nie jest możliwa psychoterapia ani nawet poważna rozmowa. Poczytaj resztę artykułów, np. WIELKA MIŁOŚĆ, JAK DOBRAĆ PARTNERA, PSYCHIKA..., może zrozumiesz o czym piszę i znajdziesz odpowiedź na moje "retoryczne pytania". Odpowiedzi musisz szukać sam, ja jej nie znam, zwłaszcza bez bezpośredniego kontaktu, jedynie mogę naprowadzać, co staram sie czynić w artykułach.

brak

Zmaiana już dawno nastąpiła a podstawową cechą zmiany jest jej nieodwracalność. Jeśli chcesz powiedzieć że nie ma prawdziwej miłości to powiedz- ja nie wiem bo nie mam tylu lat co ty pewnie. Z artkułu wywnioskowałem że uważasz że miłość to właściwie egoistyczny stan czerpania korzyści z bycia z drugą osobą, a ja uważam że miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby kosztem wyrzeczenia się nawet korzyści właśnych. Ludzie powinni się że nić dla drugiej osoby z którą chcą być dla jej dobra, a nie dla siebie( tak odebrałem ten artykuł bo pisałaś że związek składa się z 2 całości i nie ma żadnej wspólnoty, ale popraw mnie jeśli się mylę) I nie tkwię w nieistniejącym związku bo tak sie nawet nie da ta metafora jest bardzo nietrafina, bo co najwyżej żyję przeszłością. Skoro wiesz to mi owiedz po co to mi służy, a nie zadawaj pytań retorycznych, bo ja nie jestem tak inteligentny jak TY.

brak

Nie obrażaj się na mnie - nie zbywam Cię tylko próbuję pokazać, że wyczytujesz w tekstach to, co pasuje Ci do Twojego sposobu myślenia, a nie zauważasz tego, co mogłoby zmienić Twój punkt widzenia. To typowy mechanizm obronny przed zmianą. A dyskusji z zakochanym o prawdziwości jego uczuć lepiej nie podejmować, nie ma sensu. Tymczasem może warto zastanowić się, po co wciąż tkwisz w tamtym nieistniejącym już związku. Czemu to służy? Bo czemuś NA PEWNO.

brak

i uważam że kocham tą dziewczynę bo nie zatrzymywałem jej na siłę (może na początku póki sobie nieuswiadomiłem pewnej rzeczy) tylko zawsze kierowałem się jej dobrem i pomogłem jej nawet w tym żeby mnie rzuciła(chociaż to brzmi paradoksalnie). Ale pomogłem jej przez kulturalną rozmowę, a nie przez prowokowanie głupim zachowaniem(jak inni zwykli to robić).BARDZO ZA NIą TęSKNIę I BRAKUJE MI ROZMóW Z NIą I TEGO żEBY MNIE CZASAMI PRZYTULIłA JAK JEST MI SMUTNO

brak

nie wiem po co to piszę bo raz w artykule nie ma nic o prawdziwej miłości, a dwa to to że odpowiedzi sprowadzają się do tego , że mam uważnie przeczytać artykuł(jakbym, tego nie zrobił)

brak

nie ukrywam że ja mam taki problem bo kocham pewną dziewczynę mimo że od naszego rozstania minęły 2 lata(ona mnie rzuciła). Na pooczątku była to może lekka depresja, ale teraz życzę jej jak najlepiej w nowym związku, ale ciągle mi jej brakuję i nie ukrywam że jestem trochę może zazdrosny. Czuję że ta osoba jest mi bliska i chciałbym żeby była blisko mnie nawet jesśli maiałaby być tylko przyjaciółką. Nie sądzę że jest mi potrzbna psychoterapia, bo jedynym lekarstwem byłoby wymazanie mi pamięci ,a na tym chyba ona nie polega(psychoterapia oczywiście)

brak

naprawdę nizłe tylko ostatnie słowa to połowiczna prawda bo co niby z prawdziwą miłością. Można przecież kochać kogoś kto nas zostawił i nawet mimo tego, że nie kocha nas już wogóle

brak

Tekst napisany naprawdę ślicznie.
Ukazuje sedno sprawy zwłaszcza że rozstanie jest to fakt o którym nie zwykło mówić się w na co dzień...
Chciałbym podziękować za tą pracę w imieniu rzeszy ludzi którzy miast pożegnania wystarcza milczenie, zawiść czy jakieś „nara”.

Dodaj komentarz