Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Porta Coeli. Czarne Żniwa - recenzja

0 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 4 gwiazdki (polecamy)Ocena: 4 gwiazdki (polecamy)Ocena: 4 gwiazdki (polecamy)Ocena: 4 gwiazdki (polecamy)Ocena: 4 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2011-09-07
Odsłony: 2511
Autor: Nadeine

Niezwykła tetralogia fantasy, bestsellerowej hiszpańskiej pisarki Susany Vallejo” – tak reklamowana jest seria „Porta Coeli”,a w niej opowieść o Wrotach do innego świata, pełnego dziwacznych zwierząt i roślin. W drugim tomie zatytułowanym „Czarne Żniwa” głównymi bohaterami nie będą znani z poprzedniej części Bernardo, Yebra czy Nuño, ale Veridiana de Sanabria, którą bardziej uważny czytelnik może skojarzyć z dziewczynką wspomnianą w „Bramie Światów”, a także  Enrique de Rascóna y Cornejo, badający sprawę dziwnych zniknięć w Toledo.

Drogi tych dwojga krzyżują się, kiedy Veridiana mdleje, a on chroni ją przed upadkiem. Już wtedy poczuł, że to jego bratnia dusza, ale nie odważył się zrobić nic więcej niż przedstawić się. Młodzieniec jest agentem Arcybiskupa i infiltruje Toledo, które jest solą w oku kościelnych namiestników. Enrique gotów jest zrobić absolutnie wszystko, by wykazać się przed zwierzchnikiem, toteż gdy Veridiana wyjeżdża z miasta z dwoma nieznanymi mu mnichami, zaczyna ją śledzić. Złe miejsce i zły czas – w takich okolicznościach kościelny agent pojawił się przy Wrotach i wtedy odkrył, że istnieje inny świat. Świat, do którego przypadkiem trafił...

Znalazłam w „Czarnych Żniwach” bohaterów poprzedniej części – Bernarda, Yebrę, Dimasa i Victora – ale nie wszyscy mieli swoje „pięć minut”, zostali jedynie wspomniani w rozmowach, co mnie zasmuciło. Chciałabym poczytać więcej o ich przygodach, bowiem byli naprawdę wspaniali, ale musiałam niestety zadowolić się jedynie kilkoma sytuacjami z nimi w roli głównej. Dimas nadal jest przeorem Zakonu Świętej Cekliny, Victor to jego prawa ręka, a Bernardo pozostał mnichem-żołnierzem. Nic się nie zmieniło.

Susan Vallejo stworzyła ciekawy i barwny świat, w którym również mogą żyć ludzie. Najbardziej jednak zafascynowały mnie tamtejsze zwierzęta, karmiące się emocjami ludzi. To naprawdę oryginalny pomysł i nigdzie takiego nie uświadczyłam, więc ogromny plus dla autorki za to! Jednak sponiewieranie Bernarda było minusem według mnie. Teraz mnich ów, by zdobyć kolejnych mieszkańców Świata, wpływa na ich umysły i po prostu ludzie nie mogą zdecydować, nie mają wolnej woli. Oczywiście nie robi tak za każdym razem, ale i tak bardzo mi przeszkadzała myśl, że jeden z moich ulubionych bohaterów musi podstępem zmuszać niektórych do przejścia przez Wrota. No i nie było Nuña! Chyba najbardziej odczułam jego brak. Nic o nim nawet nie wspomniano, a poniekąd przez całą książkę czekałam tylko, aż w końcu się pojawi. Z drugiej strony, jego brak wynagrodziła mi postać mnicha Victora, którego bardzo polubiłam, choć nie zawsze rozumiałam jego decyzje i zachowania.

Akcja znów płynęła mozolnie i dopiero po przeczytaniu trzech czwartych książki nabrała przyzwoitego tempa. Nie było wiele zaskoczeń w kwestii fabuły – przewidziałam zakończenie, choć jedna czy dwie rzeczy były w stanie mnie zdziwić. Tym razem, inaczej niż w przypadku „Bramy Światów”, powieść mnie wciągnęła i nie mogłam się oderwać. Co rusz miejsce wydarzeń się zmieniało, pojawiały się nowe postacie, a dzięki prostemu i przyjemnemu w odbiorze stylowi Susany Vallejo nie mieszało mi się od ich nadmiaru w głowie.

„Porta Coeli. Czarne Żniwa” to znacznie lepsza kontynuacja tetralogii, jednak nadal czegoś mi brakowało. Akcji, walk na miecze, a może więcej wątku miłosnego? Nie wiem, ale wciąż będę myślała pozytywnie i czekała na kolejny tom. Tym razem książka mnie wciągnęła nie mogłam się od niej oderwać, co znacznie przyczyniło się do podwyższenia oceny. Jeżeli każda następna część będzie coraz lepsza, to na pewno seria ta znajdzie wielu swoich fanów.

Tak jak poprzednio, powtarzam – głównie osoby lubujące się w fantasy polubią „Porta Coeli”, aczkolwiek sporo czytelników może czuć się zawiedzionych. Mimo oryginalnego tematu, wciąż czegoś brakuje. Czego? Może przeczytaliście pierwszą część i znacie odpowiedź?


Przeczytaj inne arty

brak książki Drużyna: Góra Skorpiona - recenzja John Flanagan jaki jest, wie każdy, kto choć raz zetknął się ze sławną serią Zwiadowcy...
brak książki Dreszcz 2: Faceci w czerni - recenzja Ratowanie Polski przed oprychami niewiele zmienia Ryśka – wciąż trochę popije, spowoduje parę bójek, to...
brak książki Takeshi. Cień śmierci - recenzja Rodzima fantastyka nie jest zła, czego dowodzi taki Dukaj czy Sapkowski. A mimo to ludzie...

Komentarze_ 0


Dodaj komentarz