Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Ja mam PlayStation, a Ty nie, biedaku!

Data dodania: 2012-05-13
Odsłony: 5069
Autor: mloda14-14

Podstawówka.
Tym razem zapomnijcie o nauce, skupcie się na relacjach między dziećmi.

Do napisania tego artykułu skłoniła mnie rozmowa z nauczycielką - matką 5-letniego chłopca. Nauczycielka opowiadała o presji otoczenia, jaką wywiera klasa na jej syna. Na początku wydawało nam się to niemożliwe, no bo jaką presję może wywierać grupa 5-latków? Cała klasa jarała się Hannah Montanah, „Nie ma to jak hotel” i innymi tego typu produkcjami. Wiktor nie miał dostępu w domu do Disney Channel. Niektórzy zaczęli się z niego śmiać, dołączyła do nich cała klasa, chłopiec był wyszydzany przez to, że nie był na bieżąco z przygodami Miley Cyrus. Mama Wiktora miała 2 wyjścia - przenieść syna do innego przedszkola bądź zmienić pakiet telewizyjny na taki, w którym byłoby Disney Channel. Wybrała drugą opcję. Jej syn nie był wielkim fanem tych seriali, ale można powiedzieć, że był zmuszony do ich oglądania, byleby tylko nie być w tyle w stosunku do rówieśników. Pani Magda była przeciwna posiadaniu komórek przez dzieci w tym wieku. Uważała, że telefon nie jest niezbędny jej synowi, skoro odbierała go z przedszkola i zawoziła. Na jej nieszczęście cała grupa posiadała już komórki (oczywiście najnowsze, z aparatami, milionami dzwonków itd.). I tym sposobem Wiktor na urodziny dostał telefon. Rodzice nie chcieli, aby ich syn czuł się gorszy. Podobnie było z ciuchami z Ben 10, zegarkiem (za oszałamiającą cenę 149,99 zł w Smyku), odtwarzaczem mp3 czy notebookiem. Później przyszła moda na kieszonkowe konsole do gier. Wszyscy chłopcy grali w piłkę nożną na konsoli. Wiktor po raz kolejny został wyśmiany, wyzywany „biedny”, „wieśniak”, „śmieć” (swoją drogą, skąd w 5-latkach taka nienawiść do kogoś biedniejszego?). Problemem nie były tu pieniądze, tylko poglądy rodziców Wiktora, którzy uważali, że w tym wieku dzieci powinny biegać po podwórku i bawić się klockami, a nie wsadzać nosy w monitor na kilka godzin. Zdecydowali się wtedy na przeniesienie synka do innego przedszkola. Na całe szczęście chłopiec znalazł tam kolegów, dla których bardziej liczyło się budowanie baz i zamków z patyków na przedszkolnym placu zabaw niż gry na konsoli. Pani Magda mogła spokojnie zrezygnować z rozszerzonego pakietu TV, bo przygody Bena 10 nie były już potrzebne do szczęścia dziecka.

Zastanawia mnie tylko jedno - co w sytuacji, gdy rodzice nie mogą pozwolić sobie na zakup gier, gadżetów, firmowych ciuchów? Zmieniać przedszkole/szkołę? Zadłużać się, aby móc kupić dziecku wymarzoną konsolę? Czy pozwolić na to, aby było szykanowane przez to, że nie jest na bieżąco z nowościami?

Pamiętam, jak w podstawówce jako jedna z niewielu nie miałam Game Boya/Gry telewizyjnej/Play Station. To była 2-3 klasa podstawówki, gdy pojawiły się pierwsze przenośne urządzenia. Większość dzieciaków grała w Pokemony na konsoli w czasie przerw. Moja mama nigdy nie chciała się na to zgodzić, uważała, że konsola za 2 stówy nie jest mi potrzebna. Dziwnie się czułam, gdy ponad połowa klasy opowiadała o kolejnych etapach zdobytych w grze. Podobnie było z grą telewizyjną czy Play Station. Dzieciaki grały popołudniami. Na szczęście w mojej klasie znalazły się 2-3 osoby, które podobnie jak ja nie miały żadnej konsoli do gier, więc wspólnie spędzaliśmy czas na dworze. Problem pojawił się na informatyce, gdy prawie wszyscy w klasie mieli już w domach komputery, może z 5 osób (w tym ja), jeszcze nie miało swojego PC. Nauczyciel wymagał od nas tego samego, co od posiadaczy kompów i nie był w stanie zrozumieć, że nie mam zielonego pojęcia, jak tworzyć tabele w Excelu, nie widząc nigdy wcześniej Office’a na oczy. Oczywiście skutkowało to dużo gorszymi ocenami z informatyki na koniec roku.

Pierwsze, co zrobiłam po samodzielnym zarobieniu pieniędzy, to zakup konsoli do gier telewizyjnych. W ten sposób starałam się chyba nadrobić braki takich gadżetów w dzieciństwie. Wstyd przyznać, ale nigdy nie grałam na PlayStation. Myślę, że za kolejne pieniądze zakupię używanego PS, aby choć raz poczuć, że nadrabiam zaległości w świecie komputerów i gier.

Czy opinia rodziców dotycząca nowinek technologicznych powinna decydować o szczęściu dziecka? Czy rodzice powinni kupować kolejne gadżety tylko po to, żeby dziecko nie czuło się inne?

Ja jedno wiem na pewno. Nie pozwolę, aby moje dziecko czuło się gorsze tylko przez brak głupiej konsoli.


Tekst bierze udział w konkursie „Napisz arta” - jeśli Ci się spodobał, będziesz mógł oddać na niego swój głos po zakończeniu przyjmowania zgłoszeń. Po szczegóły kliknij na: http://nastek.pl/konkursy.php?id=96


Przeczytaj inne arty

brak wasze artykuły Ona Siedziałam przy biurku, dzień jak co dzień. Minuty w pracy dłużyły się niemiłosiernie, a do...
brak wasze artykuły Społeczeństwo głupiejące? Socjologowie od lat mówią o społeczeństwie starzejącym się, społeczeństwie chorującym, ale chyba nikt nigdy nie...
brak książki Z bagna do szczęścia, czyli recenzja Wolę być… „Wolę być… to opowieść o dorastaniu, odkrywaniu siebie, sprawdzaniu własnych możliwości i ograniczeń, o miłości,...

Komentarze_ 15


brak

Gdy chodziłam do podstawówki moich rodziców nie było stać na najmodniejsze ubrania, najszybsze komputery, najpiękniejsze wakacje, itp. Nie przejmowałam się tym w pierwszych dwóch latach mojej edukacji. Ale potem "przewodnicząca klasy" zaczęła oceniać wszystkich na podstawie sytuacji materialnej. Byłam najbardziej napiętnowaną osobą w klasie. Nie miałam nk (bardzo wtedy popularnego), ubrań, przyborów szkolnych, plecaka, zeszytów z Hanną Montaną i innych modnych rzeczy. Gdy nastała era facebooka było jeszcze gorzej. Nikt nie chciał zrozumieć, że wolę książki niż internet. Moi rodzice otrzymawszy jakieś sygnały od rodziców mojej koleżanki, gry byłam w 5 klasie kupili mi laptopa. I wiecie co? Przez prawie trzy lata leżał nieużywany. Dopiero w drugiej klasie gimnazjum (w tym roku) zaczęłam go używać, podłączyłam internet, założyłam facebooka. I to nie przez presję społeczną, ale z nudów. Nie miałam wtedy nic do czytania i akurat byłam chora. Puenta: Mam cudowne dzieciństwo bez nowinek technologicznych. Zdrowy kręgosłup i długą listę książek, które przeczytałam. "Przewodnicząca klasy" przez wpisy na portalach społecznościowych, które ją ośmieszały, wpadła w depresję, która zamieniła się w anoreksję.

brak

W mojej szkole była wielka moda na 'Top Model zostań modelką'. Oglądali to nawet chłopcy. Ja tego serialu bardzo nie lubiłam oglądać. Z jakim odrzuceniem spotkałam się gdy cała klasa już wiedziała że tego nie oglądam! No cóż jakoś to wytrzymałam. Następna moda to gry Simsy. Żeby coś znaczyć trzeba było mieć wszystkie części Simsów 3. Ja wolałam książki od komputera i znów zostałam klasowym dziwadłem... Ciągle jest taka 'wojna szpanerska'.... Przez to boje się trochę iść do starszej klasy po wakacjach w tej samej szkole....

brak

Jakbym siebie widział :) Przynajmniej po trochu. U mnie, w prywatnej podstawówce, też wszystkie dzieciaki miały Pokemony, Gameboye i takie tam. U mnie to wszystko przyszło później, łącznie z komputerem. W gimnazjum chciałem sobie odbić brak Gameboya w dzieciństwie, kupiłem na allegro, chwilę się pobawiłem i pomyślałem, że to w sumie mi nie jest potrzebne.

brak

Nie każdego stać a gówniarze już noszą lepsze telefony niż ludzie co pracuję a póżniej rodzice się dziwią czemu kradną im te telefony/mp3/mp4/PSP bo mają "podniete" poprostu .

brak

ja idę do 1 klasy gimnazjum a niektórzy w moim wieku nie mają nawet komputera w domu ale jak można uważać ludzi za gorszych bo nie mają psp lub kompa a co dopiero w przedszkolu boże tragedia!!! :/

brak

Trochę nie rozumiem, jak można budować samoocenę dziecka na kupowaniu nowych gadżetów czy zapewnianiu mu najnowszych seriali w telewizji. W takiej sytuacji powinno się wziąć dziecko na kolano, wytłumaczyć mu na czym polega wartość człowieka, zapewnić, że żeby być kimś dobrym, potrzebnym bez najnowszych komórek i PS. Kupowanie najnowszych urządzeń nie rozwiąże problemu, jedynie może na chwilę zagłuszyć poczucie niedocenienia. Według mnie najważniejsze jest, żeby dziecko czuło się kochane, ważne i wartościowe i żeby nigdy nie pozwoliło wmówić sobie przez inne dzieci, że jest inaczej. Ja nigdy nie miałam PS (nie no miałam, ale raczej mój brat miał, ja rzadko grałam), jakichś xboxów, komórek, na zielonej szkole tylko z dwie osoby miały komórki, reszta stała pod ścianą w kolejce do budki telefonicznej, zresztą ja do tej pory nie mam (teoretycznie mam, ale i tak ze sobą nie noszę, służy mi jako budzik), do zeszłego miesiąca miałam pięć kanałów w telewizji, nie ubieram się w samych markowych sklepach i jednocześnie nigdy nie miałam problemu z popularnoscia. Nigdy nikomu nic nie musialam udowadniać poprzez oglądanie seriali na topie, a z wielkiej mody na konie w gimnazjum nawet głośno drwiłam. Sęk w tym, że jakby mi ktoś kiedykolwiek powiedział (nawet, jak miałam te dziesięć lat), że jestem gorsza, bo nie mam telefonu z kolorowym wyświetlaczem (czy w dzisiejszych czasach dotykowego :P), to bym go wyśmiała i nigdy, przenigdy nie zwątpiłabym przez to w siebie. Ba, znając mnie, to jeszcze uważałabym tego kogoś za człowieka małego i płytkiego. :D
-> "Wstyd przyznać, ale nigdy nie grałam na PlayStation. Myślę, że za kolejne pieniądze zakupię używanego PS, aby choć raz poczuć, że nadrabiam zaległości w świecie komputerów i gier." No i cóż to za wstyd? Ja grałam i nie czuję się jakoś o wiele bogatsza :) Zamiast skupiać się na takich bzdurach powinnaś raczej zauważać rzeczy, które sprawiają, że jesteś ponadprzeciętna - typu dobra znajomość włoskiego itp. ;) Mi np. to imponuje, a nie jakiś PS.
"@iwka95 Tak naprawdę jak się chce kogoś męczyć to zawsze znajdzie się jakiś sposób. Jak nie przez status społeczny to z innego powodu. "Ja palę papierosy i jestem dorosły a Ty nie - dzieciak z ciebie" etc. Grupa lubi mieć jakiegoś kozła ofiarnego." No właśnie. Trzeba być pewnym siebie, wyrazistym, z poczuciem humrou i nie dać sobie w kaszę dmuchać, a nie dostosowywać na siłę do grupy przez śledzenie rzeczy, które nas malo interesują. Mnie też mało kto lubił w gimnazjum, bo lubiłam dyskutować, kłócić się, miałam same super oceny i nauczyciele mnie uwielbiali, a trafiłam do klasy, gdzie panowała zasada im głupszy, tym lepszy. I nigdy nie czułam się gorsza od jakiegoś matoła, nie dokuczali mi też zanadto, bo po prostu potrafiłam odpowiedzieć. I tyle.
A poza tym ja wczoraj widziałam bandę dzieciaków ścigających się na rowerach, a orlik jest stale zajęty. :D Więc chyba nie jest tak źle z tym młodym pokoleniem. Ale mieszkam na wsi, tak ze może tu być nieco inaczej niż u Was. ;)
"moi rodzice byli młodym małżeństwem 10 miesięcy starszym ode mnie, szukali mieszkania w różnych częściach Warszawy" :O 10 miesięcy starszym od CIebie? :p co tak dużo? :P
"Boli mnie ten problem "szpanowania" wśród dzieci, młodzieży i dorosłych. Według mnie świat nie zmierza w dobrym kierunku, a człowiek, który widzi jedynie wartości materialne, moim skromnym zdaniem, nie może być szczęśliwy" W mojej opinii ciężko jest analizować, co uszczęśliwia innych, bo co człowiek to różny punkt widzenia. A szpanowanie było od zawsze. ;)

brak

Straszne te dzieciaki teraz... Ja playstation nie miałem, nie było mi potrzebne, gwizdałem na innych i nie wiem, co tak ludzi jara w wii... Książka rządzi. Dobry art.

brak

dokladnie.. teraz dzieci zamiast bawić sie na dworze, to tylko graja w glupie gierki. pamietam jak ja bylem maly, to najwazniejsze było budowanie baz, zabawy na dworze, wychodzenie na dwór, często rowery i rozne zabawy. Mialem komputer, wielu kolegow tez mialo, ale nie byla to najwazniejsza rzecz. Wtedy mielismy slabe komputery (np. ja mialem hdd 10gb, innych parametrów niestety nie pamietam, ale na oko stawiam z 500mhz i 128 ram). Wtedy przegrywalo sie gry od innych (nie bylo neta), programy nie byly takie zasobozerne, gry takze. To byly czasy :) bazy w sumie budowalem do niedawna, bo obecnie jestem w gimnazjum (3 klasa) a w 1 klasie budowalem też bazy. W sumie wymyslalismy projekty (do tej pory wymyslamy) z kolegami dotyczace budowy baz, ale nie wychodza nam za bardzo

brak

Dziwne Zobaczyłem autora i już wiedziałem, że ten art będzie dobry. Masz takie coś, że zawsze dobrze trafiasz w temat, chociażby nawet w tylko jeden punkt widzenia, whatever, w każdym razie positive opinion.
Nie mogę się jednak powstrzymać od dodania czegoś od siebie:
W moim życiu, ... Oł maj gat, zgubiłem wątek , czytam jeszcze raz. Dobra już mam, ja chodziłem do trzech różnych przedszkoli, wynikało to z faktu, że moi rodzice byli młodym małżeństwem 10 miesięcy starszym ode mnie, szukali mieszkania w różnych częściach Warszawy, a ja wtedy cierpiałem bo nigdy nie miałem takich prawdziwych kolegów, których znałbym kilka lat. Po przeczytaniu arta zapaliła mi się lampeczka, może nieświadomie zostałem uratowany przed nieszczęściem. Już pod koniec przedszkola, zamieszkałem w podwarszawskiej Zielonce, mieszkam tu do dziś. W podstawówce trafiłem na fajnych ludzi i mimo, że było kilku "elektronicznych bananów" to mogłem nawiązać normalne stosunki z moimi rówieśnikami.
Uwaga!! Teraz będzie hit!! Do 2 klasy gimnazjum(aktualnie kończę 3), od pierwszej podstawówki, miałem komputer, z prockiem 600 mhz, 64 MB RAM, 128 MB grafiki bez akceleratora 3D, bez karty dźwiękowej. Cały czas czyli w tej chwili połowę mojego dotychczasowego życia, bolało mnie, kiedy moi koledzy rozmawiali o nowej grze, o fajnym filmiku na Youtube, o tym jak to oni lubią słuchać ulubionej muzyki, jak szybko się umawiają za pośrednictwem internetu, kiedy ja miałem jakiekolwiek łącze dopiero w 5 klasie. To nie było łatwe i wcale nie najbardziej bolało mnie to, że nie mogłem robić tego co oni mogli, ale że nie mogłem robić tego na co miałem ochotę u siebie w domu na swoim komputerze, a każdy nawet największy laik mógł zrobić wszystko.
Myślę, że wyszło mi to na zdrowie, nauczyłem się cierpliwości i przede wszystkim poznałem to co robię do dziś(piłka nożna, żeglarstwo, matematyka). Zastanawiam się tylko co by było gdybym do tej pory nie miał tych wygód, bo co jak co, ale komputer to najpowszechniejsza i jedna z najważniejszych wygód w dzisiejszych czasach.
Boli mnie ten problem "szpanowania" wśród dzieci, młodzieży i dorosłych. Według mnie świat nie zmierza w dobrym kierunku, a człowiek, który widzi jedynie wartości materialne, moim skromnym zdaniem, nie może być szczęśliwy. Dziś idąc przez WWA nie ma opcji żeby nie trafić na jakiegoś "banana". Zastanawiam się gdzie jest granica?? No bo jeśli jej nie ma, to co z nami będzie??
Dobra koniec użalania się nad sobą
Grade: 5
P.S. Nie przejmuj się tymi grami, są ważniejsze rzeczy w życiu

brak

nie chcę się kłócić, ani dyskutować na ten temat. Szanuję Wasze zdanie, po części się zgadzam. Wybrałaś trudny temat, ale bardzo fajnie go opisałaś :) gratuluję

brak

No dobra rozumiem, ale w sumie istnieją dzieci dla których gadżety nie są istotne. Obędą się bez nich i mogą być o wiele lepiej wychowane niż te z gadżetami. I wcale nie muszą się zadawać z tymi lepszymi, bo przecież nie suknia zdobi człowieka.. no ale fakt, wytłumacz to pioęcio- czy sześciolatkowi ;/.. trudny temat

brak

iwka95 - nie mówię, że będę kupować wszystko ;) Ale skoro np Ania ma PlayStation, Kamila komputer a Wiesio GameBoya to wystarczy, że ja kupię jedną z tych rzeczy a moje dziecko będzie mogło załapać wspólny kontakt z Wieśkiem dot. nowych gier albo lvl w grze. Uważam, że byłam dobrze wychowana (empatia, otwarte oczy na problemy innych itd), ale co z tego że ja byłam fajna i miła jak cholernie brakowało mi takiego gadżetu.

brak

@iwka95 Tak naprawdę jak się chce kogoś męczyć to zawsze znajdzie się jakiś sposób. Jak nie przez status społeczny to z innego powodu. "Ja palę papierosy i jestem dorosły a Ty nie - dzieciak z ciebie" etc. Grupa lubi mieć jakiegoś kozła ofiarnego.

brak

art fajny, tylko nie bardzo rozumiem ostatniego zdania. Będziesz kupować dziecku wszystko to, co będą miały inne dzieci ? Jeżeli już w tym wieku dzieci zwracają uwagę na tylko na rzeczy materialne, nie tolerując innych z powodu ich barków, to aż strach pomyśleć co będzie później...

brak

Świetny art, dobrze ukazałaś problem.

Dodaj komentarz