Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

O świętach, Robercie Downey Jr., szczęściu bez zbędnego narzekania

0 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2014-12-22
Odsłony: 973
Autor: Darja_

Trudno napisać tekst o świętach osobie, która ich tak naprawdę nie lubi od kilku lat, o czym pisałam rok temu, ale spokojnie, nie mam zamiaru znowu tego robić. Myślę, że nie jestem jedynym człowiekiem na świecie mającym bardzo mieszane uczucia co do Bożego Narodzenia i niepotrafiącym cieszyć się tą „magią”, do której nawiązują liczne reklamy.

Przez cały listopad uciekałam przed świętami, szerokim łukiem omijałam miejsca, w których było mnóstwo ozdób, w których ciągle słychać „Last Christmas” i w których wszędzie widzę napisy typu: „Święta coraz bliżej, spraw prezent swoim bliskim”. Aż pewnego dnia przyszłam do swojego liceum i okazało się, że Samorząd Uczniowski przystroił szkołę lampkami, łańcuchami, bombkami. A stąd już uciec nie mogłam (oczywiście w teorii, haha :)).

Grudzień to specyficzny moment roku. Poprzedza go listopad, który moim zdaniem jest najgorszym miesiącem z dwunastu. Wydaje mi się, że składa się on z samych poniedziałków i nic nie jest w stanie sprawić, aby stał się nieco przyjemniejszy, nawet uroczy Dzień Pluszowego Misia. I gdy już minie ten przeklęty listopad, nadchodzi grudzień, z którego teoretycznie każdy się cieszy, bo prezenty, bo niedługo wolne, bo mama upiecze pyszne ciasta, bo zbliża się sylwester. Każdy powód jest dobry. Wbrew pozorom – ja też się cieszę. Przerwa świąteczna oznacza, że spotkam się z ludźmi, których nie widziałam bardzo długo, że będę mogła tkwić w łóżku z kubkiem gorącej kawy, chowając się przed światem pod ciepłym kocem i czytając książki od dawna leżące na półce, po sięgnięcie których wciąż brakowało mi czasu. Z pewnością kilka razy obejrzę film „To właśnie miłość”, który podreperuje moją wiarę w ludzi i w uczucia wyższe, i przypomni mi, że naprawdę można cieszyć się z małych rzeczy, a najważniejszą wartością są ci, z którymi dzielimy swoje życie. Zamiast „All I want for Christmas is you” będę słuchać „The Avengers sing Christmas carols”, ponieważ wszystko, w czym pojawia się chociaż na kilka minut Robert Downey Jr., cieszy i uszczęśliwia, może niekoniecznie facetów, ale kobiety na pewno.

A właśnie o to chodzi w świętach, prawda? By być szczęśliwym, by się uśmiechać i by dzielić się tą radością z innymi. Zatem skoro nie potrafię cieszyć się Bożym Narodzeniem samym w sobie, to staram się znaleźć inne powody, które spowodują u mnie radość. Próbuję odepchnąć od siebie myśli o materializacji tych świąt, o tym, że słyszane przeze mnie życzenia nie zawsze są szczere. Próbuję zapomnieć o rzeczach sprawiających, że nie przepadam za Bożym Narodzeniem w takim stopniu jak kiedyś i próbuję skupić się wyłącznie na zaletach, a takie również dostrzegam. I zalecam to każdemu, kto podobnie jak ja nie czuje „magii” tych grudniowych wydarzeń, kto dostaje szału, słysząc kolejny raz „Last Christmas” (nawet pomijając tematykę, ta piosenka powinna znaleźć się na liście utworów zakazanych), kto odczuwa bóle szczęki od sztucznego uśmiechu przy stole.

Ponoć najważniejsze jest podejście, a wydaje mi się, że zaproponowany przeze mnie sposób postępowania jest dobry i owocny. Jeszcze kilka lat temu marudziłabym i nie potrafiłabym dostrzec innych plusów Bożego Narodzenia. Natomiast nawet wtedy, gdy za nimi nie przepadamy, możemy spędzić je miło i przyjemnie, ale kluczową kwestią jest właśnie wyżej wspomniane podejście – które u Polaków zazwyczaj jest nieprawidłowe. Dlatego też spędźcie ten czas tak, jak chcecie, nie przejmując się niczym, na kilka dni zapomnijcie o problemach, o tym, że „nie czujecie” świąt i że najchętniej ucieklibyście na Bali, gdybyście tylko mogli (ja też!). Wykorzystajcie ten czas, by sprawić przyjemność sobie i swoim bliskim, nawet jeśli to oznacza trzygodzinne lepienie bałwana z młodszą siostrą, kiedy temperatura na zewnątrz jest bardzo niska.

Korzystając z okazji, chciałabym Wam życzyć naprawdę udanego świętowania bez względu na to, jaką formę wybierzecie. Życzę Wam udanych świąt zarówno przed telewizorem z rodziną, jak i przy stole z ciotkami, których nie widzieliście od kilku miesięcy i których pytania Was denerwują. Życzę Wam wielu powodów do uśmiechu, jak najwięcej radości, satysfakcji z tego, co robicie i kim jesteście, spełnienia marzeń, prawdziwej i budującej miłości, przyjaciół na zawsze, a także tego, abyście w każdej sytuacji dostrzegali jakieś plusy, abyście wierzyli w siebie, aby 2015 rok był dla Was owocny i szczęśliwy. Wy natomiast możecie życzyć mi weny, ciekawych tematów i lepszego zorganizowania, abym nigdy więcej nie pisała tekstu o drugiej w nocy…


Przeczytaj inne arty

brak felietony Gdzie ci mężczyźni, prawdziwy tacy? W lesie?! Prawdopodobnie przyzwyczailiśmy się, że ktoś mówi nam, jak powinna wyglądać prawdziwa kobieta. Aczkolwiek niektórzy wciąż...
brak felietony Pokarm polskich Internautów Anna Przybylska i Mateusz Maga. Dwie zupełnie różne postacie. A jednak jest coś, co je...
brak szkoła Pod ostrzałem pytań, czyli pierwszy i ostatni tekst o maturze Tak naprawdę od zawsze doskonale wiedziałam, co chcę robić w życiu, chociaż nie pamiętam dokładnego...

Komentarze_ 0


Dodaj komentarz