Logowaniepodłoga
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
zakmnij
RSS RSS YouTube facebook

Plamy na duszy #3: Z uzależnieniem się nie walczy

0 DODAJ
KOMENTARZ


Ocena:Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)Ocena: 5 gwiazdki (polecamy)
Data dodania: 2013-11-23
Odsłony: 3991
Autor: Darja_

Jakie uczucia towarzyszyły Panu podczas gry?

Podniecenie, złość, a potem nicość. Mocne, skrajne uczucia, a pod koniec automatyzm, czyli brak uczuć. Grałem dla przeżywania czegoś mocnego, bynajmniej nie dla zarobku. Te uczucia zagłuszały moje problemy i chyba także dawały niezłą odskocznię. Na początku, do wyzwolenia dużych ilości adrenaliny i innych hormonów dających uczucie przyjemności, potrzebowałem właściwie wejścia do „nory”. Potem były wyższe stawki i wyższe, tylko po to, by dostać tę dawkę podniecenia. Sama świadomość, że mam w ręku dużą ilość pieniędzy i za chwilę będę mógł je obstawić, dawała mi niezłego kopa, ale to było pózniej. Złość pojawiała się dość często po przegranych i po wyjściu z gralni. Efektem tego było albo przysięganie sobie, że już nigdy w życiu, albo wręcz odwrotnie. Planowanie przestępstwa, dajmy na przykład. Nicość – to był mój ostatni etap. Nic się dla mnie nie liczyło. Czy wygram, czy przegram nie miało znaczenia, byle być tam i uczestniczyć w grze jak najdłużej.

Najbardziej krytyczny moment w trakcie uzależnienia to...

Trudno powiedzieć... Myślę, że okres, w którym zacząłem kraść pieniądze, planować większe przestępstwo oraz kłamać bez zająkniecia w żywe oczy najbliższym. I to też doprowadziło do najtrudniejszego momentu – uświadomienia sobie, samemu przed sobą, że coś jest ze mną nie tak i muszę coś z tym zrobić.

Jak wyglądały Pana stosunki z rodziną, z przyjaciółmi w trakcie uzależnienia?

Przez długi czas wyśmienicie. Potem, gdy wyszło na jaw moje granie, już nie było tak kolorowo. Proszę pamiętać, że hazardzista jest najlepszym kłamcą na świecie. Instynkt samozachowawczy czynnie grającego potrafi wznieść go na wyżyny fantazji, by zatuszować to i tamto oraz zdobyć pieniądze. Hazardzista tworzy wręcz pewnego rodzaju bańkę nieświadomości wśród swojego otoczenia i z czasem, gdy problemy stają się coraz bardziej poważne, musi poświęcać na to coraz więcej energii i czasu. Wszystko, byle nic nie zakłóciło komfortu grania. Gdy miałem nóż na gardle, sam się przyznałem. Ta pierwsza rozmowa była jednak tylko sprytnym i perfidnym sposobem na pozbycie się długów. To ja zaplanowałem rozmowę i prowadziłem ją cały czas w obranym przeze mnie kierunku. Powiedziałem oczywiście tylko część prawdy o długach, bagatelizując najważniejszy problem. Temat uzależnienia właściwie się nie pojawił, a ogromne długi zrzuciłem na karb przepracowania i wszechogarniającego mnie stresu. Nikomu nie zapaliła się w głowie czerwona lapka, bo i dlaczego? Hazard, tak, oczywiście, wszyscy o nim słyszeli, ale on?! Nie w naszej rodzinie! Potem było już tylko gorzej. Potrzebowałem więcej pieniędzy a najbliżsi nie chcieli już mi pomagać. Obrażałem się na nich, robiłem awantury, zrywałem kontakty. Padało mnóstwo mocnych słów z mych ust, których do tej pory żałuję, choć gdzieś tam po drodze zostało mi przebaczone. W każdym razie pod sam koniec właściwie nie miałem nikogo. Dosłownie. I to jest najgorsze w tej chorobie. Chcę podkreślić to zdanie bardzo mocno. Nie pieniądze, ale to, że hazardzista wymiata wszystko wokół siebie, tworzy pustynię i pozostaje sam. Wiele znajomości, przyjaźni już nigdy nie odzyska. Później na drodze trzeźwienia właśnie na ten aspekt kładzie się ogromny nacisk.

Czy próbował Pan sam walczyć z nałogiem? Czy wstawał Pan rano i mówił do siebie: „To koniec. Już nigdy więcej"?

Oczywiście! Wiele razy! Tylko gdy się walczy z czymś tak potężnym jak uzależnienie, to prędzej czy pózniej sie przegra. O tym jednak dowiedziałem się pózniej. Nie walczy się z uzależnieniem. To coś siedzi w nas i nigdy się go nie pozbędziemy. Ja zawsze będę człowiekiem uzależnionym. Sekretem jest nauczyć się żyć z tym, poznać siebie i wiedzieć, albo inaczej, nauczyć się rozpoznawać sygnały świadczące o nadchodzącym nawrocie. Czytaj: „chęci do zagrania”. Gdy takie coś nadchodzi, gdy zaczyna ssać w środku, a myśli koncentrują się wyłącznie wokół jednego... nie walcz. Uruchom od razu sposoby na uniknięcie zagrania. O czym myślę? Jest ich wiele, choćby telefon do przyjaciela z grupy. Kiedyś usłyszałem fajne porównanie dotyczące nagłej ochoty na zagranie lub nawrotu. Otóż spróbuj wstrzymać biegunkę. Jak długo ci się uda? Zaciśnij usta, zewrzyj pośladki, zrób się czerwony na twarzy – to jest walka. Walka stracona od początku, bo prędzej czy później się po prostu zesrasz.

left 1 2 3 4 right

Przeczytaj inne arty

brak felietony O świętach, Robercie Downey Jr., szczęściu bez zbędnego narzekania Trudno napisać tekst o świętach osobie, która ich tak naprawdę nie lubi od kilku lat,...
brak felietony Gdzie ci mężczyźni, prawdziwy tacy? W lesie?! Prawdopodobnie przyzwyczailiśmy się, że ktoś mówi nam, jak powinna wyglądać prawdziwa kobieta. Aczkolwiek niektórzy wciąż...
brak felietony Pokarm polskich Internautów Anna Przybylska i Mateusz Maga. Dwie zupełnie różne postacie. A jednak jest coś, co je...

Komentarze_ 0


Dodaj komentarz