Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Krzysztof Bonk – Self-publishing to pole minowe jak na krowim pastwisku – Wywiad

0 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2017-04-02
Odsłony: 429
Autor: endriu

Krzysztof Bonk jest autorem sześciu wydanych niedawno książek, które dostępne są wyłącznie w postaci e-booków. Co skłoniło go do ich napisania? Dlaczego poszedł w stronę self-publishingu? I czym rozbija się po mieście? Tego i wielu innych rzeczy dowiecie się z poniższego wywiadu, którego udzielił specjalnie dla Nastka.

Czy to dobrze świadczy o pisarzu, gdy ma w nazwisku błąd?

Wiem, do czego zmierzasz. Mieszkam w wieloetnicznym mieście. Na co dzień spotykam się z Azjatami, Afrykanami, ludźmi z obu Ameryk, a ostatnio rozmawiałem nawet z Inuitą czy – jak kto woli – Eskimosem. Wielu nacjom trudno jest wymówić niektóre samogłoski. Dla nich nazywam się Bonk – taka jest geneza mojego pseudonimu. Pisanie to moja odskocznia, skok o tyczce ponad poziom codzienności, prosto w magię. Kiedy piszę, jestem tyloma postaciami, co raz innym bohaterem. Podpisywanie się oryginalnym nazwiskiem? Dla mnie zbyt prozaiczne.

Powiedz coś o sobie – gdzie mieszkasz, ile masz lat, kim jesteś z zawodu?

Od kilku lat zamieszkuję Wiedeń i tu dobiłem do 38 lat. Wiem, sporo, ale mimo wszystko pocieszam się tym, że nie 83. Z zawodu jestem akupunkturzystą – zadawanie ludziom bólu igłami, aby przestało ich boleć, to moja specjalność. Zawsze ceniłem sobie paradoksy.

Jakie kobiety lubisz? Jakie jest Twoje ulubione piwo i jakim autem śmigasz?

A jakich kobiet można nie lubić?! Więcej, je się po prostu kocha! Ulubione piwo? To, które jest akurat w promocji. Żartuję, wolę czerwone wino, wspomniane kobiety i śpiew. A samochodu nie mam, zdecydowanie wolę rozbijać się rowerem.

OK, wiemy o Tobie już wszystko, może teraz opowiedz nieco więcej o swoich książkach. Każdy normalny człowiek wydaje powieści w jakiejś kolejności, Ty wypuściłeś sześć naraz. Dlaczego?

Mam świadomość, że wchodząc samodzielnie na rynek wydawniczy, jestem niczym mrówka wkraczająca między słonie. Pomyślałem więc „niech ta mrówka wejdzie chociaż z przytupem!”.

To fantastyka, prawda? Z jakiego dokładniej gatunku?

Tak to fantastyka, a przekrój jest dość szeroki – od przesłodzonej komedii romantycznej, przez zakręcone SF, do męskich tekstów tylko dla prawdziwych twardzieli. Lubię co raz wchodzić w inny klimat, nie ograniczać się do danego segmentu – poszukiwać, eksplorować.

Czy Twoje książki są ze sobą powiązane fabularnie? Jest jakaś właściwa kolejność ich czytania?

Każda historia jest z zupełnie innej bajki. Jeżeli jednak ktoś nie wie, w jakiej bajce najłatwiej byłoby mu się odnaleźć, na początek polecam R!P!G! i Iskry Czasoświatu.

Na specjalną wzmiankę zasługują okładki Twoich powieści. Te grafiki są świetne, a do tego bardzo różnorodne. Która z nich najbardziej Ci się podoba? Kto je stworzył?

Autorką wszystkich okładek jest Agnieszka Rysia Radzięda, przesympatyczna osoba. Zgadzam się, że jej grafiki są wyjątkowe, w dodatku od każdej, nawet tej bardziej mrocznej, bije coś pozytywnego. Uwielbiam wszystkie okładki stworzone przez Agnieszkę, choć mój pulpit od dawna okupuje grafika do tekstu Świetlany Mrok. Zmysłowa kobieta, przestrzeń i gwiazdy. W dużym powiększeniu wygląda to jeszcze lepiej i wciąż nie mogę nasycić wzroku.

Z którym bohaterem swoich książek najbardziej się utożsamiasz i dlaczego?

Ależ to osobiste. Żądam adwokata! No dobrze… To będzie Set z Esencji. To pierwszy bohater, jakiego stworzyłem, więc oddałem mu całego siebie. Gdybym umarł i odrodził się w świecie fantasty, to byłbym właśnie ja.

A z innych książek?

Lista zaczyna się i kończy na wymienionym bohaterze Esencji. Generalnie piszę w trzeciej osobie. To pozwala mi zachować pewien dystans. Pomaga sprawić, że postacie są różnorodne i nie powielają preferowanych przeze mnie wzorców zachowań i emocji.

Masz jakąś swoją ulubioną serię, autora? Co w nich cenisz?

Stawiam na Joe Abercrombie i wszystko co napisał w uniwersum Pierwszego Prawa. Autor ma taki styl, jakby pisał specjalnie dla mnie. Rewelacyjnie zarysowane postacie, mocna akcja i specyficzny humor. Pisze bezpretensjonalnie i bez patosu, dzięki czemu stale jest u mnie na świeczniku.

Pytanie, czy grywasz w gry, byłoby chyba nie na miejscu, biorąc pod uwagę zbiór opowiadań R!P!G!. Powiedz więc – w co szpilasz najchętniej?

Kiedyś byłem wielkim miłośnikiem gier, ale w ostatnich latach ta miłość trochę się wypaliła. A jednak ostatnio odkryłem prawdziwą perełkę. Jest taka gra Mount & Blade – symulator średniowiecza. Fajne, ale bez wielkich fajerwerków. Jednak gdy zagrałem w mod Prophesy of Pendor, który zmienia tę grę w wielką przygodę fantasty, totalnie odleciałem. Nad wspomnianym modem pracowała między innymi kobieta chora na raka. Przegrała ona walkę z chorobą, ale pozostawiła po sobie coś wspaniałego – ten niezwykły świat. Jej praca brała się z pasji, a nie z chęci zyski. Zawsze się rozklejam, jak myślę o Mason.

Zdecydowałeś się na mało popularny krok – wydałeś swoje książki poprzez self-publishing wyłącznie w formie e-booków. Czemu właśnie tak?

Szczerze – debiut w normalnym wydawnictwie obecnie jest prawie jak wygrana na loterii. W dodatku wydanie jednej książki nie oznacza, że wyda się drugą. A jeżeli już, to nie wiadomo, kiedy to nastąpi – jest się zależnym od woli wydawnictw. W self-publishingu sam jestem sobie sterem, okrętem i żeglarzem. Oczywiście w tym modelu także istnieją ograniczenia ­– największą bolączką jest możliwość przebicia się do czytelników. Ale tak wybrałem i nie żałuję. Czemu zaś tylko e-book? Bo kocham drzewa! E-book to rozeznanie rynku. Ja jestem przekonany do napisanych przez siebie historii, ale czy przekonają się do nich również czytelnicy? Właśnie to chcę sprawdzić. Jeżeli będzie takie zapotrzebowanie, druk mogę zlecić w każdej chwili.

Jak to jest z tym self-publishingiem? Czy łatwo jest wrypać się na minę? Co Cię pozytywnie zaskoczyło, co rozczarowało?

Nie oszukujmy się – to pole minowe jak na krowim pastwisku. Do tego jest noc, trwa burza i wali w Ciebie piorunami, a Ty nie masz saperskiego przeszkolenia. Innymi słowy – nie da się nie wdepnąć. Jednak nie przeżyłem jeszcze silnych rozczarowań. Spodziewałem się pewnego ostracyzmu, z którym się spotykam, ale jest on trochę uzasadniony. Bardzo wiele pozycji self-publishingu zostało fatalnie wydanych, często bez świadomej winy autorów. Z pozytywów wymieniłbym niewątpliwie współpracę z osobami, które uczestniczyły w pracy nad opracowywaniem moich książek. Pojawiły się też rzeczy całkiem niezwykłe, jak obce mi osoby, które wyciągnęły pomocną dłoń.

Wielu naszych czytelników może zainteresować, jak wygląda cały proces wydania książki. Co, krok po kroku, trzeba robić, by wydać powieść własnym sumptem? I ile to kosztuje?

Po napisaniu książki czekają nas prace z redaktorem i korektorem tekstu. Jeżeli trafimy na profesjonalistów, należy przygotować się na duże uszczuplenie portfela i nieraz znaczące rewolucje w tekście. W międzyczasie, jeżeli jesteśmy ambitni, a w portfelu coś nam jeszcze zostało, zlecamy grafikowi zaprojektowanie oryginalnej ilustracji do książki. Następne kroki zależą od tego, w jakich formatach zamierzamy wydać nasz tekst. W przypadku e-booka będzie to sprawa względnie tania i prosta, choć nie zalecam robić tego samemu. W przypadku druku natomiast musimy już sięgnąć po zapasowy portfel. Płacimy za skład książki, a jeżeli chcemy zarobić, rozsądną ilością jest druk 1000–3000 sztuk i tu zaczynają się dalsze schody. Musimy znaleźć dystrybutorów i rozkręcić machinę promocyjną, aby ten druk sprzedać, bo inaczej zostaniemy z makulaturą. Podsumowując, profesjonalne opracowanie tekstu liczącego, powiedzmy, 250 stron i wydanie go zupełnie samodzielnie w self-publishingu w formie e-booka, to koszt rzędu 1000–2000 zł. W przypadku druku np. 1000 egzemplarzy koszt będzie już oscylował w okolicach 6000–8000 zł – takie są moje orientacyjne dane. Oczywiście inni mogą przedstawić to nieco inaczej. Jest tu sporo zależność – czy trafimy na jakieś oferty promocyjne, może za darmo pomoże nam w czymś zdolny znajomy albo też damy się wykorzystać licznym naciągaczom. To śliski rynek.

Czy planujesz jakieś niestandardowe formy promocji?

Nie wiem, jaki szalony pomysł może narodzić się w moim umyśle jutro. Na razie sceptycznie patrzę na bieganie nago po ulicy, będąc oklejonym jedynie rękopisami własnych tekstów. Ale niczego nie wykluczam. Moja determinacja wzrasta, więc czas pokaże. Bacznie oglądajcie programy TV poświęcone ciekawostkom ze świata.

Gdzie można Cię znaleźć w Internecie? Masz swoją stronę internetową?

Obecnie posiadam jedynie świeżo założony fanpage na Facebooku, z którym wiąże się pewna mroczna historia. Kto odkryje tę tajemnicę – wszystko jest w Internecie – otrzyma mój dowolny tekst w wybranym formacie. Ilość nagród do wyczerpania zapasów. Czyli w przypadku treści elektronicznej: dość spora.

A gdzie można kupić Twoje książki?

Praktycznie w każdym sklepie internetowym sprzedającym treści elektroniczne. Gdyby przypadkiem nie było moich tekstów w jednym sklepie, to na pewno będę w kolejnym. Co, myślę, warte podkreślenia, sprzedaję swoje książki w bardzo przystępnej cenie. Podobno zbyt przystępnej, ale czego nie robi się dla czytelników.

No właśnie, na rynku ukazuje się mnóstwo książek, wiele z nich jest światowymi bestsellerami. Co w Twoich powieściach, sprawia, że czytelnicy powinni po nie sięgnąć?

Piszę z pasji, nie z chęci zysku. Moje książki są dostępne za symboliczną cenę. Najchętniej rozdawałbym je za darmo, ale jak już wiecie, profesjonalne przygotowanie tekstu trochę kosztuje. Nie zamierzam konkurować z bestsellerami – macie na nie ochotę, jak najbardziej czytajcie. Nabierzecie ochoty na jakąś odmianę? Możecie spróbować moich tekstów, nie gryzą. Może znajdziecie tam coś dla siebie.

Super, ja sięgnę na pewno! Bardzo dziękuję za odpowiedzi.


Przeczytaj inne arty

brak filmy ENEMEF: PODWÓJNA NOC GROZY I HORRORÓW ENEMEF: Noc Grozy i Horrorów, czyli legendarne coroczne święto horrorożerców tym razem odbędzie się w...
brak kulinaria Potrawka z bakłażana, papryki i pomidorów Nadszedł czas sprawdzenia, czy książka Sabriny Ghayour pt. Sirocco jest warta zakupu. Dzięki uprzejmości wydawnictwa...
brak kulinaria Sabrina Ghayour – Sirocco Ostatnio pokazaliśmy Wam książkę Jamie'ego Olivera, którą dostaliśmy od Wydawnictwa Insignis, a już dziś prezentujemy...

Komentarze_ 0


Dodaj komentarz