Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Thor - recenzja

0 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2011-09-02
Odsłony: 2152
Autor: Nadeine

Jeśli miał wcześniej jakieś imię, dziś go nie pamiętał. Jeśli miał rodziców, nie potrafił ich sobie przypomnieć. Jeśli się kiedyś narodził, nie miał pojęcia, kiedy to było.

Na początku nie wiedział nic – kim jest, gdzie się znajduje ani dlaczego obudził się w czasie zamieci śnieżnej na skale, otoczony przez wilki. Było ich zbyt wiele, by mógł ujść z życiem, ale ogromny biały basior w pewnym sensie pozwolił mu odejść. Wilk ten miał na imię Fenrir. Swojego imienia, Thor jednak nie pamiętał... 

Idąc bez celu, natrafił na rozbity wóz i ślady walki, którą przeżyła tylko matka z dwójką dzieci. Thor nie bez powodu został później nazwany przez nich imieniem boga burzy i błyskawic. We czwórkę wędrują po nieznanych terenach, aż w końcu trafiają do dobrze ukrytego, legendarnego Midgardu, w którym znajdują schronienie, podobnie jak wielu uciekinierów z innych osad i miast, zajętych przez Posłańców Światła. Znajduje tam przyjaciół i wrogów, ale wszyscy są przerażeni jego niezwykłą siłą i umiejętnością posługiwania się młotem. Wojna objęła już sąsiednie wioski, teraz i Midgard – mimo tego, że ukryty jest pośród gór doliny – stanął na linii wroga. Wojownicy boga światła niebawem zaatakują i wszyscy oczekują, że uważany przez wszystkich bóg burz i piorunów pomoże im wygrać...

Thor jednak wciąż śni o swojej przeszłości i wiele się dowiaduje o dawnym życiu, a wtedy zaczyna być rozdarty – czy odnalazł Midgard, by wspomóc go w wojnie, czy... by go zniszczyć?

Mitologia nordycka nigdy mnie nie interesowała tak jak grecka czy egipska, a Wolfgang Hohlbein pokazał w „Thorze”, że i ona zasługuje na chwilę uwagi. Co prawda nie znałam z początku wielu różnych nazw czy imion bóstw, ale w trakcie czytania coraz bardziej zagłębiałam się w nordyckich wierzeniach. Spodobał mi się fakt, że bogowie w rzeczywistości byli tylko ludźmi – trochę silniejszymi i potężniejszymi, czasem mieli też moce – ale jednak ludźmi.

Autor świetnie wplótł w fabułę szczegółowe opisy walk, a tych było dużo w książce. Thor mimo utraty pamięci dobrze posługiwał się młotem i potrafił walczyć wręcz. Bardzo pomógłby Midgardowi w nadchodzącej wojnie, ale mieszkańcy w większości ciągle nie ufali mu, Urd oraz jej dzieciom – Eleni i Lifowi. Wolfgang Hohlbein nie bez powodu został nazwany niemieckim królem fantasy, bo „Thor” to naprawdę zasługująca na uwagę powieść. Podczas czytania wydawało mi się, że w każdym calu jest dopracowana, każde słowo zna swoje miejsce.

Książka niewątpliwie posiada dużo plusów – wspaniałe opisy (i to nie tylko walk), zdumiewające zwroty akcji i mnóstwo, mnóstwo intryg i zdrad. Dużo rzeczy wychodziło na jaw dopiero na samym końcu powieści i tam najbardziej to wszystko mnie zaskakiwało. Jedynym minusem jak dla mnie były... imiona i różne nazwy. Po prostu nie wiedziałam, jak się je wymawia i to ciągle mnie denerwowało.

Mitologia nordycka mnie nie urzekła, choć sam „Thor” już tak. Mówiąc szczerze, mimo naprawdę wielu zalet, spodziewałam się czegoś innego. Cóż, być może osądzam tę książkę tak, dlatego że fantasy w takim wydaniu nie interesuje mnie. Wolfgang Hohlbein stworzył coś zaskakującego i bardzo... grubego :) Osiemset trzydzieści stron to jednak niemało, ale prawdziwy fan fantasy czy mitologii poradzi sobie z nimi w dosłownie kilka dni.

Thor” spodoba się na pewno osobom lubiącym nordyckie wierzenia, a także fanom fantasy w czystym wydaniu – z legendarnymi krainami i miastami, z walkami na miecze czy młoty i z intrygami, których w tej powieści jest mnóstwo.


Przeczytaj inne arty

brak książki Drużyna: Góra Skorpiona - recenzja John Flanagan jaki jest, wie każdy, kto choć raz zetknął się ze sławną serią Zwiadowcy...
brak książki Dreszcz 2: Faceci w czerni - recenzja Ratowanie Polski przed oprychami niewiele zmienia Ryśka – wciąż trochę popije, spowoduje parę bójek, to...
brak książki Takeshi. Cień śmierci - recenzja Rodzima fantastyka nie jest zła, czego dowodzi taki Dukaj czy Sapkowski. A mimo to ludzie...

Komentarze_ 0


Dodaj komentarz