Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Psychika czyli odkrywanie zaginionego lądu

4 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2005-11-08
Odsłony: 27669

Oczekujecie ode mnie dobrych rad, które szybko i skutecznie rozwiążą wasze problemy i ukoją niepokój. Macie mi za złe, że ich nie udzielam i jesteście przekonani, że mam to coś, czego potrzebujecie, i z łatwością mogłabym dać, gdybym tylko chciała, ale złośliwie nie chcę wam pomóc. W zamian za to każę czytać i myśleć, albo jeszcze gorzej – interpretuję, o czym piszecie tak, jak wam nigdy nie przyszłoby do głowy, mam jakieś absurdalne pomysły, jakieś idiotyczne, freudowskie teorie, a wy przecież tylko chcecie wiedzieć, co robić.

Nie mówię oczywiście o prostych wskazówkach na temat antykoncepcji, stulejki czy higieny intymnej. Mówię (piszę) o problemach osobistych, które ujawniają się już przy okazji wielkości penisa czy biustu, niechcianej ciąży, masturbacji, nie mówiąc o problemach miłosnych.

Pierwszym problemem, z jakim się borykam jako psychoterapeuta, jest to, że większość z was nie uznaje istnienia podświadomości. Niby niektórzy godzą się z tym, ale do czasu, gdy im powiedzieć, że właśnie robią coś nieświadomie, zupełnie coś innego, niż myślą że robią, że to, co właśnie powiedzieli, napisali, zrobili, wyśnili, jest przejawem ich podświadomych pragnień, impulsów i mechanizmów.

Psychoanalitycy mówią, że człowiecza duma najgłębiej została zraniona (tzw. rana narcystyczna, o czym potem), gdy: Kopernik odkrył, że to nie Ziemia jest centrum świata, lecz tylko krąży wokół słońca, Darwin – nasze pochodzenie od małp i wreszcie Freud – istnienie podświadomości, a więc takiej instancji w naszej psychice, która rządzi nami, a nie my nią, i na którą nie mamy wpływu. Wprawdzie o jej istnieniu wiedzieli już 5 tysięcy lat temu Chińczycy, tworząc system filozoficzny feng shui (oparty na tym, że 99% bodźców dociera do nas i na nas wpływa bez naszej świadomości), ale wciąż są tacy, którzy obśmiewają istnienie podświadomości. Rzeczywiście, nie da się jej zobaczyć pod mikroskopem, amerykańscy uczeni nie wyekstrahowali substancji-dowodu na nią, dopiero ostatnio współczesna neurofizjologia stwierdza wpływ wydarzeń życiowych i traum na zmiany w mózgu, a więc doświadczenie psychoterapeutów potwierdzają naukowcy.

Sama dobrze wiem, jak to irytuje (aby być psychoterapeutą, przeszłam wiele lat własnej psychoterapii), gdy ktoś mówi, oczywiście nie wprost, ale taki jest tego wydźwięk: „to, co myślisz na swój temat, jest nieprawdą, podświadomie zrobiłeś właśnie to i to, a nie to, co mówisz”. Ale wielokrotnie musiałam potem przyznać, że tak właśnie jest: zaspokajałam swoje potrzeby, radziłam sobie z impulsami i konfliktami wewnętrznymi w pokrętny i nieuświadamiany sposób. Lata doświadczenia jako pacjent i psychoterapeuta pozwalają wysnuwać mi pewne wnioski z waszego zachowania, z tego, co opisujecie. Czasem mogę się mylić, ale przeważnie któraś z moich interpretacji jest trafna (zazwyczaj wysuwam kilka). Oczywiście pisanie e-maili czy komentarzy to nie to samo co psychoterapia – bezpośrednia relacja z drugim człowiekiem, któremu w bezpośrednim kontakcie ze mną wymykają się różne „przejawy podświadomości”, ale... wiele waszych wypowiedzi jest wyrazem „klasycznych” emocjonalnych problemów. To także trudno przyjąć – że robimy to samo co inni, kierują nami te same mechanizmy, że jesteśmy jakoś tam przewidywalni i do opisania, a tak by chciało się być wyjątkowym i niepowtarzalnym. ;) Większość myśli, że ich problemy są unikatowe i ten, kto ich nie ma (a nikt inny nie ma, bo przecież są unikatowe), nie jest w stanie ich zrozumieć. By bronić złudzenia o byciu jedynym i wyjątkowym, wielu z was nie przyjmuje pomocy.

I może nie powinnam tego robić – interpretować bez waszej zgody (gdy ktoś sam przychodzi na terapię, przynajmniej w deklaracji tę zgodę wyraża), ale robię to, bo mam nadzieję, że może jakoś się przedrę przez wasz opór i pomogę jakąś uwagą – coś z podświadomości przedrze się do świadomości, coś was olśni i dalej już będziecie sami wiedzieć, co robić. Oczywiście na ogół jest odwrotnie – większość z was jeży się, obraża, udowadnia za wszelką cenę, że się mylę albo obrzuca inwektywami i zarzuca wypisywanie bzdur. Cóż, oprócz niechęci do słuchania „mądrzejszych”, typowej dla nastolatków :), oprócz lęku, że was oceniam, krytykuję albo chcę przerobić, działa tu odwieczny mechanizm oporu.

1 2 3 4 5 6 7 8 right

Przeczytaj inne arty

brak miłość i seks FAQ Nieśmiałość Wydaje się, że nieśmiałość nie jest taka zła. Nadaje tajemniczości, budzi w innych ciepłe uczucia...
brak miłość i seks FAQ Niesprawiedliwość losu... Czyli braki, wady i okaleczenia ciała Nie wszyscy są równie piękni, tak jak nie wszyscy równie inteligentni. Natura jednym dała więcej,...
brak miłość i seks FAQ Zdrada rodzica Rodzina, jaka jest, taka jest, ale ma być w komplecie. Tata z mamą mają być...

Komentarze_ 4


brak

Jeśli robisz z kogoś ideał, nie widzisz żadnych wad, szarości, tylko białe barwy, znaczy że nie chcesz widzieć rzeczywistości. Ale zgadzam się, że w pewnych momentach warto ulec temu mechanizmowi, byle nie za bardzo - gdyby nie idealizacja, nikt by się nie zakochał, nikt by nie podjął zmian w swoim życiu w imię nowej idei, czy idąc za jakimś przewodnikiem. Problem w tym, żeby idealizacja nie była zbyt silna, bo jak już nieraz napisałam - im silniejsza, tym potem większa dewaluacja, a wtedy miłość zamieni się w niechęć, nowe życie weźmie w łeb, a autorytet zmieni się nagle w durnia... A szkoda, lepiej widzieć w kimś dobre strony i czerpać z nich, i widzieć wady i nauczyć się je akceptować. Wtedy życie jest o wiele łatwiejsze.

brak

Tylko z jednym się nie zgadzam ideały istnieją i w wielu przypadkach nie jest to spowosdowane "zjawiskiem"idealizacji...Jest grupa ludzi, u których pomimo usilnych starań (naprawde staram się się czepiać) i znam ich naprawde dobrze nie jest to chwilowa fascynacja nowymi osobościami, nie znajduję w nich żadnych wad...i nawet oni sami starają się mi pokazać że nie są idealni ...ale są i ja nic na to nie poradzę:):):) ale to dobrze świat jest przez to piękniejszy. pozatym jeśli przyjmiemy że ideałów nie ma i że postrzeganie kogoś w ten sposób jest tylko skudkiem "psychologicznego mechanizmu obronnego" nawet ich nie szukamy a szukanie ideału, autorytetu to moim zdaniem co zmusza do opserwacji świata zmusza i stymuluje do twurczego działania. nie chgodzi mi o bez krytyczne przyjmowanie wzorców ale branie z wielu osób z tego co najlepsze(do mojej loży ideałów wchodzi wiele osób i każdy z nich jest inny). Idealnym można być na wiele sposobów. choć nie ukrywam że zdaje sobie sprawę z tego że pojęcie iodału to duże słowo często nadurzywane.

brak

"ja mały śmieszy człowiek" Ten tekst jest genialny..." chociasz to troche dziwne bo obala on teorję że każdy z nas jest wyjątkowy jedyny i niepowtarzalny że każdy jest w pewnym stopniu "przewidywalny". To dziwne ludzie przerzyweają różne uczucia podejmują wiele decyzji zmagają się z wyborami, towarzyszą im różne częsyo skraje emocje...i sami często nie wiedzą jak postąpią...podczas gdy każda ich postawa , zachowanie zostało już rozpoznane , nazwane, sklasyfikowane i jest opisane w jakimś "mądrym podręczniku dla studentów psychologji" . świadomość swojego rodzaju przewidywalności w pierwszym momęcie wywołała hmm rodzaj wewnętrznego buntu...Bo przeciesz to znaczy że ja też nie mam w sobie nic wyjątkowego...ale patrząc na to inaczej to jacy jesteśmy nie jest nie zmienne i możliwe do naprawienia wymaga tylko poznania własnej osoby i kierującymi nioą mechanizmami:):):):)wcześniej pojęcie podświadomości wydawało mi się apstrakcją ale teraz:):):):)

brak

"Mogę się założyć, że KAŻDY z was czytając moje teksty wyłapuje to, co mu pasuje do koncepcji na życie i usprawiedliwia jego postępowania, a nie zauważa tego, co kłóci się z jego obrazem siebie i świata."

Zakład przegrany. :) Czytałem już różne Pani teksty - trochę z braku "lepszego" zajęcia, trochę z samego zaciekawienia Pani osobą - ale żaden z nich nie wpłynął na moje osądy moralne. Czasem mam wrażenie, że nawet taki ukryty między wierszami cel jest (po co np. podszyte absurdami przywoływanie relatywizmu w artykule "Grzech"?), ale i to nie ma znaczenia.

Autentyczna moralność nie powstaje z syntezy czy własnej twórczości, jako jedynie szczebelek do "Szczęścia", ale jest wynikiem pełnej akceptacji doktryny.

Pozdrawiam.

Dodaj komentarz