Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Pocałunek Gwen Frost - recenzja

0 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2013-10-16
Odsłony: 1708
Autor: Nadeine

Moje nieliczne spotkania z Cyganami często kończyły się niezbyt miło i nie należały do najprzyjemniejszych. Bywały wyjątki, ale wyjątek jedynie potwierdza regułę. Muszę jednak przyznać, że suknie, które noszą: w mocnych, soczystych kolorach i z milionem zdobień, cieszą moje oczy. Uwielbiam oglądać takie cudeńka, zwłaszcza na żywo (czyli podczas spotkań będących wspomnianymi wyjątkami). Pocałunek Gwen Frost opowiada dalszą część historii naszej Cyganki (ale Cyganki tylko z nazwy, jak się okazuje), tytułowej Gwen Frost, uczennicy Akademii Mitu. Niestety, i to spotkanie, ku mojemu rozczarowaniu, nie zaliczało się do najlepszych.

Po pierwszej i jak na razie ostatniej walce Gwen ze żniwiarzem chaosu, wydawałoby się, że wszystko wróciło do normy… Otóż nie. Co by było, gdyby choć raz wszystko szło po jej myśli?! W obronie własnej zabiła Jasmine, koleżankę z akademii, która okazała się być żniwiarzem, tak samo jak jej rodzina – która teraz poluje na Gwen, chcąc zemsty. Dlatego dziewczyna musi codziennie rano przed właściwymi lekcjami trenować walkę. I to nie z byle kim! Z Loganem Quinnem, w którym panna Frost od początku się podkochuje. Sprawa się skomplikowała, kiedy Logan odrzucił jej uczucia. Co tam jacyś śmiertelnie groźni żniwiarze chaosu, najpierw trzeba leczyć złamane serce!

Żniwiarze mogą zaatakować w każdej chwili. Gwen jednak decyduje się na wyjazd na narty do ekskluzywnego hotelu w górach, gdzie przez trzy dni uczniowie piją, palą i ćpają ile tylko mogą. I oczywiście imprezują do samego rana – taka tradycja corocznego wyjazdu. Mimo że miał być to wypoczynek od morderczych treningów, oczywiście coś musi pójść nie tak. Logan Quinn przestaje nagle być największym problemem…

Poznałam już tak wiele książek z ostatnimi czasy ogromnie popularnego gatunku paranormal romance, że nie jestem w stanie ich zliczyć – a co za tym idzie, mam już jakieś wymagania co do takich powieści. I tym wymaganiom Pocałunek Gwen Frost nie podołał. Już wyjaśniam dlaczego. Sam pomysł na żniwiarzy i Akademię Mitu jest niezwykle oryginalny. O mitach i mitologicznych bogach we współczesności czytałam już u Riordana, ale Jennifer Estep ugryzła ten temat od innej strony. I gdyby nie sposób, w jaki go przedstawiła, książka byłaby nawet dobra. Według mnie autorka zaserwowała nam, Czytelnikom, mdły romans, który – moim zdaniem – powinien być tłem dla najważniejszych wydarzeń w książce. Ważniejszy chyba jest fakt, że żniwiarze chaosu czyhają na życie Gwen, niż to, że Logan paraduje ze swoją tysięczną już chyba dziewczyną po korytarzu.

U Riordana mamy nacisk na przygodę. Jest romans, ale pojawia się później i nie burzy głównej akcji. Ba!, jako dodatek jest wyśmienity. Pocałunek Gwen Frost, poznać już można po tytule, kręci się wokół romansu. Siedziałam na łóżku, czytając książkę, i jedynie siłą woli powstrzymywałam się walenia głową w ścianę. Wątek pochodzenia Gwen, jej przeznaczenia i historii jej rodziny był ciekawy. Szkoda tylko, że tak mało rozwinięty. Oczywiście pierwsze skrzypce grał romans… który nawet romansem nie może być nazwany – bo główna bohaterka jedynie na zmianę wzdychała i przeklinała Logana.

Mam nadzieję, że trzeci tom zmieni moje zdanie o tej serii, w końcu trzecie tomy to te najlepsze, zwieńczenie serii, taka wisienka na torcie. Troszkę mdłym torcie, ale ja lubię wszystkie ciasta. Pocałunek Gwen Frost nie przypadł mi do gustu. To trochę jak z kuciem na testy – przeczytasz i zapominasz. Kolejna książka, która dołącza do grona takich samych powieści paranormal romance i nie wyróżnia się niczym szczególnym. Z ciekawości poznam ostatnią część, ale do tego tomu już nie wrócę, jestem tego pewna. Nie mam najlepszego zdania o tej książce nie dlatego, że jest to tysięczny romans paranormalny, gdyż nawet lubię czytać romanse. Sęk w tym, że nawet patrząc jedynie na wątek miłosny nie jest się w stanie wydobyć niczego lepszego niż przeciętnego. Ta seria jest tylko dla zatwardziałych miłośników takich klimatów. 


Przeczytaj inne arty

brak książki Drużyna: Góra Skorpiona - recenzja John Flanagan jaki jest, wie każdy, kto choć raz zetknął się ze sławną serią Zwiadowcy...
brak książki Dreszcz 2: Faceci w czerni - recenzja Ratowanie Polski przed oprychami niewiele zmienia Ryśka – wciąż trochę popije, spowoduje parę bójek, to...
brak książki Takeshi. Cień śmierci - recenzja Rodzima fantastyka nie jest zła, czego dowodzi taki Dukaj czy Sapkowski. A mimo to ludzie...

Komentarze_ 0


Dodaj komentarz