Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Wakacyjna miłość, miłość na odległość

Data dodania: 2005-07-04
Odsłony: 31573

To wprawdzie dwie oddzielne sprawy i ci, którzy kochają na odległość mogą być oburzeni, że ich miłość porównuję do wakacyjnej, ale...
I miłość, która przetrwa wakacje, i miłość na odległość, narażone są na długie rozstania, fizyczną odległość i kontynuację głównie przez telefon i internet. Obie też łączy obawa - czy odległość ich nie zniszczy.
Kiedyś pisało się romantyczne listy w kopertach i z utęsknieniem zaglądało do skrzynki na listy, teraz droga elektroniczna przyśpieszyła kontakt, ale nie zmieniła najważniejszej przeszkody - braku fizycznej bliskości i bezpośredniego kontaktu.

Bez względu na to, czy mowa o miłości wakacyjnej i jej szansach na przetrwanie, choćby do postaci miłości na odległość, czy o długotrwałej miłości na odległość, czy w ogóle o zakochaniu, ten tekst dotyczy wszystkich - "wakacyjną miłość" i jej konsekwencje, gdy trzeba żyć oddzielnie, można przeżyć w wieku kilkudziesięciu lat w szarym mieście, w pracy...

Wakacje to szczególny czas - czas oderwania od normalnego życia. Oddalenie od trudów codzienności i zazwyczaj niecodzienna sceneria (krajobrazy, zapachy, kolory, temperatura...) sprzyjają uniesieniom serca i ucieczce od rzeczywistości. Miłość zawsze na początku jest związana z taką ucieczką. Faza idealizacji jest niezbędna - trzeba przymknąć oczy na niedostatki ukochanej osoby, na sygnały zapowiadające kłopoty w tej relacji, inaczej nikt w nikim by się nie zakochał, nie zrobił pierwszego kroku, nie "wpadł" w związek. Dobrze jednak, gdy idealizacja nie jest zbyt wielka, bo im większa, tym z większej wysokości potem "upadek na ziemię" i większość go nie wytrzymuje, rozczarowanie jest tak duże, że związek się rozpada. Nadmiernej idealizacji sprzyja długie oczekiwanie na miłość, duży głód emocjonalny, poczucie niskiej wartości.

Nie da się ukryć - pod wpływem miłości piękniejemy fizycznie i na duszy. Nowy chłopak/dziewczyna to nadzieja na spełnienie pragnień, to cudowne złudzenie, że wreszcie zaznacie ulgi, bo wasze potrzeby zostaną zaspokojone w pełni. Dzięki temu czujecie się super szczęśliwi, a przez to stajecie się mili i dobrzy. W takim stanie ducha ujawnia się tylko słodka część osobowości. Dodatkowo zachwyt w czyichś oczach pozwala zapomnieć o własnych przywarach - staracie się być tacy, jak wasze odbicie w zakochanych oczach, wydaje wam się, że już na wieki cudownie zmieniliście się na lepsze. W tych samych różowych barwach widzicie ukochanego i w ogóle cały świat. Żyć nie umierać! Nic więc dziwnego, że niechętnie dopuszczacie do świadomości zgrzyty, rysy na pięknym obrazku i staracie się przedłużyć taki stan. Im ktoś miał w sobie większy głód miłości, bycia ważnym, zachwycającym, upragnionym, jedynym, tym trudniej mu będzie widzieć rzeczywistość i partnera takimi, jakimi są. Niestety rzeczywistość jest okrutna, nie można się długo oszukiwać, jeśli jest się blisko siebie, w realnym świecie, a nie w zachodach słońca nad morzem, w obłokach wśród szczytów gór, w zacisznym namiocie lub we własnej wyobraźni, gdy ukochany/a po drugiej stronie sieci.

Wakacyjny czas i późniejszy brak bezpośredniego kontaktu to świetne warunki dla tworzenia fantastycznych wyobrażeń na temat ukochanej/go, z których w dodatku nie ma jak być wyprowadzonym z błędu, bo wiadomo - w listach i rozmowach telefonicznych można podtrzymywać złudzenia, nie ma prawdziwej konfrontacji.
Związek realny a nie wirtualny wychodzi z fazy idealizacji w fazę testowania rzeczywistości i wtedy dopiero okazuje się, czy jest to miłość czy nie. Jeśli partnerzy są w stanie przeżyć rozczarowanie, zobaczyć tego drugiego w całości, dołączyć do jego cudownych cech także te, które miewa na co dzień, niekoniecznie takie, jakie ma się w miłosnym uniesieniu, to związek ma szansę przetrwać długie lata. Jednak dla wielu, czas poznawania prawdziwego siebie i partnera oraz tworzenia związku na realnych podstawach jest tak trudny, że są w stanie przetrwać tylko fazę oczarowania, zakochują się więc wciąż od nowa. Tłumaczą to niemożnością znalezienia "tej właściwej osoby", choć prawda jest taka, że ideału, jakiego szukają, nie ma na świecie. Inni podtrzymują złudzenia byciem w związkach wirtualnych.

Miłość wakacyjna nie jest odporna na powrót do domów, do szarej codzienności. Piękne wspomnienia wypierane są przez rzeczywistość, rozłąka sprawia, że gubicie w sobie obiekt wakacyjnej miłości. Przyczyna tego jest prosta - nie miał szans zakotwiczyć się w waszym świecie wewnętrznym, nie tylko dlatego, że zbyt krótko byliście blisko, ale przede wszystkim dlatego, że na stałe zagościć w nas może tylko ktoś realny, w całości, a nie jego jedna ze stron, wyidelizowana i mało realna. Tylko rzeczywisty człowiek, z którym łączą nas i dobre i smutne przeżycia, z którym mamy doświadczenie nie tylko dobrych chwil, ale i takie, że negatywne uczucia nie zniszczyły tej relacji, że przetrwała ona i zawody, i kryzysy, i dziejowe burze, może zainstalować się w nas na stałe i wtedy żadna rozłąka nie zniszczy tego związku (nawet, gdy fizycznie rozstaniemy się na zawsze, będziemy mieć w sobie dobre obrazy pozwalające przetrwać trudne chwile).

Dlatego też miłość na odległość możliwa jest, gdy para ma za sobą jakiś czas wspólnego życia na dobre i na złe. W innym razie, to raczej podtrzymywanie nadziei, które czasem szczęśliwie się kończy, gdy ukochani na odległość wytrzymają brak realnej bliskości i w końcu połączą się, a następnie przetrwają czas testowania rzeczywistości, konfrontacji z prawdziwym partnerem, rozczarowania i ponownego zbliżania się już jako dwie realne dla siebie osoby. Zdarza się, że to się udaje. Zależy od tego, jaką funkcję pełniła miłość na odległość. Jeśli wynikała z lęku przed realną bliskością i konfrontacją cudownych złudzeń i wiecznej nadziei ze zwyczajnym życiem, jeśli służyła podtrzymaniu swojego obrazu jako wyjątkowej osoby, ma małe szanse na przyszłość. Chyba że w trakcie partnerzy ewoluują, pracują nad sobą, dojrzewają i stają się zdolni do stworzenia związku. Jeśli jednak nie dążą do zmiany statusu ich "związku" (cudzysłów dla odróżnienia od związków, w których partnerzy wspólnie borykają się z życiem), wymyślają racjonalne powody, dla których muszą być oddzielnie, zamiast starać się to zmienić za wszelką cenę, należy podejrzewać, że ten sposób na bycie razem jest dla nich łatwiejszy (mimo deklarowania, jak im trudno), wygodniejszy, coś im załatwia. Są zresztą pary, które żyją tak całe życie i to jest ich sposób (np. marynarze i ich żony), gorzej gdy życie zmusi ich do bycia razem (np. emerytura), wtedy okazuje się, że nie umieją tego, wiecznie się kłócą lub rozstają.

Jeśli więc ktoś z was ma skłonności do wchodzenia w związki na odległość, niech pomyśli, czy przypadkiem nie boi się bliskości ze wszystkimi jej aspektami - zależnością, koniecznością liczenia się z partnerem, rezygnacją z własnych potrzeb na rzecz związku, poświęceniem, troską, z częstą obecnością, kontaktem fizycznym, ale także z kłótniami, pretensjami (jak to w życiu), wspólnymi problemami...

A co do miłości wakacyjnej: to cudowne chwile, warto jednak pod wpływem wakacyjnych uniesień nie podejmować żadnych decyzji, bo czas powrotu na ziemię jest nieunikniony!


Przeczytaj inne arty

brak miłość i seks FAQ Nieśmiałość Wydaje się, że nieśmiałość nie jest taka zła. Nadaje tajemniczości, budzi w innych ciepłe uczucia...
brak miłość i seks FAQ Niesprawiedliwość losu... Czyli braki, wady i okaleczenia ciała Nie wszyscy są równie piękni, tak jak nie wszyscy równie inteligentni. Natura jednym dała więcej,...
brak miłość i seks FAQ Zdrada rodzica Rodzina, jaka jest, taka jest, ale ma być w komplecie. Tata z mamą mają być...

Nowe artykuły_

RSS RSS
ENEMEF: MARATON SUPERBOHATERÓW Z PREMIERĄ LIGI SPRAWIEDLIWOŚCIfilmy
ENEMEF: PODWÓJNA NOC GROZY I HORRORÓWfilmy
ENEMEF: MARATON STRACHU Z PREMIERĄ KRUCYFIKSUfilmy
Fałszywy pocałunek - recenzjaksiążki
Zapiski z Rakki. Ucieczka z państwa islamskiegoksiążki
Recenzja: Misery – pisarz i jego najzagorzalsza fankaksiążki
ENEMEF: MINIMARATON KINGSMANA Z KINGSMANEM 2filmy
Szkoda błęduwasze wiersze
Anna Lissewska Masz pytanie, ale boisz się zapytać? Sprawdź moje odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania dotyczące miłości i seksu! Anna Lissewska



Ostatnie komentarze_

2017-11-16 14:26:45
title Mi sie wydaje ze ten
2017-10-23 23:07:16
title Hejka to znowu ja. Ostatnio
2017-09-21 14:30:21
title Płakałam, czytając Twój artykuł. Szczerze?
2017-09-20 16:50:32
title Wow! Mega okładka. Rzadko kiedy

Komentarze_ 44


brak

A nas dzieli 5100 km. Sporawo, co?

brak

Nas dzieli ponad z 2500 km. On Neapol , ja Warszawa. On ma 32 lata, ja 18..Jestesmy razem 2 lata i mam nadzieje ze bedziemy zawsze.

brak

Ja z mariuszem poznalismy sie gdy mielismy po 3 latka:) poczatkkowo to byla tylko zwykla przyjazn on mieszka w niemczech a ja miezkalam w polsce !!! dzielilo nas 830 km. gdy mielismy po jaies 15 lat przyjaz zaczela sie przeradzac w cos wiecej:) pierwszy ßpocalunek z nim pierwsy stosunek rowniez:) bylismy szczesliwi choc spotykalismy sie roz lub dw razy w roku! gdy mialam niecale 17 lat popelnila najwiekszy blad w moim zyciu!!! postanowilam odejsc od mariusz :( poszlam do niego dzien przed moim powrotem do polski to byly wakacje 2004 :( powiedzialam mu ze niewidze sensu takiego zycia na odleglaosc!!! porozmawialismy chwile mariusz nieprotestowal!!! pozegnalam sie i poszlam w kierunku domu siostry gdzie bylam na wkacjach mariusz tylko powiedziall sonia stoj ale ja juz plakalam i niechcialam zeby on widzial moj lzy!! nastepneg dnia wrocilam do polski :( wyjezdzajac czolam ze juz nicmiedzy nami nigdy nie bedzie caladroge plakalam i zalowalam tego co zrobilam. po dwoch dniach w polsce zaczelam miec mdlosci okazalo sie ze jestem w ciazy tego samego dnia zadzwonilam do mariusza bylam pewnae powie ze mam sie nie martwic i ze jakos damy rade zemnie samej nie zostawi !!! ale on tylko powiedzial ze sie wyprze i powie ze nigdy ze mna nie spal:( bylam zalamana :( zeczywiscie tak zrobiul byly robione dna i wyszlo ze jest jego corka. Tak wiec dzi mam po mojej wielkiej pierwszej wakacyjnej milosci sliczna coreczke . dzis mnie i mariusza dzieli tylko 10 km ale nie jestesmy razem rozmawiamy ze soba zewzgledu na laure :) jest jak narazie dobrym ojcem:) ja sie nie odzywam choc nadal go kocham calym sercem ale niechce mojej corce niszczys kontaktu z ojcem:) tak wiec dziewczyny nigdy nic niewieadomo ja mieszkalam 830 km od mojego ukochanego i bylismy szczesliwi a terazmieszka dziesiec i jest zupelnie inaczej :(

brak

Dziś jestem 5 mies. 19 dni ze swoim chłopakiem.

Tak, to związek na odległość. Współczuje osobom które mają 300 itp km do swojej 2 połówki. Ale nie można sie poddawać! Nie ważne są kilometry, ważne jak się kocha. Ja mam 49 km. Spotykamy się tak często jak mozemy. On ma tu rodzine i jest łatwiej. Mimo że kilometry są przeszkodą, to nasza miłośc wciąż trwa.

Ile znam związków na odległośc, które dziś są razem se sobą szczesliwe? Mają rodzine, dom, prace... Ja wierze że nam sie uda.

brak

moja milosc, ogromna i jedyna zaczela sie zupelnie niespodziewania, wlasnie w wakacje, 4 i pol roku temu. Z powodu tego ze oboje jestesmy dosc specyficznymi osobami i nas zwiazek jest zupelnie odciety od normy rowniez i nasza milosc zrodzila sie dosc niezwykle. nie wiem ktore z nas bardziej staralo sie wmawiac sobie ze nic nie czuje... ale za kazdym razem, przy kazdym spotkaniu, gdy nasz wzrok sie spotykal gdy jego dlonie byly blisko... mnei nei bylo. ja bylam tylko jego. oboje mielismy silne charaktery i powodzenie i plci przeciwnej, z ktora z reguly nie wiazalismy sie uczuciowo, jednakze oboje uprzednio bardzo probowalismy kochac. nie wyszlo. gdy trafilismy na siebie... gdy juz bylismy obok- nalezyelismy do siebie. nigdy nie padlo- jestesmy razem, kocham cie, bede za toba tesknic. poprostu trwalismy tak. znajac siebie na wylot. mmo naszej szczeniackosci, bylismy na PUSTE slowa zbyt dojrzali. on wyjechal. dlaleko. do koreii poludniowej. jego rodzice byli dyplomatami i mimo ze polskie pochodzenie i rodzina tutaj mieszkali w koreii na placowce. wyjechal. plakalam. ja plakalam- wtedy nie moglam w to uwirzyc. ja- tesknielam.!?
moi najlepsi przyjaciele byli jego kuzynostwem. przez nich to zreszta go poznalam. widzieli co sie stalo... jak opisali- jeszcze o tym nie wiecie ale przepadliscie zupelnie. oboje temu przeczylismy. nie bylo miedzy nami zadnych zobowiazan, zadnych obietnic. teoretycznie nie bylo zadnych NAS, a jednak bylismy... probowalam zapomniec- szukalam milosci, uczucia jakie znalazlam w nim... nic nie czulam. on rowniez nie proznowal. lecz oboje szukalismy tego co juz mielismy, czas mial nas o tym przekonac... mimo proby zapomnienia byly maile, caly rok. nadeszly wakacje. z nowu bylismy "w domu". bylo to bardziej dojrzale o kilka krokow naprzod. wyjechal... wiedzialam ze kocham . on rowniez to wiedzial. byly maile- nie probowalam nikogo juz szukac... on tez wiedzial ze kocha mnie. nastepne wakacje byly tymi w ktorych wrocil na stale do polski. balam sie. nie slusznie. u nas wszystko przychodzi zupelnie naturalnie. dlatego gdy tego 3 lata sie spotkalismy naturalne bylo ze mieszalismy razem, ze spalismy razem, ze znowu bylismy razem. bylo tak jakby to byla najnaturalniejsza rzecz na swiecie. jakby moja dlon zawsze byla w jego. oboje wiedzielismy jak bardzo siebie kochamy. porpostu bylismy ze soba. do dzis mamy problem z data bo dla nas jest tak jakbysmy zawsze... zawsze siebie kochali.
zamieszakl w polsce, al enie w tym samym miescie. znowu odleglosc, ktora tym razem wydawala sie niczym. spotykalismy sie czesto... a nas zwiazek ewoluuowal. mielismy duzo problemow, ktore mijalimy razem, dojrzewalismy razem, zmienialismy sie wzajemnie. on sprawil ze moje zycie ma sens. minal rok. wakacje spedzilismy razem kazdy dzien kazda noc. mazury, paryz... bylo cudownie, a my jak wiecznie pelne namietnosci zupelnie kochajace i znajace sie od zawsze malzenstwo. teraz jestem w stanach. wyjechalam. pierwotnie na rok, lecz wracam w styczniu. bo juz wiem, juz wiem na pewno on jest tym jedynym, od jest moim domem juz nigdy nie chce byc bez niego. w przyszlym roku idzeimy razem na studia, znowu za granice, lecz razem. wspolne mieszkanie, wspolna rodzina i kazdy dzien razem... warto jest. warto jest zyc dla takiej milosci. milosc na odleglosc moze ci bardzo dzuo o czlowieku powiedziec, jest najwieksza proba milosci.
kocham go i wiem ze zawsze bede.

brak

ja tez bylam w milosci na odleglosc... bylam bo juz jestesmy razem bez zadnych przeszkod;) aczkolwiek trwalismy w takim stanie przez 4lata... nie zalujemy ani jednego oddzielnego dnia! teraz dzieki temu mozemy sie cieszyc soba na codzien :) a zaczynalismy mozna powiedziec szczeniacko, nikt w nas nie wierzyl a tu prosze... ;) warto czekac! i warto ufac;)

brak

eh..sama bylam w zwiazku na odleglosc ok300 km..bylismy razme rok(najwspanialszy rok mojeo zycia)ale cos sie popsulo..aa nie pojechalamw te wakacje tam do rodzinyw jego miescowosci...i sie rozstalismy....poznal inna...ja bylam zalamana......byli razem kilka dni..potem byla nastepna....i wlasnie woczoraj go zostawila....znow piszemy jak keidys...ale ja go chyba kocham nadal...jest najlepszym przyjacielem mimo ze mnie ranil...ale jak z nim bylam to bylo cos wspanialego..czulam jak by byl blisko....ale czas pokaze...narazie przyjazn..

brak

Będąc na kolonii poznałam fajnego chłopaka... polubiliśmy sie, spedzalismy ze soba wiele czasu. w koncu zaczeliśmy cos do siebie czuć. chodzilismy ze soba za ręke i robilismy wszystko co zwyczajne pary. Nistety te 3 tygodnie mineły bardzo szybko i trzeba było sie rozstac. On mieszka 200 km ode mnie. Obiecaliśmy sobie ze pojedziemy w przyszłym roku razem na kolonie... Staramy sie jak najczęściej ze soba spotykac... teraz planuje do mnie na urodziny przyjechac. cały czas o nim mysle od czasu koloni i nie moge przestac :( wszystko mi sie z nim kojarzy. próbowałam o nim zapomniec wiazac sie z innymi chłopakami ale to nic nie dało... czy to mozliwe ze mozna pokochac kogoś w tak wczesnym wieku?? Przeciez ja mam dopiero tylko 13 lat.

brak

Witam wszystkich!!! w moim życiu jakoś tak sie ulozylo ze prawie wszystkie byly na odleglosc. Jeden z nich byl bardzo dla mnie wazny ale niestety sie rozpadl przez dzielaca nas odleglosc. Dopiero niedawno doszlam do wniosku ze to nie przez ta odleglosc taylko przez niedojrzalosc chlopaka z ktorym bylam. Przestalam wierzyc w takie zwiazki... ale po jakims czasie poznalam fantastycznego faceta. Jestesmy juz jakis czas ze soba i te 100 km ktore nas dzieli nie ma zadnego znaczenia staramy spotykac sie jak najczesciej i czekamy tylko momentu kiedy bedziemy razem na studiach. Oczywiscie takie zwiazki nie sa latwe. Tesknota robi swoje ale wiem ze na mojego ukochanego moge liczyc w kazdym momencie bo nieraz juz to udowodnil. Znow zaczelam w nie wierzyc i wiem ze maja sens.

brak

Witam jestem tu pierwszy raz i chcialbym wyrazic swoje zdanie z gory przepraszam za orty ;]... A wiec jestem w zwiazku na odleglosc ta odleglosc to ponad 900 KM! Ja w Polsce Ona w Niemczech... nasz kontakt jest utrzymywany codzien i uwarzam ze milosc taka ma szanse, jestem z moja dziewczyna ponad 1,5 roku juz dodatkowym utrudnieniem jest ojciec dziewczyny, mam 18 lat ona 17, jej ojciec nie pozwala jej na chlopaka ludzie w niemczech maja troche inna mentalnosc ale to jest przesada jest tak pilnowana ze jej w glowie ma byc tylko nauka chlopak nie moze na nia spojrzec bo ojciec szalu dostaje i tak od samego poczatku ukrywalismy sie przed jej rodzicami jednak mame poznalem i mamy jej wsparcie ale ojciec dlugo sie o nas nie moze dowiedziec bo to by oznaczalo zerwanie kontaktu... jak pisalo w art. zwiazek ma szanse jesli sie przezyje te dobre chwile i zle jesli poprostu zasmakuje sie tego zycia na pewien czas razem mialem pare okazji na to i przezylismy dobre i zle chwile widzimy sie malo kiedy jednak nasze spotkania sa nie zapomniane przezylismy 2 rozstania i pomimo tak duzje odleglosci i trudnosci ze strony jej rodzicow jestesmy nadal razemi nasza milosc nadal rosne chociaz ludzie z naszego otoczenia juz zazdroszcza ze taka milosc moze istniec... nasz poczatek byl szybki ona przyjechala do polski zobaczylem ja pierwszy raz odrazu sie zainteresowalem nia i po 3 dniach bylismy razem miala to byc wlasnie wakacyjna przygoda ktora trwala 2 tygodnie ale przetrwalismy do pazdziernika, pozniej do sylwestra i tak sie to toczylo, musze powiedziec malo tego zanim ja poznalem bylem calkiem innym czlowiekiem takim typowiem chlopakiem w wieku 16,17 lat imprezy dziewczyny duzo dziewczyn moja opinia w srod dziewczyn byla jedna kobieciarz poprostu lubilem sie dobrze zabawic... a teraz jestem juz ponad 1,5 roku w zwiazku z dziewczyna z innego kraju, wiec uwarzam ze milosc nie tylko moze taka istnie i jest piekna i duzo bym mogl pisac ale potrafi zmienic czlowieka a moze nawet i sprowadzic na lepsza droge... w tej chwili mamy plany na przyszlosc doskonale sie rozumimy, uzupelniamy sie w kazdym calu daze do tego ze jesli naprawde znajdzie sie swoja polowke to nie wazne sa kilometry nie musisz sie dluzej poznawac z ta osoba zeby byc pewnym czy chcemy z nia byc, poprostu milosc prawdziwa jest w stanie przetrwac wszystko i to doslownie wszystko nasze zaufanie jest olbrzymie a oddanie sobie jeszcze wieksze i znamy bardzo dobrze, niektorzy ludzie widzacy sie na codzien nie znaja sie tak jak my na odleglosc a widujemy sie tylko na jakies dluzsze przerwy typu wakacje swieta i ferie... oboje wiem do czego dazymy mamy wspolne cele i najwazniejsze jest to ze mozemy sobie wyobrazic wspolne zycie razem w przyszlosci...... odleglosc jest najmniejszym problemem chociaz tesknota jest olbrzymia...

brak

wlasnie przezylam okropne rozczarowanie,poznlismy sie an obozie,na wakacjach bylo zarąbiscie..obiecywal,ze to nie ulotne i ze bedziemy sie spotykac...na checiach sie skonczylo..w koncu wydusilam z niego prawde,ze juz mu przeszlo,ze bylo to tylko zauroczenie..a ja naprawde byla gotowa dla niego zrobic wiele,poswiecic sie,bo czulam..ze to cos wyjatkowego..no coz pomylka..ale najbardziej zabolala mnie ta jego obojetnosc,ze cierpie itp..i to ze tak dlugo nie wiedzialam co sie dzieje,mowil,ze nic sie nei zmienilo miedzy nami,nie powiedzial mi prawdy..musialam sama go o to wypytywac.to najbardziej mnei zranilo! nie chce juz nigdy spotkac kogos kto tak bedzie sie zachowywal w stosunku do mnie,prawda jest najlepsza...

brak

Zakochałam się w wakacje a gościu który mieszka jakieś 300 km odemnie.Eh jak by tego było mało nie wiem czy on też coś do mnie czuje... ale co ja wiem marna 17ze mnie...

brak

Do wszystkich którzy są z kimś na odległość :

NIE RADZĘ...

Ale wybór należy do was:) Bo w końcu każdy sam sobie wybiera tą ukochaną osobę i sam decyduje jaki ten związek będzie...

Ja bardziej preferuję bliskość i bycie z kimś naprawdę, a nie przez internet itp...

Tak jak tu w tym artykule jest napisane... Odległość sprawia to, że żyjemy w swej wyobraźni. Nie wiemy tak naprawdę co z tą drugą połówką... Czy zawsze jest taki jak przy nas? Gdy przyjeżdża? To nie dla osób, które nie wytrzymują tęsknoty, potrzebują wsparcia, potrzebują kogoś kto otrze łzy gdy będzie potrzeba, to nie dla osób, które potrzebują w związku bliskości, tej więzi duchowej...

PS. Byłam już z kimś na odległość i wiem co mówię!

brak

Ja z Michałem jestem od dwóch miesięcy, odległośc to Oleśnica-Warszawa (około 350 km)... Troszkę na początku mnie to przerażało, ale juz mniej po długim weekendzie majowym, spędzonym razem(9 dni) :) Czasem uczucie na odległosc jest silniejsze, niż uczucie do kogoś mieszkającego w tym samym bloku, więc nie widzę żadnych wątpliwości, co do swojego wyboru :)

brak

Wy tu piszecie o najdalszej odległości 500 km . To jest niewiele. Co ja mam powiedzieć dopiero o takiej co do mojego Domi niczka pociągiem to sie jedzie cala noc. Spotkania tylko bedą w wakacje. Jestem z nim od 2 stycznia 2007. Chciał abym przyjechała do niego w ferie ale niestety mu sie konczyły w tym dniu ferie w którym mi sie zaczynały. On jest dwa lata młodszy wcześniej byłam przez 4 miesięce z jego kolega - 3 lata młodszym odemnie który z nim mnie zapoznał . A tamtego pierwsz ego mojego poznałam na weselu mojego kuzyna w wakacje .

brak

Jestem na forum pierwszy raz,pisze bo juz sobie nie radze i mam nadzieje ze ktos mi podpowie co mam zrobic...Pół roku temu poznalam przez neta chlopaka, ktory jest starszy ode mnie o 8 lat, na poczatku nie potrafilam zaufac osobie poznanej w ten sposob,wiec nie pisalam o sobie prawdy-podalam inne imie,miejsce zamieszkania,szkole itp ale z biegiem czasu zaczelam przekonywac sie, ze jest wspanialym czlowiekiem i nie potrafilam mu sie przyznac,ze nie jestem szczera, a mimo tego ja sie w nim zakochalam a on we mnie..bylo mi bardzo ciezko kiedy odmawialam mu spotkania (dzieli nas ok 300km) bo balam sie wyjawnic prawde o sobie.Nie wiedzialam co zrobic..oklamalam go ale tez bardzoooo pokochalam i On mnie pokochał!! Umowilam sie z nim na spotkanie po 6 miesiacach pisania na gg i kontaktach telefonicznych,ale dzien wczesniej powiedzilam mu ze nie bylam z nim szczera mimo to spotkalismy sie.Spedzilismy cudowny weekend,ale kiedy wrocilismy do swoich domow wszystko odwrocilo sie ;( napisal ze chce ograniczyc kontakt,teraz jak mu napisze smsa lub zadz to rozmawiamy,ale on sam tego nie zrobi-nie napisze pierwszy...:( wiem ze zranilam go.Wszystko wyjasnilam mu i chcilalabym aby bylo ok,ale nie wiem co mam myslec kiedy on pisze ze potrzebuje czasu...ale ja nie wiem czy to ma byc czas aby zapomniec czy oswoic sie z ta sytuacja. Od tygodnia NIE ZYJE NORMALNIE z nikim nie chce rozmawiac,nigdzie nie wychodze,placze...kocham Go, nie potrafie zyc bez Niego i nie chce aby to byl koniec, tylko co mam zrobic w takiej sytuacji kiedy ja potrzebuje Go a on chce ograniczyc nasz kontakt ... tak bardzo tesknie za nim ;(

brak

Victorio, wcale nie masz racji. Moja milosc musi pokonywac odleglosc i do tego jeszcze moje studia i prace mojego ukochanego. On jako lekarz cale dnie spedza w szpitalu, ja na uczelni. Nasze wolne dni sie nie pokrywaja, wiec szanse na spotkania maleja. Ale wiemy o tym, ze ta odleglosc zmusza nas jedynie do tego, ze musimy o wiele bardziej niz inne pary dbac o nasz zwiazek, zeby przetrwal ta probe. Przynajmniej do czasu, kiedy ktores z nas bedzie moglo sie rzeprowadzic gdzies blizej lub kiedy postanowimy pobrac sie.

Wszyscy kochajacy na odleglosc - jestem z Wami ;)

brak

To jest naprawdę bardzo trudne, ale wierzę, że ma szanse na przetrwanie. Ja jestem z facetem cztery miesiące. Czasami się widujemy, ale częściej w grę wchodzą telefony, sms-y i skype. I wam wszystkim normalnie zazdroszczę, bo on mieszka w Istambule (gdyby ktoś nie wiedział to w Turcji) - to jakieś... może z 4000 km. ode mnie;( I denerwuje mnie gadanie, żebym sobie poszukała kogoś biżej. Tak łatwo się nie poddam, bo naprawdę go kocham bardziej niż swoje życie.

brak

ja od ladnych paru lat jestem w zwiasku na odleglosc, bylo roznie-raz bylo dobrze raz zle,byly nawet przerwy-kilka razy zrywalismy ze soba ale nadal jestesmy razem, szkoda tylko ze wlasnie przezywamy kryzys i nie rozmawiamy juz od dawna tak jak powinnismy:( to jest mozliwe ale cholernie trudne.

brak

Kiedyś myślałam ze miłość na odległość to jest szaleństwo i jedna wielka głupota, ale teraz zmieniłam zdanie jak się zakochałam.. moja druga połówka mieszka 500km ode mnie... kocham go nad życie i nie chciałabym innego mieszkającego bliżej ...
pozdrawiam...

brak

ajj widze ze zdania sa podzielone na ten temat;P Moim zdaniem to jest baaaaaaaardzoooooo truuuudneeeeeee...... ale fakt mozliwe ;]

brak

Ja jestem szczęśliwa w związku chociaż dzieli nas 900km!! ale to mi nie przeszkadza nie chce go stracić:* ale chwilami jest mi bardzo ciężko... Widzimy się rzadko, on ma problemy ja chciałabym być przy nim lecz na drodze stają moi rodzice. No cóż życie nie jest dla mnie w różowych barwach... Pozdro Piotruś 3maj się ;)

brak

ja tami tak myślę, że miłość na odległość może przetrwać... jeśli to jest prawdzowa miłość... :D

brak

ehhh. Ja mieszkam koło Warszawy ona w Krakowie......

brak

Mie dzieli 30km ale w mojej miejscowosci A jest slaby uklad komunikacyjny wiec zeby dojechac do niej czyli do miejscowosci B musze najpierw jechac do miejscowosc C 30km by potem przesiasc sie do autokaru do miejscowosci C i jest to kolejne 30km:(

brak

tak, miłośc na odległość jest możliwa..
ja w nią wierzę.
żyję już tak 3 miesiące, ale przede mną 7 lub 10 miesięcy..
ja myślę, że dam radę, choć jest to ponad 2 000 km..
kocham strasznie i tyle. :)
powdzenia wszystkim co zyją podobnie do mnie. (:
niech nam się uda.! :*

brak

hej! a ja bylam na wczasach w Tunezji(Afryka)i zakochalam sie tam w pewnym chłopaku:((z wzajemnoscią)
Wogóle nie chce mi sie zyc bo jestem tak BARDZO DALEKO od Niego:*

KOCHAM CIę BIBO!!!!!!!!!!

brak

Co do miłości na odległośc...jest ona możliwa...choc od miesiaca jestem juz mezatka to wczesniej mieszkalismy 400 kilometrow od siebie...i bylismy ze soba....spotykalismy sie tylko w weekendy...zreszta nasz slub cywilny ktory nie byl przewidziany odbyl sie jak do niego pojechalam...teraz mieszkamy nadal oddzielnie poniewaz ja koncze stiudia a on pracuje...ale jestem szczesliwa ze choc jest on daleko jest tylko moj...

brak

Drogi Krzysiu... ja wiem ze 60 km w porownaniu do 400 jest niczym ale kazda odleglosc jest w pewnym rodzaju przeszkoda... Chcialabym Ci zyczyc tego bys odzyskal wiare... pozdrawiam goraca

brak

Dzieli nie z ukochaną osobą 400 km, a właściwie teraz mieszkam w Londynie, a Ona w Toruniu, wieć to zupełnie co innego niż 60 km, bo 60 km, Madziu to ja bym wykombinował możliwość zeby sie spotkać z dziewczyna na której mi zależy, Zgodzę się jednak, ze miłość na odległość jest trudna, i nawet bardzo, ale,, żeby coś z niej było, to musi zależeć na tym dwóm osobom... prawda jest taka, ze ufamy osobue oddalonej od nas bezgranicznie, , bo przecież, może nas zdradzać itp, gorzej jest keidy się o tym nie wie gdy juz przebedzie sie te X km dla tej osoby to się rozczzarowujemy.. Szczerze współczuję osobom, którym nie wyszło na odległość...., dziwnie tez jest , jak nie ma sie kontaktu fizycznego.... , takego zwykłego przytulenia osoby która kochamy.., ale tak jak okreśiła to pani Lissewska to jeśli sie uda przetrwać rozłąkę to wtedy jest naporawde z górki. Życzę powodzenia wsyztskim którzy przeywają miłość na odlełość... osobiście, po doświadczeniach. jzu w to n ie wierzę, ale, nie chce pozbawiac nikogo złudzeń, bo co jeśli nie mieli byśmy tych złudzeń.., dla kogo mieli byśmy życ, skoro to miłość naszego życia?

brak

...miłość na odległość... hmmm muszę się przyznać, że jest to miłość trudna... nawet bardzo... ale nie bez przyszłości... Mam 18 lat... mam chłopaka młodszego od siebie o rok... i do tego dzieli nas odległość 60 km... można by rzec utopia że ja wogóle chcę się z nim spotykać i że trwamy przy sobie... możę zacznę od początku
znam Go od dzieciństwa bo tam gdzie on mieszka ja mam rodzinę również... często bo zazwyczaj co dwa tygodnię jeżdże do swojej rodzinki nie ukrywam że tamto miejsce z wielu względów jest bliższe mi niż dom rodzinny... Piotrek nie miał od początku dobrego zdania na mój temat ale to wszystko zaczęło się powoli zmieniać... on dał mi drugą szansę ja mu dałam drugą szansę... poznaliśmy się... proces ten trwał niezwykle długo.... powoli uczyliśmy się akceptacji... zruzumienia... polubiliśmy się... szanowaliśmy... później stawaliśmy się coraz bliżsi... widział mnie w codziennych zajęciach, poznawał moje życie a ja jego... moja przyjaciółka spotykała się ze swoim chłopakiem a mi po prostu brakowało kogoś bliskiego... a on stawał się coraz bliższy... nocne rozmowy o życiu... ale nigdy nie mieliśmy się ku sobie tzn śmialiśmy się że miłość jest głupia...bo jedno i drugie nie miało zbyt miłych doświadczeń na tym tle... śmieliśmy się że jak któreś z nas się zakocha to drugie weźmie je za tak zwane chabety i zaprowadzi do egzorcysty żeby głupoty mu z głowy wybił... i tak skończyły się wakacje. Kontakt nie urwał się... nie było o tym mowy... miałam z Piotrkiem lepszy kontakt niż z własnym chłopakiem który tak patrząc z perspektywy czasu był dla mnie pewnego rodzaju zachcianką... ehh dziwne zachowania czasami młodym człowiekiem kierują nawet nie wiem czemu to zrobiłam... ale powracają c do Piotra kontakt był świetny ... uświadamiałam sobie coraz bardziej jak ważną jest on dla mnie istotą... nie obejrzałam się a był moim przyjacielem.. powoli się na niego otwierałam... ale nigdy nie zapomniałam o mojej przyjaciółce... nigdy!!! ... parę razy zdarzyło nam się że nasze usta się spotkały... nawet pamiętam te daty... 14 pażdziernik... 26 grudzień i 20 styczeń... z każdą chwilą byłam pewna że jednak ja Go kocham ... tak właśnie... bardzo jestem z nim związana... w styczniu oboje zaczęliśmy się gubić... co wogóle od tego życia oczekujemy... na początku mieliśmy pozostać przyjaciółmi bo tak jest lepiej... bo zbyt bardzo baliśmy się siebie stracić bo związki w tym wieku i to na odległość nie mają przyszłości... a nasz wpływ na zachowanie i jakby zmiany poważne w sposobie myślenia były diametralne...z drugiej strony nie wyobrażaliśmy sobie życia bez siebie i w tak zwanych granicach rozsądku gdyż czuliśmy potrzebę bycia razem...on strasznie mi imponuję swoją dojrzałością mimo wieku.. w wielu sprawach po prostu jest niezawodny... jest świadomy swojego wieku - że jest młodszy a ja starsza... widzę jego wady i to bardzo dokładnie... wiem że jest w takim wieku dla chłopaka że mogłabym się po nim spodziewać wszystkiego ale ja ufam mu bo wiele już razem przeszliśmy... jesteśmy ze sobą krótko jako oficjalna para ale nasza znajomość i jej rozkwit będą miały pierwszą skromną rocznicę roczku 28 marca... nie wiem co czeka nas jutro...ale wiem że z tym człowiekiem czuję się bezpieczna a tego mi w życiu brakowało... spotykamy się co tydzień i strasznie cieżko nam jest poradzić sobie z tęsknotą ale tak już jest i sami wybraliśmy sobie takie życie... hmmm najpiękniejsze jest to że znalazłam szczęście i sens w tym co robię bo wiem że nie jestem sama na tym świecie, doceniam rodzinkę w szkole mama ochotę się uczyć a co najważniejsze mam w sobie siłę i wolę walki ze swoimi złymi nawykami... nie dokońca dobrymi cechami charakteru i z tymi całkiem złymi... to właśnie dla niego chcę się doskonalić... on tak samo... wziął się do nauki... żyjemy na zasadach i wartościach których żadne z nas nie miało w poprzednim życiu... albo były one wypaczone... z niedociągnięciami... hmmm wierzę że ludzie się zmieniają tylko trzeba dać im szansę... każdy dzień jest bardzo piękny...:) nie myślę o przyszłości bo to nie o to chodzi żeby planować co będzie za 5 lat kiedy nie jestem pewna jutra... ale wierzę że nam się uda... i naprawdę zależy mi na moim chłopaku.. niech to uczucie kwitnie... tak wygląda moja miłość na odległość a zarazem wakacyjna... chciałam się podzielić swoim przeżyciem i powiedzieć że w życiu nic nie jest pewne i trochę wiary... uczuć... a także zdrowego rozsądku jest bardzo pomocne a nie wiem czy nie kluczowe w końcowy sukces... mam nadzieję że nie pomylę się za bardzo...

brak

Miłość na odległość - kiedyś, dawniej sądziłem, że w takie coś nie dam sie wrobić, że to jest bez sensu.
Ale jak to się mówi, miłość nie wybiera - przez interet na jedym forum dyskusyjnym poznałem dziewczyne - nie była to miłość od pierwszego...eeee... postu :P. Ona uważała mnie za zdrowo popierniczonego (bo w sumie faktycznie poglądy na wiele spraw mam niecodzienne), a ja ją za kolejnego, normalnego użytkownika tegoż forum. Potem jednak, kiedy w ruch poszły komunikatory internetowe, w dosyć płynny sposób zmieniliśmy o sobie zdanie o 180 stopni. po 4 miesiącach, w maju postanowiliśmy się spodkać pod pretekstem zlotu użytkowników tegoż forum (ostatecznie wyszlo tak, że na zlocie byłem tylko ja i ona). Trudono opisać jak było, powiem tylko, że i ja i ona mieliśmy stesa jak diabli ;). Po tym kilkudniowym spodkaniu, kiedy wróciłem do domu, wszystko przeanalizoawałem, powiedziałem jej, że ją kocham. Jak się okazało, ze wzajemnością :). Od tego czasu spotykamy się około raz na miesiąc - na ile starczcy nam czasu i funduszy. Jesteśmy ze sobą już ponad rok i wcale nie zanosi się na to, żeby były jakieś przeszkody przed kolejnym rokiem.... 5 latami...50... . I pomimo tych strasznie uciązliwych 300 km, brakiem bezpośrednich połaczęń między Łodzią a Zieloną Górą i 60 zł za bilet w te i spowrotem, planujemy wspólne życie, wspólny dom i rodzinie. Po studiach mamy zamiar osiedlić się gdzieś w jednym miejscu. I choć póki co jest cięzko, to nie jest to przeszkoda niepokonana. Ba, pokonac można ją nawet dosyć łatwo, wystarczy tylko chcieć :).
Victoria19 - ale ty pierdoly gadasz :P - naucz się odróżniac miłości na odległość, od współnego życia na odległość. Bo miłos na odległość może przetrwać, ale jak dla mnie to nie jest tak, że miłość wytrzymuje kilometry - miłość je likwiduje, a raczej likwiduje ta niechlubną ceche polaków jaką jest przywiązanie do danego kawałka ziemi i danego miejsca.

brak

Gotowych przepisów nie ma, próbujcie :)

brak

Witam!
Otóz mam taki problem.
Poznałem wspaniałą dziewczyne na wakacje niestety jak sie okazało Ona mieszka 200km ode mnie tzn. Ja we wrocławiu a Ona w Łodzi.Oboje chyba byśmy chcieli być razem ale boimy sie ze jak spróbujemy i nam sie nei uda to ta cała Nasza znajomośc sie rozpadnie.Ja mam 17lat a Karolina 15lat ale wygląda na 18lat i jest mądrzejsza od przeciętnej 17latki.I tu nie chodzi o róznice wieku.Poprostu Ona ma w sobie "to coś" co Mnie do Niej przyciąga.Karolina ma w mojej miejscowości rodzine więc nieraz przyjeżdza np. bedzie prawdopodobnie za tydzień ja już byłem u niej na weekend tydzień temu i było super Prosze o pomoc bo nie wiemy co mamy robićA no i oczywiście piszemy do siebie co tydzień listy
Z góry jestem wdzięczny i pozdrawiam
Prosze o odpowiedz ma mejla co mamy robić!! mar1717@op.pl
Przepraszam za błędy jeśli wystąpiły!

brak

Milosc na odleglosc ma szanse ale jest baaardzo trudna :(. Mam dziewczyne od 7 miesiecy, zdazylismy juz troche ze soba przezyc. W wakacje nawet mieszkalismy sobie razem przez ponad miesiac..... Ale co jesli sie za bardzo do siebie przyzwyczaimy i zycie oddzielnie jest straszna udreka. Spotykamy sie dosc czesto bo nawet co drugi tydzien jak sie uprzec. Wszystko jest bardziej niz OK jesli chodzi o kontakty miedzy nami. Ale zycie codzienne bez tej drugiej osoby to KOSZMAR!!!! Gdy jestesmy razem to ludzie patrza na nas z zazdroscia i to widac. Ci z ktorymi sie zadajemy sa wrecz dumni z tego ze nas znaja. Uzupelniamy siebie w 100%. Charaktery mamy inne: Ona ma niesamowicie przyciagajaca osobowosc a mi z kolei nie zalezy na towazystwie. Razem to wszystko sie uzupelnia, jednak gdy jestesmy oddzieleni to wszystko wydaje sie takie trudne. Nie potrafimy panowac nad wlasnymi charakterami, swiat nas przeraza. Zdajemy sobie sprawe ze to bedzie cziezki okres, jednak przydalaby sie jakas podpowiedz co moglibysmy zrobic zeby zycie oddzielnie nie bylo takie przygnebiajace. Oboje chodzimy do psychologow ale nic nie pomaga. Moze ktos ma jakies sprawdzone pomysly????

brak

ja uwazam ze miłosc na odległosc jest Ok. mam Faceta od 6 miesiecy. musiał wyjechac do Irlandii , myslałam ze tego nie wytrzymamy ale jest Ok dzowni do mnie raz w tygodniu i gadamy po 3-4 godziny w dodatku piszemy listy oraz gadamy na gg :) przezylismy ze soba bardzo duuzo i niemam zamiaru tego zakonczyc przez jakis wyjazd.ja tylko czekam gdy skoncze szkołe za 2 lata wyjade takze do niego.czekam teraz na grudzien bo przyleci na swieta oraz sylwestra!! mowie wam dla takiej miłosci i takich chwil warto zyc.wiecie jakie to szczescie gdy po 4 miesiacach wasza ukochana przyleci...boze to jest chyba najlepsza chwila w zyciu , i zycze wam abyscie tez taka miłość przezyli :)

brak

Ja własnie niedawno poznałam chłopaka w którym mam wrazenie ze sie bujnełam i wiem ze on czuje do mnie to samo tylko ze sami nie wiemy co mamy robic , czy to systko ma sens czy nam sie uda?? on własnien jedzie do domq ale jeszcze sie zobaczymy na tych wkacjach ale czy to sie uda :( sama juz niee wiem co mam o tym systkim myslec Pozdro dla systkich !!

brak

ja mam teraz problem zakochalam sie ale to tak na maxa w kolesiu ze slowacji a sama jestem z gdanska ... malo go znam ale wiem ze o jest ten czuje to .. najgorsze jest to ze to nie ma jakiegokolwiek sensu ... nie wiem co mam robic ja tak nie potrafie zyc ... kocham go... a sms to za malo dla mnie...

brak

Ja jestem z moim Misiem 3 lata... Dzieli nas około 100km... Układa nam się super :).

brak

No okej, ale to Ty Tych ludzi co znasz to oni są małżeństwem na odległość??? nie, albo się przeprowadzili albo coś, ale nie ma siły, żeby żyć tylko złudzeniami o danej osobie. Miłość na odległość może przetrwać, ja tego nie neguje, ale tylko na chwilę (bo kolejnym etapem tej miłości jest już normalne życie z drugą osobą), dlatego miłość na odległość jest często utożsamiana z miłością wakacyjną. Nie ma miłości na odległość na trwałe! Chyba się nie zrozumiałyśmy. Ale to nic... każdy ma inne podejście...ja to szanuje.. pozdrawiam Cię

brak

nie wyciągam pochopnych wniosków tylko ze jak się myśli od początq że to nie ma szans to nie ma prawa się udac ... ja znam pary które dzieliło po 600km i byli razem a teraz sa małżeństwami szczęsliwymi z dziećmi i może nieraz było trudno ale UDAŁO SIĘ. Jeśli się kocha to wg mnie odległośc nie ma znaczenia bo jest wielu którzy pokazali że kilometry to nic w porównaniu z tym co czują.

brak

ineczka69 sorry, ale to nie jest mój pogląd na życie tylko stwierdzam fakt. Każdy przeżywa co innego, innym się udaje, a innym nie. Więc, nie wyciagaj pochopnych wniosków...

brak

Victoria19 to Ci szczerze współczuje takiego poglądu na zycie ...

brak

Miłość na odległość nie wytrzymuje napięcia czasu. Takie jest moje zdanie.

Dodaj komentarz